czwartek, 17 kwietnia 2014

#20

- Jesteś pewna? Mogę cię odwieźć, daj mi tylko minutkę ! - głos Nicole ponownie rozbrzmiał się w mojej głowie.
- To tylko dwie ulice stąd, poradzę sobie, nie mam już pięciu lat, mamoo - zażartowałam, na co ona nawet nie drgnęła - obiecuje zadzwonić, kiedy dotrę - oznajmiłam, na co wyraz jej twarzy nieco się rozweselił.
- Je... -
- Tak, poradzę sobie ! - przerwałam jej, na co się zaśmiała.
- Trzymaj się - posłała mi pocieszający uśmiech, kiedy wychodziłam za furtkę.
- Dziękuje... za wszystko - puściłam jej buziaka i ruszyłam przed siebie. Wieczór oblał nas zimnym powietrzem, naciągnęłam na dłonie moją skórzaną kurtkę, by zakryć jak najwięcej odsłoniętej skóry przed zimnem. Na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdki, co prawda zbliżała się 22, ale na tym osiedlu co chwila coś się dzieje. Dziś było zupełnie odwrotnie. Cisza. Przerażająca cisza. Wymazałam ten obraz z umysłu i skupiłam się na szybkim dojściu do domu. Skręcałam właśnie w moją ulicę, kiedy zauważyłam postać zbliżającą się w moim kierunku. Jedyne co udało mi się zobaczyć, to jej kontury, które odznaczała latania. Po budowie mogłam zdecydowanie powiedzieć, że był to mężczyzna i to nie małej postury. Po mojej głowie przebiegło miliony myśli, z czego tylko jedna pozytywna. Skupiłam się i nieco przyspieszyłam kroku, by zwinnie go wyminąć i czym prędzej dotrzeć do domu. Kiedy przechodziłam obok, niemalże niezauważanie zerknęłam na towarzysza, niestety kaptur na głowie osłaniał jego twarz, on natomiast nie trudził się z utajnieniem, kiedy perfidnie badał mnie wzrokiem, na chwilę się zatrzymując. Nie czekając na nic przyspieszyłam, tak by nie zorientował się, że panicznie się go boję, bo to jedynie go sprowokuje. Ku mojemu szczęściu widziałam już na horyzoncie mój dom, kiedy poczułam dłoń oplatającą mój nadgarstek. Moje serce stanęło, głośno przełknęłam ślinę, a moje ciało było sparaliżowane. Obrócił mnie tak, że plecami opierałam się o pobliski murek, sam przysunął się na niebezpiecznie bliską odległość. Dzięki temu mogłam dostrzec jego twarz, znałam tę twarz...
- John - niemalże niesłyszalnie szepnęłam ze strachu.
- Proszę proszę, kogo my tu mamy - powiedział z cwanym uśmieszkiem, odgarniając niesforne kosmyki moich włosów jedną ręką, zaś drugą wciąż mnie przytrzymywał.
- Co taka piękna dziewczyna robi sama nocą ? Hm? Justin niebyły zadowolony z faktu, że błąkasz się po nocy - kontynuował, a głupi uśmieszek dalej nie schodził z jego twarzy.
- A czy widzisz gdzieś tu Justina ? - syknęłam. Skarciłam się za to w myślach, nie powinnam w ogóle się odzywać, ale emocje wzięły górę.
- Więc chcesz mi powiedzieć, że cię zostawił ? - spytał unosząc brwi do góry, a kiedy nie uzyskał odpowiedzi mówił dalej. - Zawsze był typem faceta z laską na jedną noc - zaśmiał się gardłowo - wszystkie jesteście takie same, naiwne dziwki, które lecą na wygląd i kasę. Ale wiesz co ? - dłonią pogładził mój policzek, na co odsunęłam się nieco - lubię takie - szepnął do mojego ucha i pocałował jego płatek. Odruchowo odskoczyłam od niego, a moja wolna ręka wylądowała z plaskiem na jego teraz już czerwonym policzku. Uniósł wzrok, mogłam zobaczyć, jak jogo oczy pociemniały. Zacieśnił swój uścisk wokół mojego nadgarstka, na co ciężko odetchnęłam.
- Proszę... - błaganym tonem, jęknęłam wiedząc, że nie wytrzymam dłużej tego bólu. Utrzymał ze mną kontakt wzrokowy po czym puścił mój nadgarstek, szybko objęłam go drugą dłonią. Wiedziałam, że będzie siniak i to porządny.
- Czego ode mnie chcesz ? - spytałam przez łzy, po chwili, kiedy on cały czas mi się przyglądał.
- Chcę ciebie - mruknął, po czym swoje wielkie łapska przeniósł na moje biodra, swoje natomiast wypychając w moim kierunku, na co jęknął czując kontakt naszych sfer intymnych. Z całych sił próbowałam go odepchnąć, jednak był silniejszy, moje łzy wzmocniły się, kiedy zaczął całować moją  szyję, zacisnęłam jak najmocniej oczy, modląc się, by ten koszmar wreszcie się skończył. Poczułam jak sięga do końca mojej spódnicy, lekko ją unosząc, kiedy nagle moje ciało owładnęło zimno. Momentalnie otworzyłam oczy i zobaczyłam przez sobą Fabiana, który nie wahał się zadać mojemu napastnikowi mocnego ciosu w twarz.

Fabian
Wracałem właśnie z imprezy, ledwo kojarząc fakty pod wpływem dużej ilości alkoholu jaką zażyłem. Usłyszałam cichy płacz, spojrzałem w kierunku dźwięku skąd dochodził. W półmroku dostrzegłem mężczyznę, który zachłannie całował dziewczynę. Wiedziałem, że nie jest to scena dwojga zakochanych, bo to wyjaśniał fakt jej płaczu, ze zmniejszeniem odległości mogłem usłyszeć jak błaga go, aby przestał. Podszedłem do nich na odległość jednego metra, a gdy ją rozpoznałem, bez wahania chwyciłem go za barki i powaliłem na ziemie zadając cios z pięści w twarz. Pomimo iż był ode mnie starszy, byłem silniejszy. Siłowaliśmy się dalej, kiedy usłyszeliśmy cichy głos - skończcie, proszę - wiedziałem, że i tak była słaba psychicznie zważając na wydarzenia, z ostatniego czasu, nie chciałem by bardziej cierpiała.Ostatni raz uderzyłem go w nos i wstałem z przeciwnika, który zwijał się z bólu. Otarłem moją rozciętą wargę, z której wypłynęło trochę krwi.
- Chodź - pomogłem jej wstać - już dobrze, jesteś bezpieczna - uspokajałem ją, kiedy jej ciało trzęsło się ze strachu.
- Z-zabierz mnie do domu - powiedziała błagalnie, wtulając się w mój tors, kiedy obejmowałem ją ramieniem. Zrobiliśmy pierwsze dwa kroki, kiedy usłyszeliśmy ciężki głos - To jeszcze nie koniec, właściwie początek. Bądź dobrą dziewczynką i przekaż Justinowi by się ze mną skontaktował. Teraz ja stawiam warunki - powiedział ledwo wstając. Spojrzałem na Victorię, która jedynie zerknęła na niego, by odwrócić się i dalej iść przed siebie. Nie miałem pojęcia, kim był i czego chciał, ale wiem, że ma to znaczny związek z Justinem i jego wyjazdem.

_________________________________________________________
Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz