Obudziłam się z ogromnym bólem głowy, czego mogłam się w sumie spodziewać. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 15. Cudownie... Pomijając fakt, że wróciłam do domu około 4 nad ranem, połowy imprezy nie pamiętam i mam cholernego kaca to jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi. Po pierwsze impreza niespodzianka, po drugie moi przyjaciele mi wybaczyli, po trzecie mam cudownego chłopaka, czego więcej można chcieć? Wygrzebałam się z łóżka, będąc jeszcze we wczorajszych ciuchach. Wzięłam długi relaksujący prysznic, zmyłam z siebie cały makijaż i umyłam włosy. Wychodząc spod kabiny oplotłam się w ręcznik, włosy zaś wytarłam mniejszym, rozczesałam i pozostawiłam do wyschnięcia. Spojrzałam w lustro z wielkim uśmiechem na twarzy, który nie schodzi mi od wczorajszego wieczora. Umyłam zęby, lekko podmalowałam rzęsy i nałożyłam błyszczyk ochronny. Na palcach podeszłam do szafy, z której wygrzebałam komplet. Wróciłam z nim do łazienki, gdzie się wytarłam i przebrałam. Poczułam ogromną ochotę na gorącą czekoladę, dlatego od razu skierowałam się do kuchni.
- Hej - mruknęłam cicho do rodziny, która właśnie jadła obiad.
- O wstałaś wreszcie - zaśmiał się tata - jak się czujesz?
- Lepiej nie mówić - złapałam się za głowę.
- Zjesz ? - spytała Jenn.
- Nie dziękuję - zalałam proszek gorącym mlekiem, wymieszałam a na wierzch dałam bitą śmietanę i zasiadłam z rodziną do stołu. - Tak w ogóle to dziękuję raz jeszcze, za wszystko.
- Czekaj, czekaj - tata z przerażaniem na twarzy na mnie spojrzał, a ja zbladłam - czy to nie siwy włos? - wziął w palce jeden z moich włosów. Z piskiem spojrzałam w górę, ale zobaczyłam jedynie mój naturalny kolor i tatę czerwonego od śmiechu.
- To nie jest zabawne - uderzyłam go w ramię.
- Jest - ledwo wydusił przez chichot. - Tak w ogóle to czeka cię sporo pracy - wtrącił, gdy już się opanował.
- Czego? Pracy ?
- Mój samochód jest cały obładowany twoimi prezentami, nie wiem jak to zrobisz, ale na 20 jadę na mecz z chłopakami i do tego czasu ma być pusty.
- Oo, prezenty. Całkiem o nich zapomniałam - walnęłam się w głowę.
- Ludzie muszą cię lubić, skoro znają cię dopiero miesiąc a już tak szaleją...
- Bo mnie każdy lubi - wystawiłam w jego kierunku język.
- Pamiętaj, że to wszystko moja zasługa - wskazał palcem na siebie.
- Cokolwiek pozwoli ci spać w nocy, staruszku - puściłam całusa do taty, a dziewczyny zachichotały. Dopiłam czekoladę, a brudny kubek wstawiłam do zmywarki, nie mając co marnować czasu wyszłam na podjazd i otworzyłam samochód taty. Cholera nie żartował z tą liczbą - powiedziałam do siebie, kiedy zobaczyłam, że cały bagażnik i siedzenia są obładowane torebkami i pudełkami. Zaczęłam moją przechadzkę z góry na dół, biorąc najwięcej ile to możliwe w swoje ręce. W torebkach znajdowały się głównie piękne ubrania, torebki, dodatki i kosmetyki. Wszystko było cudowne, ale i tak nic nie przebije prezentu od Justina - najpiękniejszy.
Siedziałam właśnie w salonie z mamą oraz Arianą. Oglądałyśmy Now Is Good, kiedy zadzwonił mój telefon. Bez patrzenia na ekran odebrałam, pociągając nosem.
- Halo ?
- Victoria ? - spytał głos po drugiej stronie, który od razu rozpoznałam - Justin.
- Tak.
- Coś się stało ?
