niedziela, 13 kwietnia 2014

#19

Victoria
Mija trzeci dzień odkąd nie widziałam się z Justinem, właściwie to kolejny dzień od czasu kiedy nie mam od niego żadnej wiadomości. Nie odbiera, nie odpisuje, nie daje znaku życia, a jedyne czego się dowiedziałam od jego mamy, to to, że wyjechał z miasta na mini wakacje do kumpla, choć ja i tak dobrze wiem, że tu nie chodzi o wypoczynek, ale o tego całego Josha. Wprawdzie nie trudno się domyślić po tym, że zniknął następnego dnia po całym zajściu, a także to, iż zostawił dla mnie list, w którym mnie przeprasza i "prosi żebym na siebie uważała". Postanowiłam się tym nie przejmować, skoro on może to i ja, prawda?
Wyszłam spod kabiny prysznicowej, a następnie wytarłam do sucha moje ciało, na które nałożyłam truskawkowy balsam. Przebrałam się w wcześniej wybrany zestaw i zabrałam się za makijaż, a następnie fryzurę. Usłyszałam dźwięk klaksonu, prysnęłam się ostatni raz perfumami, zgarnęłam torebkę z łóżka, telefon i wyszłam z domu, przed którym czekało już na mnie czerwone audi przyjaciółki.
- Hej - cmoknęłam ją w policzek na przywitanie.
- Hej mała, gotowa ? - spytała na co skinęłam i już byłyśmy w drodze do centrum. Nicole całą drogę nawijała, ja jedynie jej przytakiwałam i posyłałam uśmiechy. Starałam się jak nie wiem nie myśleć o Nim i nie zamartwiać, ale nie potrafiłam, cholera to silniejsze ode mnie. Chciałam zadzwonić, byłam nawet zdesperowana napisać tego 30 sms, ale wiedziałam, że to nic nie da. Widocznie to przykuło uwagę przyjaciółki, bo gdy zatrzymała się na parkingu nie wysiadła od razu z auta jak to ma w zwyczaju, tylko odwróciła się w moją stronę i głośno westchnęła. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. Musiałam grać, nie mogę przecież powiedzieć jej całej prawdy, kiedy sama praktycznie jej nie znam.
- Powiedz mi co się dzieje, przecież widzę.
- Nic z czym sama bym sobie nie poraziła - stwierdziłam i sięgnęłam klamkę by wysiąść, ale zostałam zatrzymana przez zablokowane drzwi. Spojrzałam na Nicks wzrokiem mówiącym "żartujesz sobie ze mnie?"
- Nie wyjdziesz stad dopóki sobie tego nie wyjaśnimy.
- Posłuchaj...
- Nie ty mnie posłuchaj, widzę, że coś cię gryzie. Z racji tego iż jestem twoją przyjaciółką mam prawo wiedzieć, a także moim zadaniem jest ci pomóc, więc do cholery dlaczego tak bardzo się przed tym bronisz?
- Jesteś nią i dziękuje ci za to, ale naprawdę to chwilowe załamanie, w które nie ma sensu się zagłębiać.
- Chodzi o Justina, prawda ? - spytała, a kiedy nie odpowiedziałam, jednoznacznie stwierdziła. - Pokłóciliście się, no oczywiście... Wysiadaj idziemy do kawiarni i wszystko mi opowiesz - nakazała wysiadając z samochodu. Wiedziałam, że z nią nie wygram, więc jej zawtórałam, a 5 minut później siedziałyśmy w Starbucksie popijając kawę.
- Zamieniam się w słuch.
- My pokłóciliśmy się, mała sprzeczka, która tak właściwie nie ma znaczenia w tym wszystkim - zaczęłam, zmieniając fakty, o których nie powinna wiedzieć. - Następnego dnia wyjechał z miasta, jego mama poinformowała mnie o tym, jak to określiła "pojechał odwiedzić kumpla". Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt iż nie odbiera ode mnie telefonu ani nie odpisuje na sms.
- Który to już dzień ?
- Trzeci - wyszeptałam, a w moich oczach pojawiły się świeczki, które tak bardzo powstrzymywałam, przed wypłynięciem. Przesiadła się na moją stronę i mocno mnie przytuliła, mówiąc słowa pocieszenia.
- Może potrzebuje czasu, jestem pewna, że niebawem wróci i wszystko sobie wyjaśnicie.
- Wszystko wszystkim, ale do cholery mógłby chociaż dać znak życia! Chcę by tu był i wszystko mi wyjaśnił, a nie tchórzył i uciekał od problemów.
- Nie wiem co jest powodem waszej kłótni, ale w każdym związku są takie chwile. Musisz być cierpliwa...
- Jak mam być cierpliwa, kiedy on nagle znika, a ja nie wiem dlaczego?
- Spróbuj - podała mi swój telefon, który niepewnie chwyciłam. Czy chciałam to zrobić ? Nie wiem.
- Dalej, dasz radę - zachęciła mnie. Posłałam jej lekki uśmiech i wyszukałam jego imienia w kontaktach, a po wciśnięciu zielonej słuchawki przyłożyłam go do ucha.
Pierwszy sygnał...
Drugi sygnał...
Trzeci sygnał...
Czwarty sygnał...
Nic. Cisza.

Justin
Wyjechałem, musiałem. Wiem, że teraz wyglądam na tchórza, ale nie miałem wyjścia. Cóż, powiem tak Kanada to nie najlepsze wspomnienia, narkotyki, wyścigi samochodowe czy wplątani w problemy z prawem ludzie. Wszystko mówi samo za siebie, awans ojca był najlepszą wiadomością jaką otrzymałem od chwili, w której w to wszystko się wplątałem, a uwierzcie nie tak łatwo jest się z tego wydostać, to praktycznie nie możliwe. Moi "kumple" uwierzyli w moją przeprowadzkę do Anglii, gdzie jak im powiedziałem miałem kontynuować moją działalność. Narkotyki były częścią mojej codzienności, w chwili gdy Jaxon zginął. To był pewien sposób ucieczki, zmieniłem się, wplątałem w złe towarzystwo, któro tylko popychało mnie dalej na dno. Wyścigi samochodowe? Cóż, od zawsze uwielbiam szybką jazdę, a zwycięstwa i sława w mieście jeszcze bardziej  mnie w tym umacniała. Zaczęli interesować się mną ludzie z gangów z innych miast, wiedziałem czym się zajmują, a to już mnie nie kręciło. Zaszło za daleko...
Więc, teraz dziwicie mi się? Wyjechałem z miasta, nie chciałem ponownie spotkać się z Joshem, bo to zepsułoby wszystko.
Usłyszałem dzwonek, spojrzałem na telefon "Nicole". Wyciszyłem go i schowałem głowę w dłoniach, wzdychając. Wiedziałem, że mam przerąbane, ale nie mogę, jeszcze nie wiem jak mam Jej to wszystko powiedzieć. Victoria dzwoni i pisze do mnie każdego dnia, tak bardzo powstrzymuję się przed odebraniem, ale wiem, że to nic nie da. Ani ja, ani ona nie jest na to gotowa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz