Justin
To wszystko jest popierdolone ! Chyba po raz setny dziś przywaliłem w ścianę, klnąc przy tym. Bała się mnie ? Zaśmiałem się pod nosem. A czego kurwa się spodziewałem, że rzuci mi się w ramiona i będzie wszystko jak dawniej ? Powinienem był powiedzieć jej to od razu, pierwszego dnia, kiedy tylko pojawił się w mieście, a nie jak zwyczajny dupek wyjechać bez zapowiedzi, ale zrozumcie też mnie, nie chcę powrotu do przeszłości, ale teraz nie ma innego wyjścia. Czas stawić jej czoła i zakończyć to raz na zawsze.
Victoria
Obudził mnie kolejny zły sen, usiadłam na łóżku ciężko dysząc. Cały czas na nowo wydarzenie z wczorajszego wieczora odtwarzało się w moim umyśle powodując ciarki i nieprzyjemne dreszcze na moim ciele. Byłam wykończona, przez większość nocy męczyłam się by zasnąć lub cicho łkając do poduszki. Zegarek stojący na szafce obok wskazywał godzinę 9:15. Potrzebowałam się odświeżyć, pomimo tego, iż byłam u Fabiana w domu czułam się swobodnie, tak jak mi kazano, więc bez zahamowań udałam się do łazienki, gdzie wzięłam długi relaksujący prysznic i umyłam głowę. Owinęłam się ręcznikiem, a włosy wytarłam i puściłam na ramiona. Odważyłam się podejść do lustra, gdzie zauważyłam nie tą samą dziewczynę, którą widzę na co dzień. Brakowało jej uśmiechu, zwykle radosne oczy, zastąpiły te pełne łez z workami, zasłoniłam twarz rękoma i pokręciłam głową, dalej nie wierząc w to co się stało. Wyszłam z łazienki, prosto do pokoju Fabe, gdzie ku mojej uciesze zastałam przyjaciółkę, która patrzyła na mnie z żalem i bez słowa zamknęła mnie w uścisku.
- N-nic ci nie zrobił ? - spytała drżącym głosem.
- Gdyby nie Fabe - pokręciłam głową, czując, że moje oczy ponownie robią się mokre.
- Już dobrze, nie kończ, jesteś bezpieczna - wyszeptała, uspokajająco głaskając mnie po plecach.
- Przepraszam. Powinnam była cię posłuchać...
- Ćśśś...
Stałyśmy tak dłuższą chwilę, kiedy się od siebie odsunęłyśmy i posłałyśmy sobie krótkie uśmiechy.
- Przyniosłam ci ubrania - powiedziała podając mi papierową torbę.
- Dziękuję - wzięłam ją od niej i zniknęłam za drzwiami łazienki, aby przebrać się w przyniesione przez nią ciuchy. Co prawda mogłam pójść do domu, ale nie byłam w stanie ani fizycznym, ani psychicznym by spotkać się rodziną i im powiedzieć o incydencie, jedyne co wiedzą, to to że nocuję u Nicole, gdzie w rzeczywistości przebywałam u Fabiana, który miał wolny dom i zaoferował mi pozostanie tu tyle ile będę potrzebować. Nie wiem jak ja Im się odwdzięczę.
Justin
Wysiadłem zamykając z trzaskiem drzwi mojego auta, w tej chwili nie obchodziło mnie nic, byłem zdeterminowany i nic nie mogło mnie od tego odciągnąć. Spojrzałem na budynek, zwykła kamienica z czerwonej cegły, do której wnętrza dzieliły mnie ju tylko ciemne, drewniane drzwi.
Mark, przyjaciel, który mnie przenocował pomógł mi znaleźć obecne miejsce zakwaterowania osoby, z którą zbyt długo zwlekałem. Jest hakerem, komputerowiec, ma źródło do wszystkiego, jebany.
Dwukrotnie walnąłem pięścią w drewnianą płytę, by za chwilę ujrzeć jego. Cwany uśmieszek formował się na jego twarzy z chwilą zobaczenia mojej osoby, cóż nie na długo. Mam zamiar zedrzeć mu go z mordy raz na zawsze. Nim miał czas cokolwiek powiedzieć, przygwoździłem go do ściany bez zawahania zadając ciosy w policzek, gdzie już widniało kilka siniaków, jak mniemam wyrządzonych przez Fabiana, przy tym przeklinając go i grożąc za tknięcie mojej dziewczyny
- Bieber - zaśmiał się nie wzruszony tym co przed chwilą się stało - spodziewałem się twojej wizyty - odepchnął mnie, po czym ruszył w głąb domu. Nie pozostałem w tyle i ruszyłem za nim.
- Czego do chuja ode mnie chcesz? - warknąłem. - Skończyłem z tym, czy to nie jasne?
- Cóż, przed wyjazdem do "Anglii" - zrobił cudzysłów w powietrzu - mówiłeś co innego.
- Miałbym was na ogonie do końca życia...
- To jest biznes Bieber, z tego interesu nie tak łatwo jest się wydostać.
- Nie zamierzam ponownie tego robić.
- Obawiam się, że to nie będzie takie łatwe - zaśmiał się i odpalił swoje cygaro.
Odetchnąłem ciężko, wiedziałem w co się pakuje to fakt, ale cholera zawsze jest jakiś sposób, prawda ? Byłem gotowy by to powiedzieć, to moje jedyne wyjście.
- Zrobię rzecz, którą zechcesz, a wtedy dasz mi odejść - spojrzał na mnie chytrze.
- Właściwie to nie taki zły pomysł - zbliżył się do mnie, przez co miałem się na baczności, a kiedy był już na tyle blisko bym poczuł jego oddech, zapachu dymu papierosowego dodał - mam nadzieję, że pamiętasz jak się ściga - zaciągnął się raz jeszcze i odszedł.
Przełknąłem gulę, która utworzyła się w moim gardle i odetchnąłem z ulgą. Spodziewałem się czegoś bardziej wymyślnego. Wyścigi ? W swoim czasie byłem mistrzem, ba nadal uwielbiam szybką jazdę. Pójdzie jak po maśle - pomyślałem i wyszedłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz