środa, 9 kwietnia 2014

#18

- J-j-justin ! - ledwo wydyszałam - ja, myślę, nie ja to wiem, nie dam już rady ! - stęknęłam, łapiąc się za mój bolący brzuch, który męczyła kolka.
- No dalej, jeszcze trochę! - złapał mnie za rękę i ruszył truchtem przed siebie.
- Naprawdę to konieczne ? - jęknęłam. - Moje nogi są jak z waty, poddaje się.
- Ostatnie trzysta metrów - poinformował mnie.
- Trzysta metrów ? Trzysta ? To żarty jakieś ? Jestem pewna, że to ostatni raz kiedy namówiłeś mnie na coś takiego. Bożę zaraz zejdę ! Justin, nienawidzę cię. Czemu to takie trudne ? - marmoliłam w koło, na co Jus tylko chichotał i biegł dalej mnie nie puszczając, żebym się nie poddała. Nie wiem, naprawdę nie wiem jak i dlaczego dałam mu się na to namówić, ale po dzisiejszych 2 kilometrach mam dość - pasuje ! Poczułam jak chłopak puszcza moją dłoń i staje w miejscu, zawtórałam mu ciężko dysząc.
- Czy, czy to koniec?
- Tak, to koniec - zaśmiał się - chcesz się czegoś napić ? - skinął głową w kierunku pobliskiego przybrzeżnego baru.
- Pragnę ! - powiedziałam, niemalże błagalnym tonem. Zamówiliśmy po kubku zimnej lemoniady i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.
- Nie rozumiem, jak ludzie mogą tak codziennie biegać.
- To skarbie jest tylko rozgrzewka - cmoknął mnie w policzek.
- Skoro to była tylko rozgrzewka, to ja już się boje jak wygląda cały trening.
- Zawsze możesz się przekonać - stwierdził z cwanym uśmieszkiem, szybko wyłapałam o co mu chodziło.
- Nie ! Nie ! Nie ! Nigdy więcej, ja już zdycham, a jest dopiero 16 !
- Jesteś takim cieniasem - nabijał się, pod nosem.
- Co po ty powiedziałeś?  - spytałam, choć dobrze wiedziałam. Przelotnie na mnie spojrzał i rzucił się do ucieczki, ignorując mój ból nóg ruszyłam w pościg. Ganiałam go przez dobre 5 minut, do czasu, aż zniknął mi z pola widzenia. Stanęłam i rozglądałam się wkoło, chwilę później zauważyłam go stojącego tuż przy stawie, podbiegłam do niego z zamiarem wskoczenia mu na plecy, ale gdy tylko zauważyłam, że z kimś rozmawia - zrezygnowałam. Niepewnie do nich podeszłam, obaj mieli powagę wymalowaną na twarzy, a z oczu Justina można było wyczytać dezorientację i złość. Nie wiedziałam, kim jest mężczyzna stojący naprzeciw, ale moja intuicja podpowiadała mi jedno, wróży on kłopoty. Postanowiłam nie odzywać się, chwyciłam jedynie dłoń mojego chłopaka i ustawiłam się w pozycji bezpiecznej od nieznanego. W chwili gdy poczuł moją obecność spojrzał na mnie wzrokiem, który wyraźnie mówił "współgraj ze mną", prawie że niezauważalnie przytaknęłam na znak zrozumienia i spojrzałam na niebieskookiego towarzysza.
- Więc Justin, przedstawisz mi tę ślicznotkę ? - zapytał, przerywając ciszę. Poczułam jak dłoń Jusa zaciska się w pięść, szepnęłam do niego ciche spokojnie, a on poluzował uścisk.
- Um, Victoria to Josh, Josh to Victoria moja znajoma.
Znajoma ? Czy on właśnie powiedział, że jestem jego znajomą ? Tak zdecydowanie, ten cały Josh nie wróży nic dobrego, posłałam mu słaby uśmiech, by nie wyczuł żadnych wątpliwości.
- Więc miło mi cię poznać - wystawił dłoń w moim kierunku, lecz zignorowałam to, dalej bacznie mu się przyglądając. Zabrał ją z powrotem i odchrząknął - co tu robicie ?
- Biegamy - odpowiedział obojętnie, na co drugi się zaśmiał.
- Miałem na myśli co robicie tutaj? Bieber i Australia ? Myślałem, że przeprowadziłeś się do Anglii.
- Tak jest, jesteśmy tu jedynie na wakacjach. A ty co tu robisz ?
- Mam kilka spraw do załatwienia - odpowiedział pewnie, na co mój przytaknął.
- Na nas już pora - wtrąciłam.
- W takim razie nie będę was zatrzymywał. Miło było poznać.
- Taa, mi również - mruknęłam i odeszliśmy z Justinem tym razem bez splecionych dłoni. Kiedy byliśmy już spory kawałek od niego, nie wytrzymałam, musiałam znać prawdę.
- Więc? - spytałam zwracając tym samym jego uwagę. - Dowiem się o chodzi z tym całym Joshem?
Zauważyłam zestresowanie w jego oczach, które momentalnie zniknęło.
- Um, Josh... on, jest jakby to powiedzieć... stary znajomy, nie ma co wspominać.
- Dlaczego mam przeczucie, że kłamiesz?
- Mówię jak jest - wzruszył obojętnie ramionami, patrząc przed siebie.
- To może dowiem się co takiego zrobił, że musiałeś przed nim zataić to, że mieszkasz jednak w Australii a nie Anglii, albo fakt że jestem twoją dziewczyną, a nie pieprzoną znajomą ! - uniosłam się lekko, nienawidzę nie wiedzieć co jest na rzeczy. Jestem tak cholernie ciekawską osobą, że wręcz umieram od środka z braku informacji.
- Posłuchaj - zatrzymał się i obrócił w moim kierunku - Kanada to stare dzieje, chce zapomnieć o tym kraju, o ludziach, o każdej chwili tam spędzonej, jasne ? Więc bądź tak miła i nie zaczynaj więcej tego tematu - syknął, po czym ruszył drogą powrotną do domu. Stałam oszołomiona jego zachowaniem, nie wiem co wydarzyło się w Kanadzie, ale ja tego tak nie zostawię. Otrząsnęłam się z szoku i podbiegłam do niego. Reszta drogi minęła w niekomfortowej ciszy, czy byłam zła ? Zła to mało powiedziane...
Pożegnałam się z Jusem krótkim, bez emocyjnym cześć i od razu skierowałam się do łazienki, na długi relaksacyjny prysznic. W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli, coraz to nowe teorie, czyli krótko mówiąc jeden wielki chaos. Nałożyłam odżywkę na włosy, po czym porządnie je spłukałam. Wyszłam spod kabiny, włosy zawinęłam w biały ręcznik w tzw. turban, ciało natomiast wytarłam drugim i nabalsamowałam mleczkiem kokosowym, założyłam ówcześnie wybrany zestaw, rozczesałam włosy i na mokro związałam w koczka, po czym udałam się do kuchni, gdyż mój brzuch niemalże błagał o jedzenie.

Justin
Cholera ! Cholera ! Cholera !
Proszę niech to będzie tylko zły sen. Johna tu nie było, wcale nie niesie za sobą kłopotów - wmawiałem sobie choć i tak wiedziałem, że to nic nie da. Modliłem się jedynie, żeby uwierzył w naszą grę. Nie chce powrotu do przeszłości, zbyt wiele teraz osiągnąłem by tam wrócić, dlatego tak łatwo się nie poddam.
No tak jest jeszcze jeden problem - Victoria. Prędzej czy później musi poznać prawdę, ale to może poczekać.
Chyba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz