sobota, 5 kwietnia 2014

#17

Stałam niepewnie naciskając dzwonek do drzwi. Niby to nie pierwsze nasze takie spotkanie, ale jednak taka romantyczna kolacja sam na sam z chłopakiem to nie mały stres dla dziewczyny. Mój brzuch dalej bolał, ale jestem przekonana, że to ze stresu bo niby czemu ? Wzięłam ostatni głęboki oddech, kiedy drzwi się otworzyły i ukazały mojego księcia z bajki. Zwykła biała koszulka, którą okrywała czarna strojna marynarka, spodnie do koloru, które nieco opadały z jego bioder, zaś na stopach widniały białe supry. Wszystko idealnie wykańczała fryzura ustawiona do góry i uśmiech, w którym się zakochałam.
- Dobry wieczór, Kotku - szepnął wyciągając rękę w moją stronę, którą chwyciłam a moment później byłam w jego objęciach i wdychałam mocne perfumy - pięknie wyglądasz.
- Nie uważasz, że zbyt strojnie?
- Idealnie - odpowiedział patrząc mi w oczy.
- Ty również się postarałeś - przyznałam.
- Muszę jakoś wyglądać przy mojej księżniczce, prawda ? - powiedział, a na te słowa moją twarz oblał rumieniec. Schowałam głowę, nie chcąc by to zauważył, jednak on nic nie przeoczy, bo już po chwili chwycił mój podbródek i uniósł go do góry. - Nie chowaj się przed mną.
- Wyglądam jak burak - jęknęłam.
- Zatem muszę przyznać, że jesteś najpiękniejszym burakiem jakiego znam, poza tym lubię cię taką widzieć. Wiem wtedy jak na ciebie działam i że ci na mnie zależy...
- A tobie zależy ? - spytałam nadal nie odrywając wzroku od niego.
- Cholernie mocno.
- Więc skończ chrzanić i pocałuj mnie w końcu - rozkazałam i chwilę później jego wargi przyległy do moich niczym magnes. Wtopiłam palce w jego włosy, kiedy jego ręce obejmowały mnie w talii. Oblizał moją dolną wargę prosząc tym samym o dostęp, który mu dałam. Nasze języki toczyły walkę o dominację, czułam jak przez nasze ciała przepływa wiele pozytywnych emocji, uczuć i pasji. Oderwaliśmy się od siebie tak, że nadal stykaliśmy się czołami i ciężko oddychając, uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Zapraszam na kolację - gestem ręki wskazał mi drogę, którą ruszyłam. Wyszliśmy na taras, a przed mną ukazał się cudowny widok. Plaża, zachód słońca, romantyczna kolacja, ukochany - czego chcieć więcej ? Chciałabym mieć dom przy plaży, zwłaszcza takiej, gdzie nie przebywa zbyt wielu turystów, poza mieszkańcami tego osiedla i nielicznymi spacerowiczami. Nie jest tu najlepsze miejsce do kąpieli, dlatego wszyscy jeżdżą na plażę parę kilometrów stąd. Poczułam dłoń chwytającą mnie za moją, spojrzałam na chłopaka, który z uśmiechem skinął głową w kierunku stolika. Odsunął dla mnie krzesło i zniknął po jedzenie, kiedy ja nadal napawałam się widokiem.
- Podoba ci się ? - zapytał wyrywając mnie z rozmyśleń. Spojrzałam na Justina siedzącego naprzeciw mnie z uśmiechem nalewając nam po lampce wina.
- T-tu jest pięknie, to wszystko - pokręciłam głową powstrzymując łzy - nie musiałeś tego robić, wystarczyła by zwykła pizza byle ten czas był spędzony z tobą.
- Dla mojej dziewczyny wszystko z najwyższej półki - podniósł swój kieliszek do góry - za nas.
- Za nas - powtórzyłam, po czym stuknęłam się z nim kieliszkiem i upiłam łyk. - Sam to robiłeś ? - spytałam, biorąc sztućce w dłonie.
- To mój specjał, mam nadzieję, że lubisz kalmary.
- Kocham ! - wzięłam kęs - a to jest genialne !!!
- Mówisz tak bo chcesz, żeby było mi miło czy naprawdę ci smakuje ? - zaśmiał się.
- Jestem z tobą szczera Justin, jeszcze nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś równie romantycznego. Ja jeszcze nigdy nie czułam tak silnego uczucia do drugiej osoby, nie licząc oczywiście mojej rodziny, ale teraz mogę w pełni z ręką powiedzieć, iż Ko... - w tym czasie mój żołądek wywrócił koziołka, a cała jego zawartość podeszła mi do gardła. Nie, nie, nie proszę tylko nie to- mówiłam do niego w myślach. Spojrzałam z przerażeniem na Justina, a następnie zakryłam usta i czym prędzej pobiegłam do środka, skierowałam się do łazienki i w ostatniej chwili zdążyłam podbiec do toalety. Nie minęło 10 sekund, a Jus wbiegł do pomieszczenia, zastając mnie klęczącą nad ubikacją, przerażenie kryło się na jego twarzy, zadawał tysiące pytań, a ja z chwilą czułam się coraz bardziej zażenowana. Właśnie byłam w trakcie wyznawania mu miłości, kiedy mój brzuch postanowił zepsuć mi wieczór. CHOLERA !
- Proszę wyjdź - szepnęłam z trudem, ocierając usta chusteczką.
- Nie zostawię cię w takiej chwili - powiedział, po czym chwycił moje włosy, przytrzymując je, kiedy opróżniałam zawartość żołądka.
- Naprawdę Justin, nie musisz tego oglądać - pokręciłam głową.
- Nie zakrzątaj sobie tym głowy, Kotku - szepnął mi do ucha po czym pocałował to miejsce. Czy ja śnię, czy naprawdę Bóg nade mną czuwa ? Mieć takiego chłopaka, który nie dość, że przygotował to miejsce, ugotował danie, to jeszcze ślęczy nade mną, kiedy wymiotuję. Będę musiała się nieźle postarać, żeby mu się odwdzięczyć.
Po dobrych 12 minutach męczarni, byłam strasznie słaba i tak się czułam. Justin dał mi nową szczoteczkę do zębów, która w tej chwili była moim wybawcą. Zmyłam swój cały makijaż, a włosy szczepiłam w kucyk. Wyszłam z łazienki, przed którą czekał mój najukochańszy chłopak.
- Czujesz się lepiej ?
- Szczerze, czuję się fatalnie.
- Chodź dam ci coś na przebranie i się położysz - skinął głową i udaliśmy się do jego pokoju. Dał mi swój T-shirt i spodnie dresowe i zostawił mnie na chwilę. Wykorzystałam to i zsunęłam z siebie dotychczasowe okrycie i przebrałam się w Jego ciuchy. Koszulka sięgała mi do połowy ud, natomiast spodnie praktycznie zsuwały się z mojego tyłka. Usiadłam na łóżku opierając się o zagłówek i czekałam.
- Proszę - podał mi kubek z gorącą herbatą, nakrył mnie kocem i usiadł obok mnie obejmując mnie ramieniem. Upiłam łyk i odstawiłam na szafkę obok.
- Przepraszam - szepnęłam po chwili, unosząc głowę z jego ramienia i patrząc mu w oczy.
- Nie masz za co kochanie, ważne jest że już jest lepiej.
- Nie, nie jest w porządku. Zepsułam ten wieczór, tak bardzo się postarałeś, a mój żołądek postanowił to zepsuć.
- Każdemu to może się przydarzyć, nie przejmuj się - powiedział całując moją skroń.
- Nie jesteś zły ?
- Nigdy... - odpowiedział, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
- Wiem, że nie tak powinno to się skończyć, ale muszę dokończyć moje słowa.
- Więc, słucham ?
- Dziękuję, że ze mną jesteś, dziękuję, że pojawiłeś się w moim życiu, przepraszam za wszystko, ale przeszłabym przez najgorsze zło byleby móc być z tobą. A wiesz dlaczego ? Bo Cię Kocham. Kocham Cię Justin i nigdy nie przestanę - wyszeptałam ostatnie słowa, nie spuszczając wzroku z jego oczu.
- To ja powinienem podziękować Bogu za to że zesłał mi takiego anioła jak ty. Zmieniłaś mnie, zmieniłaś moje życie tak jak jeszcze nikt inny tego nie spotrafił. Kocham Cię, Kotku - wyznał po czym złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Noc minęła w miarę spokojnie, pomijając dwukrotne wyjście to toalety, przy którym towarzyszył mi Justin. Obudziłam się pierwsza, dlatego skorzystałam z okazji, by mu jakoś to wynagrodzić i udałam się do kuchni. Wyciągnęłam wszystkie potrzebne składniki do przygotowania dania, które jako jedyne umiem zrobić pysznie. W czasie gdy moje ciasto grzało się, zalałam gorącą czekoladę wcześniej ugotowanym mlekiem, na wierzch wycisnęłam bitej śmietany i kilka pianek. Oba kubki postawiłam na stół, a kiedy na gofrownicy pojawiła się zielona lampka wyciągnęłam trzy gofry na biały talerz i zaczęłam ozdabiać. Kiedy ułożyłam ostatni element poczułam ciepłe i delikatne wargi muskające moją szyję, uśmiechnęłam się sama do siebie. Obróciłam się by stać z nim twarzą w twarz.
- Dzień dobry - cmoknęłam jego cudowne usta.
- Jak się czujesz ? - zapytał odgarniając kosmyk opadający na moją twarz i schował go za ucho.
- Dobrze. Chodź zrobiłam dla ciebie śniadanie - powiedziała biorąc talerz i stawiając na jednym z miejsc na stole, a sama usiadłam obok.
- Mówiłaś, że nie umiesz gotować - stwierdził siadając.
- Oh, gofry to wyjątek.
- A ty nie zjesz ?
- Nie jeszcze nie czuje się na siłach by coś zjeść - wzruszyłam ramionami i upiłam łyk czekolady. Chłopak jedynie przytaknął, a chwilę później usłyszałam jęk i wychwalanie, jakie to moje tosty są pyszne. Zaśmiałam się i dalej przyglądałam się jego idealnemu profilu.

_________________________________________________
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Przepraszam za taki odstęp czasowy, ale kompletnie  nie mam czasu ze względu na egzamin, który zbliża się ZBYT SZYBKO ! Obiecuję to nadrobić. Liczę na chociaż jeden komentarz !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz