Checkmate!
niedziela, 27 kwietnia 2014
#22
Justin
To wszystko jest popierdolone ! Chyba po raz setny dziś przywaliłem w ścianę, klnąc przy tym. Bała się mnie ? Zaśmiałem się pod nosem. A czego kurwa się spodziewałem, że rzuci mi się w ramiona i będzie wszystko jak dawniej ? Powinienem był powiedzieć jej to od razu, pierwszego dnia, kiedy tylko pojawił się w mieście, a nie jak zwyczajny dupek wyjechać bez zapowiedzi, ale zrozumcie też mnie, nie chcę powrotu do przeszłości, ale teraz nie ma innego wyjścia. Czas stawić jej czoła i zakończyć to raz na zawsze.
Victoria
Obudził mnie kolejny zły sen, usiadłam na łóżku ciężko dysząc. Cały czas na nowo wydarzenie z wczorajszego wieczora odtwarzało się w moim umyśle powodując ciarki i nieprzyjemne dreszcze na moim ciele. Byłam wykończona, przez większość nocy męczyłam się by zasnąć lub cicho łkając do poduszki. Zegarek stojący na szafce obok wskazywał godzinę 9:15. Potrzebowałam się odświeżyć, pomimo tego, iż byłam u Fabiana w domu czułam się swobodnie, tak jak mi kazano, więc bez zahamowań udałam się do łazienki, gdzie wzięłam długi relaksujący prysznic i umyłam głowę. Owinęłam się ręcznikiem, a włosy wytarłam i puściłam na ramiona. Odważyłam się podejść do lustra, gdzie zauważyłam nie tą samą dziewczynę, którą widzę na co dzień. Brakowało jej uśmiechu, zwykle radosne oczy, zastąpiły te pełne łez z workami, zasłoniłam twarz rękoma i pokręciłam głową, dalej nie wierząc w to co się stało. Wyszłam z łazienki, prosto do pokoju Fabe, gdzie ku mojej uciesze zastałam przyjaciółkę, która patrzyła na mnie z żalem i bez słowa zamknęła mnie w uścisku.
- N-nic ci nie zrobił ? - spytała drżącym głosem.
- Gdyby nie Fabe - pokręciłam głową, czując, że moje oczy ponownie robią się mokre.
- Już dobrze, nie kończ, jesteś bezpieczna - wyszeptała, uspokajająco głaskając mnie po plecach.
- Przepraszam. Powinnam była cię posłuchać...
- Ćśśś...
Stałyśmy tak dłuższą chwilę, kiedy się od siebie odsunęłyśmy i posłałyśmy sobie krótkie uśmiechy.
- Przyniosłam ci ubrania - powiedziała podając mi papierową torbę.
- Dziękuję - wzięłam ją od niej i zniknęłam za drzwiami łazienki, aby przebrać się w przyniesione przez nią ciuchy. Co prawda mogłam pójść do domu, ale nie byłam w stanie ani fizycznym, ani psychicznym by spotkać się rodziną i im powiedzieć o incydencie, jedyne co wiedzą, to to że nocuję u Nicole, gdzie w rzeczywistości przebywałam u Fabiana, który miał wolny dom i zaoferował mi pozostanie tu tyle ile będę potrzebować. Nie wiem jak ja Im się odwdzięczę.
Justin
Wysiadłem zamykając z trzaskiem drzwi mojego auta, w tej chwili nie obchodziło mnie nic, byłem zdeterminowany i nic nie mogło mnie od tego odciągnąć. Spojrzałem na budynek, zwykła kamienica z czerwonej cegły, do której wnętrza dzieliły mnie ju tylko ciemne, drewniane drzwi.
Mark, przyjaciel, który mnie przenocował pomógł mi znaleźć obecne miejsce zakwaterowania osoby, z którą zbyt długo zwlekałem. Jest hakerem, komputerowiec, ma źródło do wszystkiego, jebany.
Dwukrotnie walnąłem pięścią w drewnianą płytę, by za chwilę ujrzeć jego. Cwany uśmieszek formował się na jego twarzy z chwilą zobaczenia mojej osoby, cóż nie na długo. Mam zamiar zedrzeć mu go z mordy raz na zawsze. Nim miał czas cokolwiek powiedzieć, przygwoździłem go do ściany bez zawahania zadając ciosy w policzek, gdzie już widniało kilka siniaków, jak mniemam wyrządzonych przez Fabiana, przy tym przeklinając go i grożąc za tknięcie mojej dziewczyny
- Bieber - zaśmiał się nie wzruszony tym co przed chwilą się stało - spodziewałem się twojej wizyty - odepchnął mnie, po czym ruszył w głąb domu. Nie pozostałem w tyle i ruszyłem za nim.
- Czego do chuja ode mnie chcesz? - warknąłem. - Skończyłem z tym, czy to nie jasne?
- Cóż, przed wyjazdem do "Anglii" - zrobił cudzysłów w powietrzu - mówiłeś co innego.
- Miałbym was na ogonie do końca życia...
- To jest biznes Bieber, z tego interesu nie tak łatwo jest się wydostać.
- Nie zamierzam ponownie tego robić.
- Obawiam się, że to nie będzie takie łatwe - zaśmiał się i odpalił swoje cygaro.
Odetchnąłem ciężko, wiedziałem w co się pakuje to fakt, ale cholera zawsze jest jakiś sposób, prawda ? Byłem gotowy by to powiedzieć, to moje jedyne wyjście.
- Zrobię rzecz, którą zechcesz, a wtedy dasz mi odejść - spojrzał na mnie chytrze.
- Właściwie to nie taki zły pomysł - zbliżył się do mnie, przez co miałem się na baczności, a kiedy był już na tyle blisko bym poczuł jego oddech, zapachu dymu papierosowego dodał - mam nadzieję, że pamiętasz jak się ściga - zaciągnął się raz jeszcze i odszedł.
Przełknąłem gulę, która utworzyła się w moim gardle i odetchnąłem z ulgą. Spodziewałem się czegoś bardziej wymyślnego. Wyścigi ? W swoim czasie byłem mistrzem, ba nadal uwielbiam szybką jazdę. Pójdzie jak po maśle - pomyślałem i wyszedłem.
To wszystko jest popierdolone ! Chyba po raz setny dziś przywaliłem w ścianę, klnąc przy tym. Bała się mnie ? Zaśmiałem się pod nosem. A czego kurwa się spodziewałem, że rzuci mi się w ramiona i będzie wszystko jak dawniej ? Powinienem był powiedzieć jej to od razu, pierwszego dnia, kiedy tylko pojawił się w mieście, a nie jak zwyczajny dupek wyjechać bez zapowiedzi, ale zrozumcie też mnie, nie chcę powrotu do przeszłości, ale teraz nie ma innego wyjścia. Czas stawić jej czoła i zakończyć to raz na zawsze.
Victoria
Obudził mnie kolejny zły sen, usiadłam na łóżku ciężko dysząc. Cały czas na nowo wydarzenie z wczorajszego wieczora odtwarzało się w moim umyśle powodując ciarki i nieprzyjemne dreszcze na moim ciele. Byłam wykończona, przez większość nocy męczyłam się by zasnąć lub cicho łkając do poduszki. Zegarek stojący na szafce obok wskazywał godzinę 9:15. Potrzebowałam się odświeżyć, pomimo tego, iż byłam u Fabiana w domu czułam się swobodnie, tak jak mi kazano, więc bez zahamowań udałam się do łazienki, gdzie wzięłam długi relaksujący prysznic i umyłam głowę. Owinęłam się ręcznikiem, a włosy wytarłam i puściłam na ramiona. Odważyłam się podejść do lustra, gdzie zauważyłam nie tą samą dziewczynę, którą widzę na co dzień. Brakowało jej uśmiechu, zwykle radosne oczy, zastąpiły te pełne łez z workami, zasłoniłam twarz rękoma i pokręciłam głową, dalej nie wierząc w to co się stało. Wyszłam z łazienki, prosto do pokoju Fabe, gdzie ku mojej uciesze zastałam przyjaciółkę, która patrzyła na mnie z żalem i bez słowa zamknęła mnie w uścisku.
- N-nic ci nie zrobił ? - spytała drżącym głosem.
- Gdyby nie Fabe - pokręciłam głową, czując, że moje oczy ponownie robią się mokre.
- Już dobrze, nie kończ, jesteś bezpieczna - wyszeptała, uspokajająco głaskając mnie po plecach.
- Przepraszam. Powinnam była cię posłuchać...
- Ćśśś...
Stałyśmy tak dłuższą chwilę, kiedy się od siebie odsunęłyśmy i posłałyśmy sobie krótkie uśmiechy.
- Przyniosłam ci ubrania - powiedziała podając mi papierową torbę.
- Dziękuję - wzięłam ją od niej i zniknęłam za drzwiami łazienki, aby przebrać się w przyniesione przez nią ciuchy. Co prawda mogłam pójść do domu, ale nie byłam w stanie ani fizycznym, ani psychicznym by spotkać się rodziną i im powiedzieć o incydencie, jedyne co wiedzą, to to że nocuję u Nicole, gdzie w rzeczywistości przebywałam u Fabiana, który miał wolny dom i zaoferował mi pozostanie tu tyle ile będę potrzebować. Nie wiem jak ja Im się odwdzięczę.
Justin
Wysiadłem zamykając z trzaskiem drzwi mojego auta, w tej chwili nie obchodziło mnie nic, byłem zdeterminowany i nic nie mogło mnie od tego odciągnąć. Spojrzałem na budynek, zwykła kamienica z czerwonej cegły, do której wnętrza dzieliły mnie ju tylko ciemne, drewniane drzwi.
Mark, przyjaciel, który mnie przenocował pomógł mi znaleźć obecne miejsce zakwaterowania osoby, z którą zbyt długo zwlekałem. Jest hakerem, komputerowiec, ma źródło do wszystkiego, jebany.
Dwukrotnie walnąłem pięścią w drewnianą płytę, by za chwilę ujrzeć jego. Cwany uśmieszek formował się na jego twarzy z chwilą zobaczenia mojej osoby, cóż nie na długo. Mam zamiar zedrzeć mu go z mordy raz na zawsze. Nim miał czas cokolwiek powiedzieć, przygwoździłem go do ściany bez zawahania zadając ciosy w policzek, gdzie już widniało kilka siniaków, jak mniemam wyrządzonych przez Fabiana, przy tym przeklinając go i grożąc za tknięcie mojej dziewczyny
- Bieber - zaśmiał się nie wzruszony tym co przed chwilą się stało - spodziewałem się twojej wizyty - odepchnął mnie, po czym ruszył w głąb domu. Nie pozostałem w tyle i ruszyłem za nim.
- Czego do chuja ode mnie chcesz? - warknąłem. - Skończyłem z tym, czy to nie jasne?
- Cóż, przed wyjazdem do "Anglii" - zrobił cudzysłów w powietrzu - mówiłeś co innego.
- Miałbym was na ogonie do końca życia...
- To jest biznes Bieber, z tego interesu nie tak łatwo jest się wydostać.
- Nie zamierzam ponownie tego robić.
- Obawiam się, że to nie będzie takie łatwe - zaśmiał się i odpalił swoje cygaro.
Odetchnąłem ciężko, wiedziałem w co się pakuje to fakt, ale cholera zawsze jest jakiś sposób, prawda ? Byłem gotowy by to powiedzieć, to moje jedyne wyjście.
- Zrobię rzecz, którą zechcesz, a wtedy dasz mi odejść - spojrzał na mnie chytrze.
- Właściwie to nie taki zły pomysł - zbliżył się do mnie, przez co miałem się na baczności, a kiedy był już na tyle blisko bym poczuł jego oddech, zapachu dymu papierosowego dodał - mam nadzieję, że pamiętasz jak się ściga - zaciągnął się raz jeszcze i odszedł.
Przełknąłem gulę, która utworzyła się w moim gardle i odetchnąłem z ulgą. Spodziewałem się czegoś bardziej wymyślnego. Wyścigi ? W swoim czasie byłem mistrzem, ba nadal uwielbiam szybką jazdę. Pójdzie jak po maśle - pomyślałem i wyszedłem.
niedziela, 20 kwietnia 2014
#21
Fabian
Stałem opierając się o framugę drzwi, nie spuszczając wzroku ze śpiącej dziewczyny na moim łóżku. Zabrałem ją do siebie, miałem wolny dom, a ona nie była gotowa by zostać sama. Pomimo iż spała, widziałem świeże łzy płynące z jej oczu, a jej ciało co chwila przechodziły dreszcze. To trudne patrzeć jak twoja przyjaciółka cierpi, a ty jesteś bezradny. W zasadzie jest jedna rzecz, wiem, że nie powinienem, ale to jedyne rozwiązanie, by dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi i aby Victoria była bezpieczna. Ostatni raz sprawdziłem jej stan, po czym najciszej jak potrafiłem opuściłem pokój.
Justin
Właśnie przysypiałem będąc wykończony po dzisiejszym dniu, kiedy niespodziewanie mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałem na zegarek, 00:05. Cholera, kto dzwoni o tej porze? Jęknąłem i odebrałem telefon nie racząc nawet spojrzeć na ekran, bo wiedziałem, że to nie będzie dobre dla moich oczu, przy tych ciemnościach.
- Czego ? - syknąłem, niezbyt skory do rozmów.
- Mamy problem - rozbrzmiał głos po drugiej stronie. Spojrzałem na wyświetlacz. Fabian. W ułamku sekundy cała senność odpłynęła, a przed oczami miałem najczarniejsze wizje, choć w duchu modliłem się, aby nie dotyczyło to Jej.
Victoria
Poczułam dotyk, myślałam, że to sen, ale mimo to wolałam być czujna, przez co gwałtownie otworzyłam oczy. Nie myliłam się. Spojrzałam na osobę, której dłoń nadal delikatnie głaskała moje włosy. Justin. Momentalnie poderwałam się do pozycji siedzącej i odsunęłam się na rekach, na tyle na ile pozwalało mi łóżko. Widziałam w jego oczach miliony emocji od złości poprzez smutek i żal, ale teraz jego twarz wyrażała jedynie dezorientację. Nowe łzy napłynęły do moich oczu, a moje ciało na nowo zaczęło trząść się, jak w chwili spotkania z Johnem.
- Victoria - szepnął najciszej jak potrafił, jakby nie chcąc mnie przestraszyć, co już zrobił. Wyciągnął swoją dłoń by chwycić moją, lecz ją cofnęłam, nadal nie spuszczając go ze wzroku, bojąc się, że w ułamku sekundy coś się wydarzy.
- Skarbie, to ja Justin. Jesteś bezpieczna... - swoją dłoń położył na moim kolanie, przez co przez moje ciało przeszedł dreszcz. Cholera, czy to łóżko nie mogłoby być większe ?
- N-nie - wybełkotałam przez płacz.
- Kotku, przepraszam. To nie tak miało wyglądać, to nie miało się wydarzyć. To wszystko moja wina - wstał by zaraz kopnąć w nóżkę od łóżka, ze zdenerwowania, przez co ponownie się wzdrygnęłam.
- Załatwię go ! - krzyknął ze złości, przez co zaczęłam bardziej płakać. - Pożałuje tego, że w ogóle na ciebie spojrzał - syknął jadowicie, rzucając po tym wiązankę przekleństw, ale kiedy tylko nasze oczy się spotkały zmienił postawę na bardziej łagodną, jakby nie mógł uwierzyć, że właśnie to powiedział. Przeczesał palcami swoje włosy, ciągnąc za ich końce, w głowie szukając słów wyjaśnień, lecz kiedy otworzył usta, byłam szybsza.
- G-gdzie jest Fabian ?
- Ja... czekaj co ? - spojrzał na mnie, wyraźnie zdziwiony moim pytaniem.
- Chcę, żeby tu przyszedł.
- Ale...
- Proszę - powiedziałam błagalnie. Spojrzał na mnie po czym wyszedł z pokoju, by chwilę później wejść z powrotem z osobą, przy której w tym czasie czułam się bezpieczna. Patrzyłam w jego oczy, modląc się by zrozumiał moją prośbę, co udało się, bo za chwilę zwrócił się do Justina, by pozwolił nam na chwilę zostać samym. Nie chętnie, ale zgodził się, a kiedy drzwi wydały charakterystyczny dźwięk oznajmiając, że są zamknięte, wstałam i rzuciłam się w ramiona przyjaciela.
- Nienawidzę cię tak bardzo jak kocham - wymamrotałam płacząc w jego ramię.
- Przepraszam, nie miałem wyjścia. Musicie sobie wyjaśnić pewne rzeczy.
- N-nie chcę - jęknęłam. Odsunął mnie od siebie i zagarnął niesforny kosmyk opadający na moje czoło i schował go za ucho.
- Powiedz mi co się dzieje, myślałem, że tego właśnie chcesz. Chcesz prawdy...
Odetchnęłam ciężko i odważyłam się to powiedzieć - boję się go, Fabe. Właśnie uświadomiłam sobie, że praktycznie nic o nim nie wiem, pominął ten znaczący fakt, przez co o mały włos prawie nie zo- zostałam zg-zg-zgw...-
- Cśśś, już dobrze, nie kończ - przytulił mnie ponownie. - Chcesz, żebym został tu z wami, abyście sobie to wyjaśnili ?
- Nie chcę nic wyjaśniać, nie chcę się z nim widzieć. Tak jestem tchórzem, mów na mnie jak chcesz, ale ja nie wiem, czy chcę znać prawdę.
- Nie mów tak. Nie jesteś tchórzem, masz do tego prawo, czemu się nie dziwię. Połóż się, a ja przekażę mu, że nie jesteś gotowa na rozmowę.
Skinęłam głowę i jak polecił ułożyłam się w łóżku i nakryłam pościelą.
- Fabe ? - powiedziałam słabo, przez co chłopak odwrócił głowę w moją stronę, kiedy już miał wychodzić - dziękuję, za wszystko...
- Śpij dobrze Tori - to ostatnie co usłyszałam, przed zapadnięciem w sen.
Stałem opierając się o framugę drzwi, nie spuszczając wzroku ze śpiącej dziewczyny na moim łóżku. Zabrałem ją do siebie, miałem wolny dom, a ona nie była gotowa by zostać sama. Pomimo iż spała, widziałem świeże łzy płynące z jej oczu, a jej ciało co chwila przechodziły dreszcze. To trudne patrzeć jak twoja przyjaciółka cierpi, a ty jesteś bezradny. W zasadzie jest jedna rzecz, wiem, że nie powinienem, ale to jedyne rozwiązanie, by dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi i aby Victoria była bezpieczna. Ostatni raz sprawdziłem jej stan, po czym najciszej jak potrafiłem opuściłem pokój.
Justin
Właśnie przysypiałem będąc wykończony po dzisiejszym dniu, kiedy niespodziewanie mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałem na zegarek, 00:05. Cholera, kto dzwoni o tej porze? Jęknąłem i odebrałem telefon nie racząc nawet spojrzeć na ekran, bo wiedziałem, że to nie będzie dobre dla moich oczu, przy tych ciemnościach.
- Czego ? - syknąłem, niezbyt skory do rozmów.
- Mamy problem - rozbrzmiał głos po drugiej stronie. Spojrzałem na wyświetlacz. Fabian. W ułamku sekundy cała senność odpłynęła, a przed oczami miałem najczarniejsze wizje, choć w duchu modliłem się, aby nie dotyczyło to Jej.
Victoria
Poczułam dotyk, myślałam, że to sen, ale mimo to wolałam być czujna, przez co gwałtownie otworzyłam oczy. Nie myliłam się. Spojrzałam na osobę, której dłoń nadal delikatnie głaskała moje włosy. Justin. Momentalnie poderwałam się do pozycji siedzącej i odsunęłam się na rekach, na tyle na ile pozwalało mi łóżko. Widziałam w jego oczach miliony emocji od złości poprzez smutek i żal, ale teraz jego twarz wyrażała jedynie dezorientację. Nowe łzy napłynęły do moich oczu, a moje ciało na nowo zaczęło trząść się, jak w chwili spotkania z Johnem.
- Victoria - szepnął najciszej jak potrafił, jakby nie chcąc mnie przestraszyć, co już zrobił. Wyciągnął swoją dłoń by chwycić moją, lecz ją cofnęłam, nadal nie spuszczając go ze wzroku, bojąc się, że w ułamku sekundy coś się wydarzy.
- Skarbie, to ja Justin. Jesteś bezpieczna... - swoją dłoń położył na moim kolanie, przez co przez moje ciało przeszedł dreszcz. Cholera, czy to łóżko nie mogłoby być większe ?
- N-nie - wybełkotałam przez płacz.
- Kotku, przepraszam. To nie tak miało wyglądać, to nie miało się wydarzyć. To wszystko moja wina - wstał by zaraz kopnąć w nóżkę od łóżka, ze zdenerwowania, przez co ponownie się wzdrygnęłam.
- Załatwię go ! - krzyknął ze złości, przez co zaczęłam bardziej płakać. - Pożałuje tego, że w ogóle na ciebie spojrzał - syknął jadowicie, rzucając po tym wiązankę przekleństw, ale kiedy tylko nasze oczy się spotkały zmienił postawę na bardziej łagodną, jakby nie mógł uwierzyć, że właśnie to powiedział. Przeczesał palcami swoje włosy, ciągnąc za ich końce, w głowie szukając słów wyjaśnień, lecz kiedy otworzył usta, byłam szybsza.
- G-gdzie jest Fabian ?
- Ja... czekaj co ? - spojrzał na mnie, wyraźnie zdziwiony moim pytaniem.
- Chcę, żeby tu przyszedł.
- Ale...
- Proszę - powiedziałam błagalnie. Spojrzał na mnie po czym wyszedł z pokoju, by chwilę później wejść z powrotem z osobą, przy której w tym czasie czułam się bezpieczna. Patrzyłam w jego oczy, modląc się by zrozumiał moją prośbę, co udało się, bo za chwilę zwrócił się do Justina, by pozwolił nam na chwilę zostać samym. Nie chętnie, ale zgodził się, a kiedy drzwi wydały charakterystyczny dźwięk oznajmiając, że są zamknięte, wstałam i rzuciłam się w ramiona przyjaciela.
- Nienawidzę cię tak bardzo jak kocham - wymamrotałam płacząc w jego ramię.
- Przepraszam, nie miałem wyjścia. Musicie sobie wyjaśnić pewne rzeczy.
- N-nie chcę - jęknęłam. Odsunął mnie od siebie i zagarnął niesforny kosmyk opadający na moje czoło i schował go za ucho.
- Powiedz mi co się dzieje, myślałem, że tego właśnie chcesz. Chcesz prawdy...
Odetchnęłam ciężko i odważyłam się to powiedzieć - boję się go, Fabe. Właśnie uświadomiłam sobie, że praktycznie nic o nim nie wiem, pominął ten znaczący fakt, przez co o mały włos prawie nie zo- zostałam zg-zg-zgw...-
- Cśśś, już dobrze, nie kończ - przytulił mnie ponownie. - Chcesz, żebym został tu z wami, abyście sobie to wyjaśnili ?
- Nie chcę nic wyjaśniać, nie chcę się z nim widzieć. Tak jestem tchórzem, mów na mnie jak chcesz, ale ja nie wiem, czy chcę znać prawdę.
- Nie mów tak. Nie jesteś tchórzem, masz do tego prawo, czemu się nie dziwię. Połóż się, a ja przekażę mu, że nie jesteś gotowa na rozmowę.
Skinęłam głowę i jak polecił ułożyłam się w łóżku i nakryłam pościelą.
- Fabe ? - powiedziałam słabo, przez co chłopak odwrócił głowę w moją stronę, kiedy już miał wychodzić - dziękuję, za wszystko...
- Śpij dobrze Tori - to ostatnie co usłyszałam, przed zapadnięciem w sen.
czwartek, 17 kwietnia 2014
#20
- Jesteś pewna? Mogę cię odwieźć, daj mi tylko minutkę ! - głos Nicole ponownie rozbrzmiał się w mojej głowie.
- To tylko dwie ulice stąd, poradzę sobie, nie mam już pięciu lat, mamoo - zażartowałam, na co ona nawet nie drgnęła - obiecuje zadzwonić, kiedy dotrę - oznajmiłam, na co wyraz jej twarzy nieco się rozweselił.
- Je... -
- Tak, poradzę sobie ! - przerwałam jej, na co się zaśmiała.
- Trzymaj się - posłała mi pocieszający uśmiech, kiedy wychodziłam za furtkę.
- Dziękuje... za wszystko - puściłam jej buziaka i ruszyłam przed siebie. Wieczór oblał nas zimnym powietrzem, naciągnęłam na dłonie moją skórzaną kurtkę, by zakryć jak najwięcej odsłoniętej skóry przed zimnem. Na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdki, co prawda zbliżała się 22, ale na tym osiedlu co chwila coś się dzieje. Dziś było zupełnie odwrotnie. Cisza. Przerażająca cisza. Wymazałam ten obraz z umysłu i skupiłam się na szybkim dojściu do domu. Skręcałam właśnie w moją ulicę, kiedy zauważyłam postać zbliżającą się w moim kierunku. Jedyne co udało mi się zobaczyć, to jej kontury, które odznaczała latania. Po budowie mogłam zdecydowanie powiedzieć, że był to mężczyzna i to nie małej postury. Po mojej głowie przebiegło miliony myśli, z czego tylko jedna pozytywna. Skupiłam się i nieco przyspieszyłam kroku, by zwinnie go wyminąć i czym prędzej dotrzeć do domu. Kiedy przechodziłam obok, niemalże niezauważanie zerknęłam na towarzysza, niestety kaptur na głowie osłaniał jego twarz, on natomiast nie trudził się z utajnieniem, kiedy perfidnie badał mnie wzrokiem, na chwilę się zatrzymując. Nie czekając na nic przyspieszyłam, tak by nie zorientował się, że panicznie się go boję, bo to jedynie go sprowokuje. Ku mojemu szczęściu widziałam już na horyzoncie mój dom, kiedy poczułam dłoń oplatającą mój nadgarstek. Moje serce stanęło, głośno przełknęłam ślinę, a moje ciało było sparaliżowane. Obrócił mnie tak, że plecami opierałam się o pobliski murek, sam przysunął się na niebezpiecznie bliską odległość. Dzięki temu mogłam dostrzec jego twarz, znałam tę twarz...
- John - niemalże niesłyszalnie szepnęłam ze strachu.
- Proszę proszę, kogo my tu mamy - powiedział z cwanym uśmieszkiem, odgarniając niesforne kosmyki moich włosów jedną ręką, zaś drugą wciąż mnie przytrzymywał.
- Co taka piękna dziewczyna robi sama nocą ? Hm? Justin niebyły zadowolony z faktu, że błąkasz się po nocy - kontynuował, a głupi uśmieszek dalej nie schodził z jego twarzy.
- A czy widzisz gdzieś tu Justina ? - syknęłam. Skarciłam się za to w myślach, nie powinnam w ogóle się odzywać, ale emocje wzięły górę.
- Więc chcesz mi powiedzieć, że cię zostawił ? - spytał unosząc brwi do góry, a kiedy nie uzyskał odpowiedzi mówił dalej. - Zawsze był typem faceta z laską na jedną noc - zaśmiał się gardłowo - wszystkie jesteście takie same, naiwne dziwki, które lecą na wygląd i kasę. Ale wiesz co ? - dłonią pogładził mój policzek, na co odsunęłam się nieco - lubię takie - szepnął do mojego ucha i pocałował jego płatek. Odruchowo odskoczyłam od niego, a moja wolna ręka wylądowała z plaskiem na jego teraz już czerwonym policzku. Uniósł wzrok, mogłam zobaczyć, jak jogo oczy pociemniały. Zacieśnił swój uścisk wokół mojego nadgarstka, na co ciężko odetchnęłam.
- Proszę... - błaganym tonem, jęknęłam wiedząc, że nie wytrzymam dłużej tego bólu. Utrzymał ze mną kontakt wzrokowy po czym puścił mój nadgarstek, szybko objęłam go drugą dłonią. Wiedziałam, że będzie siniak i to porządny.
- Czego ode mnie chcesz ? - spytałam przez łzy, po chwili, kiedy on cały czas mi się przyglądał.
- Chcę ciebie - mruknął, po czym swoje wielkie łapska przeniósł na moje biodra, swoje natomiast wypychając w moim kierunku, na co jęknął czując kontakt naszych sfer intymnych. Z całych sił próbowałam go odepchnąć, jednak był silniejszy, moje łzy wzmocniły się, kiedy zaczął całować moją szyję, zacisnęłam jak najmocniej oczy, modląc się, by ten koszmar wreszcie się skończył. Poczułam jak sięga do końca mojej spódnicy, lekko ją unosząc, kiedy nagle moje ciało owładnęło zimno. Momentalnie otworzyłam oczy i zobaczyłam przez sobą Fabiana, który nie wahał się zadać mojemu napastnikowi mocnego ciosu w twarz.
Fabian
Wracałem właśnie z imprezy, ledwo kojarząc fakty pod wpływem dużej ilości alkoholu jaką zażyłem. Usłyszałam cichy płacz, spojrzałem w kierunku dźwięku skąd dochodził. W półmroku dostrzegłem mężczyznę, który zachłannie całował dziewczynę. Wiedziałem, że nie jest to scena dwojga zakochanych, bo to wyjaśniał fakt jej płaczu, ze zmniejszeniem odległości mogłem usłyszeć jak błaga go, aby przestał. Podszedłem do nich na odległość jednego metra, a gdy ją rozpoznałem, bez wahania chwyciłem go za barki i powaliłem na ziemie zadając cios z pięści w twarz. Pomimo iż był ode mnie starszy, byłem silniejszy. Siłowaliśmy się dalej, kiedy usłyszeliśmy cichy głos - skończcie, proszę - wiedziałem, że i tak była słaba psychicznie zważając na wydarzenia, z ostatniego czasu, nie chciałem by bardziej cierpiała.Ostatni raz uderzyłem go w nos i wstałem z przeciwnika, który zwijał się z bólu. Otarłem moją rozciętą wargę, z której wypłynęło trochę krwi.
- Chodź - pomogłem jej wstać - już dobrze, jesteś bezpieczna - uspokajałem ją, kiedy jej ciało trzęsło się ze strachu.
- Z-zabierz mnie do domu - powiedziała błagalnie, wtulając się w mój tors, kiedy obejmowałem ją ramieniem. Zrobiliśmy pierwsze dwa kroki, kiedy usłyszeliśmy ciężki głos - To jeszcze nie koniec, właściwie początek. Bądź dobrą dziewczynką i przekaż Justinowi by się ze mną skontaktował. Teraz ja stawiam warunki - powiedział ledwo wstając. Spojrzałem na Victorię, która jedynie zerknęła na niego, by odwrócić się i dalej iść przed siebie. Nie miałem pojęcia, kim był i czego chciał, ale wiem, że ma to znaczny związek z Justinem i jego wyjazdem.
- To tylko dwie ulice stąd, poradzę sobie, nie mam już pięciu lat, mamoo - zażartowałam, na co ona nawet nie drgnęła - obiecuje zadzwonić, kiedy dotrę - oznajmiłam, na co wyraz jej twarzy nieco się rozweselił.
- Je... -
- Tak, poradzę sobie ! - przerwałam jej, na co się zaśmiała.
- Trzymaj się - posłała mi pocieszający uśmiech, kiedy wychodziłam za furtkę.
- Dziękuje... za wszystko - puściłam jej buziaka i ruszyłam przed siebie. Wieczór oblał nas zimnym powietrzem, naciągnęłam na dłonie moją skórzaną kurtkę, by zakryć jak najwięcej odsłoniętej skóry przed zimnem. Na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdki, co prawda zbliżała się 22, ale na tym osiedlu co chwila coś się dzieje. Dziś było zupełnie odwrotnie. Cisza. Przerażająca cisza. Wymazałam ten obraz z umysłu i skupiłam się na szybkim dojściu do domu. Skręcałam właśnie w moją ulicę, kiedy zauważyłam postać zbliżającą się w moim kierunku. Jedyne co udało mi się zobaczyć, to jej kontury, które odznaczała latania. Po budowie mogłam zdecydowanie powiedzieć, że był to mężczyzna i to nie małej postury. Po mojej głowie przebiegło miliony myśli, z czego tylko jedna pozytywna. Skupiłam się i nieco przyspieszyłam kroku, by zwinnie go wyminąć i czym prędzej dotrzeć do domu. Kiedy przechodziłam obok, niemalże niezauważanie zerknęłam na towarzysza, niestety kaptur na głowie osłaniał jego twarz, on natomiast nie trudził się z utajnieniem, kiedy perfidnie badał mnie wzrokiem, na chwilę się zatrzymując. Nie czekając na nic przyspieszyłam, tak by nie zorientował się, że panicznie się go boję, bo to jedynie go sprowokuje. Ku mojemu szczęściu widziałam już na horyzoncie mój dom, kiedy poczułam dłoń oplatającą mój nadgarstek. Moje serce stanęło, głośno przełknęłam ślinę, a moje ciało było sparaliżowane. Obrócił mnie tak, że plecami opierałam się o pobliski murek, sam przysunął się na niebezpiecznie bliską odległość. Dzięki temu mogłam dostrzec jego twarz, znałam tę twarz...
- John - niemalże niesłyszalnie szepnęłam ze strachu.
- Proszę proszę, kogo my tu mamy - powiedział z cwanym uśmieszkiem, odgarniając niesforne kosmyki moich włosów jedną ręką, zaś drugą wciąż mnie przytrzymywał.
- Co taka piękna dziewczyna robi sama nocą ? Hm? Justin niebyły zadowolony z faktu, że błąkasz się po nocy - kontynuował, a głupi uśmieszek dalej nie schodził z jego twarzy.
- A czy widzisz gdzieś tu Justina ? - syknęłam. Skarciłam się za to w myślach, nie powinnam w ogóle się odzywać, ale emocje wzięły górę.
- Więc chcesz mi powiedzieć, że cię zostawił ? - spytał unosząc brwi do góry, a kiedy nie uzyskał odpowiedzi mówił dalej. - Zawsze był typem faceta z laską na jedną noc - zaśmiał się gardłowo - wszystkie jesteście takie same, naiwne dziwki, które lecą na wygląd i kasę. Ale wiesz co ? - dłonią pogładził mój policzek, na co odsunęłam się nieco - lubię takie - szepnął do mojego ucha i pocałował jego płatek. Odruchowo odskoczyłam od niego, a moja wolna ręka wylądowała z plaskiem na jego teraz już czerwonym policzku. Uniósł wzrok, mogłam zobaczyć, jak jogo oczy pociemniały. Zacieśnił swój uścisk wokół mojego nadgarstka, na co ciężko odetchnęłam.
- Proszę... - błaganym tonem, jęknęłam wiedząc, że nie wytrzymam dłużej tego bólu. Utrzymał ze mną kontakt wzrokowy po czym puścił mój nadgarstek, szybko objęłam go drugą dłonią. Wiedziałam, że będzie siniak i to porządny.
- Czego ode mnie chcesz ? - spytałam przez łzy, po chwili, kiedy on cały czas mi się przyglądał.
- Chcę ciebie - mruknął, po czym swoje wielkie łapska przeniósł na moje biodra, swoje natomiast wypychając w moim kierunku, na co jęknął czując kontakt naszych sfer intymnych. Z całych sił próbowałam go odepchnąć, jednak był silniejszy, moje łzy wzmocniły się, kiedy zaczął całować moją szyję, zacisnęłam jak najmocniej oczy, modląc się, by ten koszmar wreszcie się skończył. Poczułam jak sięga do końca mojej spódnicy, lekko ją unosząc, kiedy nagle moje ciało owładnęło zimno. Momentalnie otworzyłam oczy i zobaczyłam przez sobą Fabiana, który nie wahał się zadać mojemu napastnikowi mocnego ciosu w twarz.
Fabian
Wracałem właśnie z imprezy, ledwo kojarząc fakty pod wpływem dużej ilości alkoholu jaką zażyłem. Usłyszałam cichy płacz, spojrzałem w kierunku dźwięku skąd dochodził. W półmroku dostrzegłem mężczyznę, który zachłannie całował dziewczynę. Wiedziałem, że nie jest to scena dwojga zakochanych, bo to wyjaśniał fakt jej płaczu, ze zmniejszeniem odległości mogłem usłyszeć jak błaga go, aby przestał. Podszedłem do nich na odległość jednego metra, a gdy ją rozpoznałem, bez wahania chwyciłem go za barki i powaliłem na ziemie zadając cios z pięści w twarz. Pomimo iż był ode mnie starszy, byłem silniejszy. Siłowaliśmy się dalej, kiedy usłyszeliśmy cichy głos - skończcie, proszę - wiedziałem, że i tak była słaba psychicznie zważając na wydarzenia, z ostatniego czasu, nie chciałem by bardziej cierpiała.Ostatni raz uderzyłem go w nos i wstałem z przeciwnika, który zwijał się z bólu. Otarłem moją rozciętą wargę, z której wypłynęło trochę krwi.
- Chodź - pomogłem jej wstać - już dobrze, jesteś bezpieczna - uspokajałem ją, kiedy jej ciało trzęsło się ze strachu.
- Z-zabierz mnie do domu - powiedziała błagalnie, wtulając się w mój tors, kiedy obejmowałem ją ramieniem. Zrobiliśmy pierwsze dwa kroki, kiedy usłyszeliśmy ciężki głos - To jeszcze nie koniec, właściwie początek. Bądź dobrą dziewczynką i przekaż Justinowi by się ze mną skontaktował. Teraz ja stawiam warunki - powiedział ledwo wstając. Spojrzałem na Victorię, która jedynie zerknęła na niego, by odwrócić się i dalej iść przed siebie. Nie miałem pojęcia, kim był i czego chciał, ale wiem, że ma to znaczny związek z Justinem i jego wyjazdem.
_________________________________________________________
Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy ?
Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy ?
niedziela, 13 kwietnia 2014
#19
Victoria
Mija trzeci dzień odkąd nie widziałam się z Justinem, właściwie to kolejny dzień od czasu kiedy nie mam od niego żadnej wiadomości. Nie odbiera, nie odpisuje, nie daje znaku życia, a jedyne czego się dowiedziałam od jego mamy, to to, że wyjechał z miasta na mini wakacje do kumpla, choć ja i tak dobrze wiem, że tu nie chodzi o wypoczynek, ale o tego całego Josha. Wprawdzie nie trudno się domyślić po tym, że zniknął następnego dnia po całym zajściu, a także to, iż zostawił dla mnie list, w którym mnie przeprasza i "prosi żebym na siebie uważała". Postanowiłam się tym nie przejmować, skoro on może to i ja, prawda?
Wyszłam spod kabiny prysznicowej, a następnie wytarłam do sucha moje ciało, na które nałożyłam truskawkowy balsam. Przebrałam się w wcześniej wybrany zestaw i zabrałam się za makijaż, a następnie fryzurę. Usłyszałam dźwięk klaksonu, prysnęłam się ostatni raz perfumami, zgarnęłam torebkę z łóżka, telefon i wyszłam z domu, przed którym czekało już na mnie czerwone audi przyjaciółki.
- Hej - cmoknęłam ją w policzek na przywitanie.
- Hej mała, gotowa ? - spytała na co skinęłam i już byłyśmy w drodze do centrum. Nicole całą drogę nawijała, ja jedynie jej przytakiwałam i posyłałam uśmiechy. Starałam się jak nie wiem nie myśleć o Nim i nie zamartwiać, ale nie potrafiłam, cholera to silniejsze ode mnie. Chciałam zadzwonić, byłam nawet zdesperowana napisać tego 30 sms, ale wiedziałam, że to nic nie da. Widocznie to przykuło uwagę przyjaciółki, bo gdy zatrzymała się na parkingu nie wysiadła od razu z auta jak to ma w zwyczaju, tylko odwróciła się w moją stronę i głośno westchnęła. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. Musiałam grać, nie mogę przecież powiedzieć jej całej prawdy, kiedy sama praktycznie jej nie znam.
- Powiedz mi co się dzieje, przecież widzę.
- Nic z czym sama bym sobie nie poraziła - stwierdziłam i sięgnęłam klamkę by wysiąść, ale zostałam zatrzymana przez zablokowane drzwi. Spojrzałam na Nicks wzrokiem mówiącym "żartujesz sobie ze mnie?"
- Nie wyjdziesz stad dopóki sobie tego nie wyjaśnimy.
- Posłuchaj...
- Nie ty mnie posłuchaj, widzę, że coś cię gryzie. Z racji tego iż jestem twoją przyjaciółką mam prawo wiedzieć, a także moim zadaniem jest ci pomóc, więc do cholery dlaczego tak bardzo się przed tym bronisz?
- Jesteś nią i dziękuje ci za to, ale naprawdę to chwilowe załamanie, w które nie ma sensu się zagłębiać.
- Chodzi o Justina, prawda ? - spytała, a kiedy nie odpowiedziałam, jednoznacznie stwierdziła. - Pokłóciliście się, no oczywiście... Wysiadaj idziemy do kawiarni i wszystko mi opowiesz - nakazała wysiadając z samochodu. Wiedziałam, że z nią nie wygram, więc jej zawtórałam, a 5 minut później siedziałyśmy w Starbucksie popijając kawę.
- Zamieniam się w słuch.
- My pokłóciliśmy się, mała sprzeczka, która tak właściwie nie ma znaczenia w tym wszystkim - zaczęłam, zmieniając fakty, o których nie powinna wiedzieć. - Następnego dnia wyjechał z miasta, jego mama poinformowała mnie o tym, jak to określiła "pojechał odwiedzić kumpla". Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt iż nie odbiera ode mnie telefonu ani nie odpisuje na sms.
- Który to już dzień ?
- Trzeci - wyszeptałam, a w moich oczach pojawiły się świeczki, które tak bardzo powstrzymywałam, przed wypłynięciem. Przesiadła się na moją stronę i mocno mnie przytuliła, mówiąc słowa pocieszenia.
- Może potrzebuje czasu, jestem pewna, że niebawem wróci i wszystko sobie wyjaśnicie.
- Wszystko wszystkim, ale do cholery mógłby chociaż dać znak życia! Chcę by tu był i wszystko mi wyjaśnił, a nie tchórzył i uciekał od problemów.
- Nie wiem co jest powodem waszej kłótni, ale w każdym związku są takie chwile. Musisz być cierpliwa...
- Jak mam być cierpliwa, kiedy on nagle znika, a ja nie wiem dlaczego?
- Spróbuj - podała mi swój telefon, który niepewnie chwyciłam. Czy chciałam to zrobić ? Nie wiem.
- Dalej, dasz radę - zachęciła mnie. Posłałam jej lekki uśmiech i wyszukałam jego imienia w kontaktach, a po wciśnięciu zielonej słuchawki przyłożyłam go do ucha.
Pierwszy sygnał...
Drugi sygnał...
Trzeci sygnał...
Czwarty sygnał...
Nic. Cisza.
Justin
Wyjechałem, musiałem. Wiem, że teraz wyglądam na tchórza, ale nie miałem wyjścia. Cóż, powiem tak Kanada to nie najlepsze wspomnienia, narkotyki, wyścigi samochodowe czy wplątani w problemy z prawem ludzie. Wszystko mówi samo za siebie, awans ojca był najlepszą wiadomością jaką otrzymałem od chwili, w której w to wszystko się wplątałem, a uwierzcie nie tak łatwo jest się z tego wydostać, to praktycznie nie możliwe. Moi "kumple" uwierzyli w moją przeprowadzkę do Anglii, gdzie jak im powiedziałem miałem kontynuować moją działalność. Narkotyki były częścią mojej codzienności, w chwili gdy Jaxon zginął. To był pewien sposób ucieczki, zmieniłem się, wplątałem w złe towarzystwo, któro tylko popychało mnie dalej na dno. Wyścigi samochodowe? Cóż, od zawsze uwielbiam szybką jazdę, a zwycięstwa i sława w mieście jeszcze bardziej mnie w tym umacniała. Zaczęli interesować się mną ludzie z gangów z innych miast, wiedziałem czym się zajmują, a to już mnie nie kręciło. Zaszło za daleko...
Więc, teraz dziwicie mi się? Wyjechałem z miasta, nie chciałem ponownie spotkać się z Joshem, bo to zepsułoby wszystko.
Usłyszałem dzwonek, spojrzałem na telefon "Nicole". Wyciszyłem go i schowałem głowę w dłoniach, wzdychając. Wiedziałem, że mam przerąbane, ale nie mogę, jeszcze nie wiem jak mam Jej to wszystko powiedzieć. Victoria dzwoni i pisze do mnie każdego dnia, tak bardzo powstrzymuję się przed odebraniem, ale wiem, że to nic nie da. Ani ja, ani ona nie jest na to gotowa...
Mija trzeci dzień odkąd nie widziałam się z Justinem, właściwie to kolejny dzień od czasu kiedy nie mam od niego żadnej wiadomości. Nie odbiera, nie odpisuje, nie daje znaku życia, a jedyne czego się dowiedziałam od jego mamy, to to, że wyjechał z miasta na mini wakacje do kumpla, choć ja i tak dobrze wiem, że tu nie chodzi o wypoczynek, ale o tego całego Josha. Wprawdzie nie trudno się domyślić po tym, że zniknął następnego dnia po całym zajściu, a także to, iż zostawił dla mnie list, w którym mnie przeprasza i "prosi żebym na siebie uważała". Postanowiłam się tym nie przejmować, skoro on może to i ja, prawda?
Wyszłam spod kabiny prysznicowej, a następnie wytarłam do sucha moje ciało, na które nałożyłam truskawkowy balsam. Przebrałam się w wcześniej wybrany zestaw i zabrałam się za makijaż, a następnie fryzurę. Usłyszałam dźwięk klaksonu, prysnęłam się ostatni raz perfumami, zgarnęłam torebkę z łóżka, telefon i wyszłam z domu, przed którym czekało już na mnie czerwone audi przyjaciółki.
- Hej - cmoknęłam ją w policzek na przywitanie.
- Hej mała, gotowa ? - spytała na co skinęłam i już byłyśmy w drodze do centrum. Nicole całą drogę nawijała, ja jedynie jej przytakiwałam i posyłałam uśmiechy. Starałam się jak nie wiem nie myśleć o Nim i nie zamartwiać, ale nie potrafiłam, cholera to silniejsze ode mnie. Chciałam zadzwonić, byłam nawet zdesperowana napisać tego 30 sms, ale wiedziałam, że to nic nie da. Widocznie to przykuło uwagę przyjaciółki, bo gdy zatrzymała się na parkingu nie wysiadła od razu z auta jak to ma w zwyczaju, tylko odwróciła się w moją stronę i głośno westchnęła. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. Musiałam grać, nie mogę przecież powiedzieć jej całej prawdy, kiedy sama praktycznie jej nie znam.
- Powiedz mi co się dzieje, przecież widzę.
- Nic z czym sama bym sobie nie poraziła - stwierdziłam i sięgnęłam klamkę by wysiąść, ale zostałam zatrzymana przez zablokowane drzwi. Spojrzałam na Nicks wzrokiem mówiącym "żartujesz sobie ze mnie?"
- Nie wyjdziesz stad dopóki sobie tego nie wyjaśnimy.
- Posłuchaj...
- Nie ty mnie posłuchaj, widzę, że coś cię gryzie. Z racji tego iż jestem twoją przyjaciółką mam prawo wiedzieć, a także moim zadaniem jest ci pomóc, więc do cholery dlaczego tak bardzo się przed tym bronisz?
- Jesteś nią i dziękuje ci za to, ale naprawdę to chwilowe załamanie, w które nie ma sensu się zagłębiać.
- Chodzi o Justina, prawda ? - spytała, a kiedy nie odpowiedziałam, jednoznacznie stwierdziła. - Pokłóciliście się, no oczywiście... Wysiadaj idziemy do kawiarni i wszystko mi opowiesz - nakazała wysiadając z samochodu. Wiedziałam, że z nią nie wygram, więc jej zawtórałam, a 5 minut później siedziałyśmy w Starbucksie popijając kawę.
- Zamieniam się w słuch.
- My pokłóciliśmy się, mała sprzeczka, która tak właściwie nie ma znaczenia w tym wszystkim - zaczęłam, zmieniając fakty, o których nie powinna wiedzieć. - Następnego dnia wyjechał z miasta, jego mama poinformowała mnie o tym, jak to określiła "pojechał odwiedzić kumpla". Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt iż nie odbiera ode mnie telefonu ani nie odpisuje na sms.
- Który to już dzień ?
- Trzeci - wyszeptałam, a w moich oczach pojawiły się świeczki, które tak bardzo powstrzymywałam, przed wypłynięciem. Przesiadła się na moją stronę i mocno mnie przytuliła, mówiąc słowa pocieszenia.
- Może potrzebuje czasu, jestem pewna, że niebawem wróci i wszystko sobie wyjaśnicie.
- Wszystko wszystkim, ale do cholery mógłby chociaż dać znak życia! Chcę by tu był i wszystko mi wyjaśnił, a nie tchórzył i uciekał od problemów.
- Nie wiem co jest powodem waszej kłótni, ale w każdym związku są takie chwile. Musisz być cierpliwa...
- Jak mam być cierpliwa, kiedy on nagle znika, a ja nie wiem dlaczego?
- Spróbuj - podała mi swój telefon, który niepewnie chwyciłam. Czy chciałam to zrobić ? Nie wiem.
- Dalej, dasz radę - zachęciła mnie. Posłałam jej lekki uśmiech i wyszukałam jego imienia w kontaktach, a po wciśnięciu zielonej słuchawki przyłożyłam go do ucha.
Pierwszy sygnał...
Drugi sygnał...
Trzeci sygnał...
Czwarty sygnał...
Nic. Cisza.
Justin
Wyjechałem, musiałem. Wiem, że teraz wyglądam na tchórza, ale nie miałem wyjścia. Cóż, powiem tak Kanada to nie najlepsze wspomnienia, narkotyki, wyścigi samochodowe czy wplątani w problemy z prawem ludzie. Wszystko mówi samo za siebie, awans ojca był najlepszą wiadomością jaką otrzymałem od chwili, w której w to wszystko się wplątałem, a uwierzcie nie tak łatwo jest się z tego wydostać, to praktycznie nie możliwe. Moi "kumple" uwierzyli w moją przeprowadzkę do Anglii, gdzie jak im powiedziałem miałem kontynuować moją działalność. Narkotyki były częścią mojej codzienności, w chwili gdy Jaxon zginął. To był pewien sposób ucieczki, zmieniłem się, wplątałem w złe towarzystwo, któro tylko popychało mnie dalej na dno. Wyścigi samochodowe? Cóż, od zawsze uwielbiam szybką jazdę, a zwycięstwa i sława w mieście jeszcze bardziej mnie w tym umacniała. Zaczęli interesować się mną ludzie z gangów z innych miast, wiedziałem czym się zajmują, a to już mnie nie kręciło. Zaszło za daleko...
Więc, teraz dziwicie mi się? Wyjechałem z miasta, nie chciałem ponownie spotkać się z Joshem, bo to zepsułoby wszystko.
Usłyszałem dzwonek, spojrzałem na telefon "Nicole". Wyciszyłem go i schowałem głowę w dłoniach, wzdychając. Wiedziałem, że mam przerąbane, ale nie mogę, jeszcze nie wiem jak mam Jej to wszystko powiedzieć. Victoria dzwoni i pisze do mnie każdego dnia, tak bardzo powstrzymuję się przed odebraniem, ale wiem, że to nic nie da. Ani ja, ani ona nie jest na to gotowa...
środa, 9 kwietnia 2014
#18
- J-j-justin ! - ledwo wydyszałam - ja, myślę, nie ja to wiem, nie dam już rady ! - stęknęłam, łapiąc się za mój bolący brzuch, który męczyła kolka.
- No dalej, jeszcze trochę! - złapał mnie za rękę i ruszył truchtem przed siebie.
- Naprawdę to konieczne ? - jęknęłam. - Moje nogi są jak z waty, poddaje się.
- Ostatnie trzysta metrów - poinformował mnie.
- Trzysta metrów ? Trzysta ? To żarty jakieś ? Jestem pewna, że to ostatni raz kiedy namówiłeś mnie na coś takiego. Bożę zaraz zejdę ! Justin, nienawidzę cię. Czemu to takie trudne ? - marmoliłam w koło, na co Jus tylko chichotał i biegł dalej mnie nie puszczając, żebym się nie poddała. Nie wiem, naprawdę nie wiem jak i dlaczego dałam mu się na to namówić, ale po dzisiejszych 2 kilometrach mam dość - pasuje ! Poczułam jak chłopak puszcza moją dłoń i staje w miejscu, zawtórałam mu ciężko dysząc.
- Czy, czy to koniec?
- Tak, to koniec - zaśmiał się - chcesz się czegoś napić ? - skinął głową w kierunku pobliskiego przybrzeżnego baru.
- Pragnę ! - powiedziałam, niemalże błagalnym tonem. Zamówiliśmy po kubku zimnej lemoniady i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.
- Nie rozumiem, jak ludzie mogą tak codziennie biegać.
- To skarbie jest tylko rozgrzewka - cmoknął mnie w policzek.
- Skoro to była tylko rozgrzewka, to ja już się boje jak wygląda cały trening.
- Zawsze możesz się przekonać - stwierdził z cwanym uśmieszkiem, szybko wyłapałam o co mu chodziło.
- Nie ! Nie ! Nie ! Nigdy więcej, ja już zdycham, a jest dopiero 16 !
- Jesteś takim cieniasem - nabijał się, pod nosem.
- Co po ty powiedziałeś? - spytałam, choć dobrze wiedziałam. Przelotnie na mnie spojrzał i rzucił się do ucieczki, ignorując mój ból nóg ruszyłam w pościg. Ganiałam go przez dobre 5 minut, do czasu, aż zniknął mi z pola widzenia. Stanęłam i rozglądałam się wkoło, chwilę później zauważyłam go stojącego tuż przy stawie, podbiegłam do niego z zamiarem wskoczenia mu na plecy, ale gdy tylko zauważyłam, że z kimś rozmawia - zrezygnowałam. Niepewnie do nich podeszłam, obaj mieli powagę wymalowaną na twarzy, a z oczu Justina można było wyczytać dezorientację i złość. Nie wiedziałam, kim jest mężczyzna stojący naprzeciw, ale moja intuicja podpowiadała mi jedno, wróży on kłopoty. Postanowiłam nie odzywać się, chwyciłam jedynie dłoń mojego chłopaka i ustawiłam się w pozycji bezpiecznej od nieznanego. W chwili gdy poczuł moją obecność spojrzał na mnie wzrokiem, który wyraźnie mówił "współgraj ze mną", prawie że niezauważalnie przytaknęłam na znak zrozumienia i spojrzałam na niebieskookiego towarzysza.
- Więc Justin, przedstawisz mi tę ślicznotkę ? - zapytał, przerywając ciszę. Poczułam jak dłoń Jusa zaciska się w pięść, szepnęłam do niego ciche spokojnie, a on poluzował uścisk.
- Um, Victoria to Josh, Josh to Victoria moja znajoma.
Znajoma ? Czy on właśnie powiedział, że jestem jego znajomą ? Tak zdecydowanie, ten cały Josh nie wróży nic dobrego, posłałam mu słaby uśmiech, by nie wyczuł żadnych wątpliwości.
- Więc miło mi cię poznać - wystawił dłoń w moim kierunku, lecz zignorowałam to, dalej bacznie mu się przyglądając. Zabrał ją z powrotem i odchrząknął - co tu robicie ?
- Biegamy - odpowiedział obojętnie, na co drugi się zaśmiał.
- Miałem na myśli co robicie tutaj? Bieber i Australia ? Myślałem, że przeprowadziłeś się do Anglii.
- Tak jest, jesteśmy tu jedynie na wakacjach. A ty co tu robisz ?
- Mam kilka spraw do załatwienia - odpowiedział pewnie, na co mój przytaknął.
- Na nas już pora - wtrąciłam.
- W takim razie nie będę was zatrzymywał. Miło było poznać.
- Taa, mi również - mruknęłam i odeszliśmy z Justinem tym razem bez splecionych dłoni. Kiedy byliśmy już spory kawałek od niego, nie wytrzymałam, musiałam znać prawdę.
- Więc? - spytałam zwracając tym samym jego uwagę. - Dowiem się o chodzi z tym całym Joshem?
Zauważyłam zestresowanie w jego oczach, które momentalnie zniknęło.
- Um, Josh... on, jest jakby to powiedzieć... stary znajomy, nie ma co wspominać.
- Dlaczego mam przeczucie, że kłamiesz?
- Mówię jak jest - wzruszył obojętnie ramionami, patrząc przed siebie.
- To może dowiem się co takiego zrobił, że musiałeś przed nim zataić to, że mieszkasz jednak w Australii a nie Anglii, albo fakt że jestem twoją dziewczyną, a nie pieprzoną znajomą ! - uniosłam się lekko, nienawidzę nie wiedzieć co jest na rzeczy. Jestem tak cholernie ciekawską osobą, że wręcz umieram od środka z braku informacji.
- Posłuchaj - zatrzymał się i obrócił w moim kierunku - Kanada to stare dzieje, chce zapomnieć o tym kraju, o ludziach, o każdej chwili tam spędzonej, jasne ? Więc bądź tak miła i nie zaczynaj więcej tego tematu - syknął, po czym ruszył drogą powrotną do domu. Stałam oszołomiona jego zachowaniem, nie wiem co wydarzyło się w Kanadzie, ale ja tego tak nie zostawię. Otrząsnęłam się z szoku i podbiegłam do niego. Reszta drogi minęła w niekomfortowej ciszy, czy byłam zła ? Zła to mało powiedziane...
Pożegnałam się z Jusem krótkim, bez emocyjnym cześć i od razu skierowałam się do łazienki, na długi relaksacyjny prysznic. W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli, coraz to nowe teorie, czyli krótko mówiąc jeden wielki chaos. Nałożyłam odżywkę na włosy, po czym porządnie je spłukałam. Wyszłam spod kabiny, włosy zawinęłam w biały ręcznik w tzw. turban, ciało natomiast wytarłam drugim i nabalsamowałam mleczkiem kokosowym, założyłam ówcześnie wybrany zestaw, rozczesałam włosy i na mokro związałam w koczka, po czym udałam się do kuchni, gdyż mój brzuch niemalże błagał o jedzenie.
Justin
Cholera ! Cholera ! Cholera !
Proszę niech to będzie tylko zły sen. Johna tu nie było, wcale nie niesie za sobą kłopotów - wmawiałem sobie choć i tak wiedziałem, że to nic nie da. Modliłem się jedynie, żeby uwierzył w naszą grę. Nie chce powrotu do przeszłości, zbyt wiele teraz osiągnąłem by tam wrócić, dlatego tak łatwo się nie poddam.
No tak jest jeszcze jeden problem - Victoria. Prędzej czy później musi poznać prawdę, ale to może poczekać.
Chyba.
- No dalej, jeszcze trochę! - złapał mnie za rękę i ruszył truchtem przed siebie.
- Naprawdę to konieczne ? - jęknęłam. - Moje nogi są jak z waty, poddaje się.
- Ostatnie trzysta metrów - poinformował mnie.
- Trzysta metrów ? Trzysta ? To żarty jakieś ? Jestem pewna, że to ostatni raz kiedy namówiłeś mnie na coś takiego. Bożę zaraz zejdę ! Justin, nienawidzę cię. Czemu to takie trudne ? - marmoliłam w koło, na co Jus tylko chichotał i biegł dalej mnie nie puszczając, żebym się nie poddała. Nie wiem, naprawdę nie wiem jak i dlaczego dałam mu się na to namówić, ale po dzisiejszych 2 kilometrach mam dość - pasuje ! Poczułam jak chłopak puszcza moją dłoń i staje w miejscu, zawtórałam mu ciężko dysząc.
- Czy, czy to koniec?
- Tak, to koniec - zaśmiał się - chcesz się czegoś napić ? - skinął głową w kierunku pobliskiego przybrzeżnego baru.
- Pragnę ! - powiedziałam, niemalże błagalnym tonem. Zamówiliśmy po kubku zimnej lemoniady i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.
- Nie rozumiem, jak ludzie mogą tak codziennie biegać.
- To skarbie jest tylko rozgrzewka - cmoknął mnie w policzek.
- Skoro to była tylko rozgrzewka, to ja już się boje jak wygląda cały trening.
- Zawsze możesz się przekonać - stwierdził z cwanym uśmieszkiem, szybko wyłapałam o co mu chodziło.
- Nie ! Nie ! Nie ! Nigdy więcej, ja już zdycham, a jest dopiero 16 !
- Jesteś takim cieniasem - nabijał się, pod nosem.
- Co po ty powiedziałeś? - spytałam, choć dobrze wiedziałam. Przelotnie na mnie spojrzał i rzucił się do ucieczki, ignorując mój ból nóg ruszyłam w pościg. Ganiałam go przez dobre 5 minut, do czasu, aż zniknął mi z pola widzenia. Stanęłam i rozglądałam się wkoło, chwilę później zauważyłam go stojącego tuż przy stawie, podbiegłam do niego z zamiarem wskoczenia mu na plecy, ale gdy tylko zauważyłam, że z kimś rozmawia - zrezygnowałam. Niepewnie do nich podeszłam, obaj mieli powagę wymalowaną na twarzy, a z oczu Justina można było wyczytać dezorientację i złość. Nie wiedziałam, kim jest mężczyzna stojący naprzeciw, ale moja intuicja podpowiadała mi jedno, wróży on kłopoty. Postanowiłam nie odzywać się, chwyciłam jedynie dłoń mojego chłopaka i ustawiłam się w pozycji bezpiecznej od nieznanego. W chwili gdy poczuł moją obecność spojrzał na mnie wzrokiem, który wyraźnie mówił "współgraj ze mną", prawie że niezauważalnie przytaknęłam na znak zrozumienia i spojrzałam na niebieskookiego towarzysza.
- Więc Justin, przedstawisz mi tę ślicznotkę ? - zapytał, przerywając ciszę. Poczułam jak dłoń Jusa zaciska się w pięść, szepnęłam do niego ciche spokojnie, a on poluzował uścisk.
- Um, Victoria to Josh, Josh to Victoria moja znajoma.
Znajoma ? Czy on właśnie powiedział, że jestem jego znajomą ? Tak zdecydowanie, ten cały Josh nie wróży nic dobrego, posłałam mu słaby uśmiech, by nie wyczuł żadnych wątpliwości.
- Więc miło mi cię poznać - wystawił dłoń w moim kierunku, lecz zignorowałam to, dalej bacznie mu się przyglądając. Zabrał ją z powrotem i odchrząknął - co tu robicie ?
- Biegamy - odpowiedział obojętnie, na co drugi się zaśmiał.
- Miałem na myśli co robicie tutaj? Bieber i Australia ? Myślałem, że przeprowadziłeś się do Anglii.
- Tak jest, jesteśmy tu jedynie na wakacjach. A ty co tu robisz ?
- Mam kilka spraw do załatwienia - odpowiedział pewnie, na co mój przytaknął.
- Na nas już pora - wtrąciłam.
- W takim razie nie będę was zatrzymywał. Miło było poznać.
- Taa, mi również - mruknęłam i odeszliśmy z Justinem tym razem bez splecionych dłoni. Kiedy byliśmy już spory kawałek od niego, nie wytrzymałam, musiałam znać prawdę.
- Więc? - spytałam zwracając tym samym jego uwagę. - Dowiem się o chodzi z tym całym Joshem?
Zauważyłam zestresowanie w jego oczach, które momentalnie zniknęło.
- Um, Josh... on, jest jakby to powiedzieć... stary znajomy, nie ma co wspominać.
- Dlaczego mam przeczucie, że kłamiesz?
- Mówię jak jest - wzruszył obojętnie ramionami, patrząc przed siebie.
- To może dowiem się co takiego zrobił, że musiałeś przed nim zataić to, że mieszkasz jednak w Australii a nie Anglii, albo fakt że jestem twoją dziewczyną, a nie pieprzoną znajomą ! - uniosłam się lekko, nienawidzę nie wiedzieć co jest na rzeczy. Jestem tak cholernie ciekawską osobą, że wręcz umieram od środka z braku informacji.
- Posłuchaj - zatrzymał się i obrócił w moim kierunku - Kanada to stare dzieje, chce zapomnieć o tym kraju, o ludziach, o każdej chwili tam spędzonej, jasne ? Więc bądź tak miła i nie zaczynaj więcej tego tematu - syknął, po czym ruszył drogą powrotną do domu. Stałam oszołomiona jego zachowaniem, nie wiem co wydarzyło się w Kanadzie, ale ja tego tak nie zostawię. Otrząsnęłam się z szoku i podbiegłam do niego. Reszta drogi minęła w niekomfortowej ciszy, czy byłam zła ? Zła to mało powiedziane...
Pożegnałam się z Jusem krótkim, bez emocyjnym cześć i od razu skierowałam się do łazienki, na długi relaksacyjny prysznic. W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli, coraz to nowe teorie, czyli krótko mówiąc jeden wielki chaos. Nałożyłam odżywkę na włosy, po czym porządnie je spłukałam. Wyszłam spod kabiny, włosy zawinęłam w biały ręcznik w tzw. turban, ciało natomiast wytarłam drugim i nabalsamowałam mleczkiem kokosowym, założyłam ówcześnie wybrany zestaw, rozczesałam włosy i na mokro związałam w koczka, po czym udałam się do kuchni, gdyż mój brzuch niemalże błagał o jedzenie.
Justin
Cholera ! Cholera ! Cholera !
Proszę niech to będzie tylko zły sen. Johna tu nie było, wcale nie niesie za sobą kłopotów - wmawiałem sobie choć i tak wiedziałem, że to nic nie da. Modliłem się jedynie, żeby uwierzył w naszą grę. Nie chce powrotu do przeszłości, zbyt wiele teraz osiągnąłem by tam wrócić, dlatego tak łatwo się nie poddam.
No tak jest jeszcze jeden problem - Victoria. Prędzej czy później musi poznać prawdę, ale to może poczekać.
Chyba.
sobota, 5 kwietnia 2014
#17
Stałam niepewnie naciskając dzwonek do drzwi. Niby to nie pierwsze nasze takie spotkanie, ale jednak taka romantyczna kolacja sam na sam z chłopakiem to nie mały stres dla dziewczyny. Mój brzuch dalej bolał, ale jestem przekonana, że to ze stresu bo niby czemu ? Wzięłam ostatni głęboki oddech, kiedy drzwi się otworzyły i ukazały mojego księcia z bajki. Zwykła biała koszulka, którą okrywała czarna strojna marynarka, spodnie do koloru, które nieco opadały z jego bioder, zaś na stopach widniały białe supry. Wszystko idealnie wykańczała fryzura ustawiona do góry i uśmiech, w którym się zakochałam.
- Dobry wieczór, Kotku - szepnął wyciągając rękę w moją stronę, którą chwyciłam a moment później byłam w jego objęciach i wdychałam mocne perfumy - pięknie wyglądasz.
- Nie uważasz, że zbyt strojnie?
- Idealnie - odpowiedział patrząc mi w oczy.
- Ty również się postarałeś - przyznałam.
- Muszę jakoś wyglądać przy mojej księżniczce, prawda ? - powiedział, a na te słowa moją twarz oblał rumieniec. Schowałam głowę, nie chcąc by to zauważył, jednak on nic nie przeoczy, bo już po chwili chwycił mój podbródek i uniósł go do góry. - Nie chowaj się przed mną.
- Wyglądam jak burak - jęknęłam.
- Zatem muszę przyznać, że jesteś najpiękniejszym burakiem jakiego znam, poza tym lubię cię taką widzieć. Wiem wtedy jak na ciebie działam i że ci na mnie zależy...
- A tobie zależy ? - spytałam nadal nie odrywając wzroku od niego.
- Cholernie mocno.
- Więc skończ chrzanić i pocałuj mnie w końcu - rozkazałam i chwilę później jego wargi przyległy do moich niczym magnes. Wtopiłam palce w jego włosy, kiedy jego ręce obejmowały mnie w talii. Oblizał moją dolną wargę prosząc tym samym o dostęp, który mu dałam. Nasze języki toczyły walkę o dominację, czułam jak przez nasze ciała przepływa wiele pozytywnych emocji, uczuć i pasji. Oderwaliśmy się od siebie tak, że nadal stykaliśmy się czołami i ciężko oddychając, uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Zapraszam na kolację - gestem ręki wskazał mi drogę, którą ruszyłam. Wyszliśmy na taras, a przed mną ukazał się cudowny widok. Plaża, zachód słońca, romantyczna kolacja, ukochany - czego chcieć więcej ? Chciałabym mieć dom przy plaży, zwłaszcza takiej, gdzie nie przebywa zbyt wielu turystów, poza mieszkańcami tego osiedla i nielicznymi spacerowiczami. Nie jest tu najlepsze miejsce do kąpieli, dlatego wszyscy jeżdżą na plażę parę kilometrów stąd. Poczułam dłoń chwytającą mnie za moją, spojrzałam na chłopaka, który z uśmiechem skinął głową w kierunku stolika. Odsunął dla mnie krzesło i zniknął po jedzenie, kiedy ja nadal napawałam się widokiem.
- Podoba ci się ? - zapytał wyrywając mnie z rozmyśleń. Spojrzałam na Justina siedzącego naprzeciw mnie z uśmiechem nalewając nam po lampce wina.
- T-tu jest pięknie, to wszystko - pokręciłam głową powstrzymując łzy - nie musiałeś tego robić, wystarczyła by zwykła pizza byle ten czas był spędzony z tobą.
- Dla mojej dziewczyny wszystko z najwyższej półki - podniósł swój kieliszek do góry - za nas.
- Za nas - powtórzyłam, po czym stuknęłam się z nim kieliszkiem i upiłam łyk. - Sam to robiłeś ? - spytałam, biorąc sztućce w dłonie.
- To mój specjał, mam nadzieję, że lubisz kalmary.
- Kocham ! - wzięłam kęs - a to jest genialne !!!
- Mówisz tak bo chcesz, żeby było mi miło czy naprawdę ci smakuje ? - zaśmiał się.
- Jestem z tobą szczera Justin, jeszcze nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś równie romantycznego. Ja jeszcze nigdy nie czułam tak silnego uczucia do drugiej osoby, nie licząc oczywiście mojej rodziny, ale teraz mogę w pełni z ręką powiedzieć, iż Ko... - w tym czasie mój żołądek wywrócił koziołka, a cała jego zawartość podeszła mi do gardła. Nie, nie, nie proszę tylko nie to- mówiłam do niego w myślach. Spojrzałam z przerażeniem na Justina, a następnie zakryłam usta i czym prędzej pobiegłam do środka, skierowałam się do łazienki i w ostatniej chwili zdążyłam podbiec do toalety. Nie minęło 10 sekund, a Jus wbiegł do pomieszczenia, zastając mnie klęczącą nad ubikacją, przerażenie kryło się na jego twarzy, zadawał tysiące pytań, a ja z chwilą czułam się coraz bardziej zażenowana. Właśnie byłam w trakcie wyznawania mu miłości, kiedy mój brzuch postanowił zepsuć mi wieczór. CHOLERA !
- Proszę wyjdź - szepnęłam z trudem, ocierając usta chusteczką.
- Nie zostawię cię w takiej chwili - powiedział, po czym chwycił moje włosy, przytrzymując je, kiedy opróżniałam zawartość żołądka.
- Naprawdę Justin, nie musisz tego oglądać - pokręciłam głową.
- Nie zakrzątaj sobie tym głowy, Kotku - szepnął mi do ucha po czym pocałował to miejsce. Czy ja śnię, czy naprawdę Bóg nade mną czuwa ? Mieć takiego chłopaka, który nie dość, że przygotował to miejsce, ugotował danie, to jeszcze ślęczy nade mną, kiedy wymiotuję. Będę musiała się nieźle postarać, żeby mu się odwdzięczyć.
Po dobrych 12 minutach męczarni, byłam strasznie słaba i tak się czułam. Justin dał mi nową szczoteczkę do zębów, która w tej chwili była moim wybawcą. Zmyłam swój cały makijaż, a włosy szczepiłam w kucyk. Wyszłam z łazienki, przed którą czekał mój najukochańszy chłopak.
- Czujesz się lepiej ?
- Szczerze, czuję się fatalnie.
- Chodź dam ci coś na przebranie i się położysz - skinął głową i udaliśmy się do jego pokoju. Dał mi swój T-shirt i spodnie dresowe i zostawił mnie na chwilę. Wykorzystałam to i zsunęłam z siebie dotychczasowe okrycie i przebrałam się w Jego ciuchy. Koszulka sięgała mi do połowy ud, natomiast spodnie praktycznie zsuwały się z mojego tyłka. Usiadłam na łóżku opierając się o zagłówek i czekałam.
- Proszę - podał mi kubek z gorącą herbatą, nakrył mnie kocem i usiadł obok mnie obejmując mnie ramieniem. Upiłam łyk i odstawiłam na szafkę obok.
- Przepraszam - szepnęłam po chwili, unosząc głowę z jego ramienia i patrząc mu w oczy.
- Nie masz za co kochanie, ważne jest że już jest lepiej.
- Nie, nie jest w porządku. Zepsułam ten wieczór, tak bardzo się postarałeś, a mój żołądek postanowił to zepsuć.
- Każdemu to może się przydarzyć, nie przejmuj się - powiedział całując moją skroń.
- Nie jesteś zły ?
- Nigdy... - odpowiedział, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
- Wiem, że nie tak powinno to się skończyć, ale muszę dokończyć moje słowa.
- Więc, słucham ?
- Dziękuję, że ze mną jesteś, dziękuję, że pojawiłeś się w moim życiu, przepraszam za wszystko, ale przeszłabym przez najgorsze zło byleby móc być z tobą. A wiesz dlaczego ? Bo Cię Kocham. Kocham Cię Justin i nigdy nie przestanę - wyszeptałam ostatnie słowa, nie spuszczając wzroku z jego oczu.
- To ja powinienem podziękować Bogu za to że zesłał mi takiego anioła jak ty. Zmieniłaś mnie, zmieniłaś moje życie tak jak jeszcze nikt inny tego nie spotrafił. Kocham Cię, Kotku - wyznał po czym złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Noc minęła w miarę spokojnie, pomijając dwukrotne wyjście to toalety, przy którym towarzyszył mi Justin. Obudziłam się pierwsza, dlatego skorzystałam z okazji, by mu jakoś to wynagrodzić i udałam się do kuchni. Wyciągnęłam wszystkie potrzebne składniki do przygotowania dania, które jako jedyne umiem zrobić pysznie. W czasie gdy moje ciasto grzało się, zalałam gorącą czekoladę wcześniej ugotowanym mlekiem, na wierzch wycisnęłam bitej śmietany i kilka pianek. Oba kubki postawiłam na stół, a kiedy na gofrownicy pojawiła się zielona lampka wyciągnęłam trzy gofry na biały talerz i zaczęłam ozdabiać. Kiedy ułożyłam ostatni element poczułam ciepłe i delikatne wargi muskające moją szyję, uśmiechnęłam się sama do siebie. Obróciłam się by stać z nim twarzą w twarz.
- Dzień dobry - cmoknęłam jego cudowne usta.
- Jak się czujesz ? - zapytał odgarniając kosmyk opadający na moją twarz i schował go za ucho.
- Dobrze. Chodź zrobiłam dla ciebie śniadanie - powiedziała biorąc talerz i stawiając na jednym z miejsc na stole, a sama usiadłam obok.
- Mówiłaś, że nie umiesz gotować - stwierdził siadając.
- Oh, gofry to wyjątek.
- A ty nie zjesz ?
- Nie jeszcze nie czuje się na siłach by coś zjeść - wzruszyłam ramionami i upiłam łyk czekolady. Chłopak jedynie przytaknął, a chwilę później usłyszałam jęk i wychwalanie, jakie to moje tosty są pyszne. Zaśmiałam się i dalej przyglądałam się jego idealnemu profilu.
- Dobry wieczór, Kotku - szepnął wyciągając rękę w moją stronę, którą chwyciłam a moment później byłam w jego objęciach i wdychałam mocne perfumy - pięknie wyglądasz.
- Nie uważasz, że zbyt strojnie?
- Idealnie - odpowiedział patrząc mi w oczy.
- Ty również się postarałeś - przyznałam.
- Muszę jakoś wyglądać przy mojej księżniczce, prawda ? - powiedział, a na te słowa moją twarz oblał rumieniec. Schowałam głowę, nie chcąc by to zauważył, jednak on nic nie przeoczy, bo już po chwili chwycił mój podbródek i uniósł go do góry. - Nie chowaj się przed mną.
- Wyglądam jak burak - jęknęłam.
- Zatem muszę przyznać, że jesteś najpiękniejszym burakiem jakiego znam, poza tym lubię cię taką widzieć. Wiem wtedy jak na ciebie działam i że ci na mnie zależy...
- A tobie zależy ? - spytałam nadal nie odrywając wzroku od niego.
- Cholernie mocno.
- Więc skończ chrzanić i pocałuj mnie w końcu - rozkazałam i chwilę później jego wargi przyległy do moich niczym magnes. Wtopiłam palce w jego włosy, kiedy jego ręce obejmowały mnie w talii. Oblizał moją dolną wargę prosząc tym samym o dostęp, który mu dałam. Nasze języki toczyły walkę o dominację, czułam jak przez nasze ciała przepływa wiele pozytywnych emocji, uczuć i pasji. Oderwaliśmy się od siebie tak, że nadal stykaliśmy się czołami i ciężko oddychając, uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Zapraszam na kolację - gestem ręki wskazał mi drogę, którą ruszyłam. Wyszliśmy na taras, a przed mną ukazał się cudowny widok. Plaża, zachód słońca, romantyczna kolacja, ukochany - czego chcieć więcej ? Chciałabym mieć dom przy plaży, zwłaszcza takiej, gdzie nie przebywa zbyt wielu turystów, poza mieszkańcami tego osiedla i nielicznymi spacerowiczami. Nie jest tu najlepsze miejsce do kąpieli, dlatego wszyscy jeżdżą na plażę parę kilometrów stąd. Poczułam dłoń chwytającą mnie za moją, spojrzałam na chłopaka, który z uśmiechem skinął głową w kierunku stolika. Odsunął dla mnie krzesło i zniknął po jedzenie, kiedy ja nadal napawałam się widokiem.
- Podoba ci się ? - zapytał wyrywając mnie z rozmyśleń. Spojrzałam na Justina siedzącego naprzeciw mnie z uśmiechem nalewając nam po lampce wina.
- T-tu jest pięknie, to wszystko - pokręciłam głową powstrzymując łzy - nie musiałeś tego robić, wystarczyła by zwykła pizza byle ten czas był spędzony z tobą.
- Dla mojej dziewczyny wszystko z najwyższej półki - podniósł swój kieliszek do góry - za nas.
- Za nas - powtórzyłam, po czym stuknęłam się z nim kieliszkiem i upiłam łyk. - Sam to robiłeś ? - spytałam, biorąc sztućce w dłonie.
- To mój specjał, mam nadzieję, że lubisz kalmary.
- Kocham ! - wzięłam kęs - a to jest genialne !!!
- Mówisz tak bo chcesz, żeby było mi miło czy naprawdę ci smakuje ? - zaśmiał się.
- Jestem z tobą szczera Justin, jeszcze nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś równie romantycznego. Ja jeszcze nigdy nie czułam tak silnego uczucia do drugiej osoby, nie licząc oczywiście mojej rodziny, ale teraz mogę w pełni z ręką powiedzieć, iż Ko... - w tym czasie mój żołądek wywrócił koziołka, a cała jego zawartość podeszła mi do gardła. Nie, nie, nie proszę tylko nie to- mówiłam do niego w myślach. Spojrzałam z przerażeniem na Justina, a następnie zakryłam usta i czym prędzej pobiegłam do środka, skierowałam się do łazienki i w ostatniej chwili zdążyłam podbiec do toalety. Nie minęło 10 sekund, a Jus wbiegł do pomieszczenia, zastając mnie klęczącą nad ubikacją, przerażenie kryło się na jego twarzy, zadawał tysiące pytań, a ja z chwilą czułam się coraz bardziej zażenowana. Właśnie byłam w trakcie wyznawania mu miłości, kiedy mój brzuch postanowił zepsuć mi wieczór. CHOLERA !
- Proszę wyjdź - szepnęłam z trudem, ocierając usta chusteczką.
- Nie zostawię cię w takiej chwili - powiedział, po czym chwycił moje włosy, przytrzymując je, kiedy opróżniałam zawartość żołądka.
- Naprawdę Justin, nie musisz tego oglądać - pokręciłam głową.
- Nie zakrzątaj sobie tym głowy, Kotku - szepnął mi do ucha po czym pocałował to miejsce. Czy ja śnię, czy naprawdę Bóg nade mną czuwa ? Mieć takiego chłopaka, który nie dość, że przygotował to miejsce, ugotował danie, to jeszcze ślęczy nade mną, kiedy wymiotuję. Będę musiała się nieźle postarać, żeby mu się odwdzięczyć.
Po dobrych 12 minutach męczarni, byłam strasznie słaba i tak się czułam. Justin dał mi nową szczoteczkę do zębów, która w tej chwili była moim wybawcą. Zmyłam swój cały makijaż, a włosy szczepiłam w kucyk. Wyszłam z łazienki, przed którą czekał mój najukochańszy chłopak.
- Czujesz się lepiej ?
- Szczerze, czuję się fatalnie.
- Chodź dam ci coś na przebranie i się położysz - skinął głową i udaliśmy się do jego pokoju. Dał mi swój T-shirt i spodnie dresowe i zostawił mnie na chwilę. Wykorzystałam to i zsunęłam z siebie dotychczasowe okrycie i przebrałam się w Jego ciuchy. Koszulka sięgała mi do połowy ud, natomiast spodnie praktycznie zsuwały się z mojego tyłka. Usiadłam na łóżku opierając się o zagłówek i czekałam.
- Proszę - podał mi kubek z gorącą herbatą, nakrył mnie kocem i usiadł obok mnie obejmując mnie ramieniem. Upiłam łyk i odstawiłam na szafkę obok.
- Przepraszam - szepnęłam po chwili, unosząc głowę z jego ramienia i patrząc mu w oczy.
- Nie masz za co kochanie, ważne jest że już jest lepiej.
- Nie, nie jest w porządku. Zepsułam ten wieczór, tak bardzo się postarałeś, a mój żołądek postanowił to zepsuć.
- Każdemu to może się przydarzyć, nie przejmuj się - powiedział całując moją skroń.
- Nie jesteś zły ?
- Nigdy... - odpowiedział, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
- Wiem, że nie tak powinno to się skończyć, ale muszę dokończyć moje słowa.
- Więc, słucham ?
- Dziękuję, że ze mną jesteś, dziękuję, że pojawiłeś się w moim życiu, przepraszam za wszystko, ale przeszłabym przez najgorsze zło byleby móc być z tobą. A wiesz dlaczego ? Bo Cię Kocham. Kocham Cię Justin i nigdy nie przestanę - wyszeptałam ostatnie słowa, nie spuszczając wzroku z jego oczu.
- To ja powinienem podziękować Bogu za to że zesłał mi takiego anioła jak ty. Zmieniłaś mnie, zmieniłaś moje życie tak jak jeszcze nikt inny tego nie spotrafił. Kocham Cię, Kotku - wyznał po czym złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Noc minęła w miarę spokojnie, pomijając dwukrotne wyjście to toalety, przy którym towarzyszył mi Justin. Obudziłam się pierwsza, dlatego skorzystałam z okazji, by mu jakoś to wynagrodzić i udałam się do kuchni. Wyciągnęłam wszystkie potrzebne składniki do przygotowania dania, które jako jedyne umiem zrobić pysznie. W czasie gdy moje ciasto grzało się, zalałam gorącą czekoladę wcześniej ugotowanym mlekiem, na wierzch wycisnęłam bitej śmietany i kilka pianek. Oba kubki postawiłam na stół, a kiedy na gofrownicy pojawiła się zielona lampka wyciągnęłam trzy gofry na biały talerz i zaczęłam ozdabiać. Kiedy ułożyłam ostatni element poczułam ciepłe i delikatne wargi muskające moją szyję, uśmiechnęłam się sama do siebie. Obróciłam się by stać z nim twarzą w twarz.
- Dzień dobry - cmoknęłam jego cudowne usta.
- Jak się czujesz ? - zapytał odgarniając kosmyk opadający na moją twarz i schował go za ucho.
- Dobrze. Chodź zrobiłam dla ciebie śniadanie - powiedziała biorąc talerz i stawiając na jednym z miejsc na stole, a sama usiadłam obok.
- Mówiłaś, że nie umiesz gotować - stwierdził siadając.
- Oh, gofry to wyjątek.
- A ty nie zjesz ?
- Nie jeszcze nie czuje się na siłach by coś zjeść - wzruszyłam ramionami i upiłam łyk czekolady. Chłopak jedynie przytaknął, a chwilę później usłyszałam jęk i wychwalanie, jakie to moje tosty są pyszne. Zaśmiałam się i dalej przyglądałam się jego idealnemu profilu.
_________________________________________________
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Przepraszam za taki odstęp czasowy, ale kompletnie nie mam czasu ze względu na egzamin, który zbliża się ZBYT SZYBKO ! Obiecuję to nadrobić. Liczę na chociaż jeden komentarz !
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Przepraszam za taki odstęp czasowy, ale kompletnie nie mam czasu ze względu na egzamin, który zbliża się ZBYT SZYBKO ! Obiecuję to nadrobić. Liczę na chociaż jeden komentarz !
Subskrybuj:
Posty (Atom)