- Tessa umarła - powiedziałam łkając.
- Skarbie jaka Tessa? Co się dzieje?
- To taka piękna scena...
- O czym ty mówisz ?- spytał zdezorientowany.
- Film, oglądamy film...
- Kiedyś cię za to uduszę - powiedział z ulgą - już myślałem, że to ktoś z twoich bliskich.
- Zaczekaj chwilę - przerwałam mu, by dokończyć oglądać ostatnie 2 minuty, a kiedy zaczęły się napisy końcowe wróciłam do rozmowy. - Już. Skończyło się - poinformowałam go, na co się zaśmiał.
- Wracając do tematu, dzwonię, żeby cię spytać, nie miałabyś ochoty na spacer?
- Z moim chłopakiem ? Zawsze!
- W takim razie będę u ciebie za 20 minut, moja dziewczyno - powiedział ostatnie słowa takim głosem jak ja, na co zachichotałam.
- Do zobaczenia - rozłączyłam się. Zegarek wskazywał godzinę 20:10. Udałam się do pokoju by przebrać się , poprawić nieco makijaż i wyprostować włosy. Wyrobiłam się na czas. Do torebki wrzuciłam jeszcze najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu, gdzie czekał już na mnie Jus. Stał oparty o murek, grzebiąc coś w telefonie. Uśmiechnęłam się nieśmiało i schowałam kosmyk włosów za ucho, zrobiłam krok w jego stronę, w chwili gdy podniósł głowę i szczerzo się uśmiechnął.
- Hej piękna - mruknął i wpił się w moje usta. - Uwielbiam fakt, że mogę to robić kiedy tylko zechcę - stwierdził na co się zaśmiałam.
- Więc jesteśmy w tym dwoje - spletliśmy nasze dłonie razem i ruszyliśmy przed siebie.
- Jak się czujesz po imprezie?
- Jeżeli mam być szczera obecnie moja głowa pęka w szwach. Chyba trochę...
- ...za dużo wypiłam - dokończył na mnie, na co przytaknęłam ze śmiechem.
- Jakim cudem ty się tak dobrze trzymasz ?
- Mocna głowa, lata praktyki - powiedział dumnie, na co wywróciłam oczami.
- Apropo wczoraj, wiesz może co u Ely ?
- Przejmujesz się nią? Czy to nie ona próbowała rozwalić twoją imprezę?
- Tak przejmuję. Źle się czuję z tym zajściem jakie miało miejsce, w końcu ona również miała urodziny. To powinien być najlepszy dzień w jej życiu, a ona została upokorzona.
- Rozumiem cię, ale po części sama sobie na to zasłużyła - wzruszył ramionami.
Tak najlepiej to po prostu to zostawić - pomyślałam. Czułam wyrzuty sumienia, nie ważne jak bardzo się nie lubiłyśmy to w końcu dzień urodzin!
Justin
Szliśmy w ciszy, co chwila zerkałem na Victorię, która miała grymas na twarzy. Nie wytrzymałem, musiałem coś powiedzieć, przecież nie możemy się pokłócić o takie gówno, prawda?
- Aż tak ci na tym zależy ?
- Tak - burknęła.
- Więc co chcesz zrobić?
- Teraz cię to zaczyna obchodzić? Poradzę sobie, nie musisz nic robić z łaski.
- Będziemy się kłócić z jej powodu ? - podniosłem ton, wyrzucając ręce w powietrze.
- Nie, przepraszam - zatrzymała się stając naprzeciw mnie - nie chciałam, po prostu źle się z tym czuję.
- Czy jeżeli pójdziemy do niej i złożymy życzenia poczujesz się lepiej ? - spytałem, a na jej twarzy rozbłysł uśmiech.
- Chodźmy... ale nie czekaj... nie możemy przecież pójść tak z pustymi rękami - zatrzymała się na chwilę. - Jest tu w pobliżu jakaś cukiernia ?
- Cukiernia ? - spytałem zdziwiony jej pomysłem. - Umm, za rogiem jest jedna, powinna być jeszcze czynna.
- Prowadź - zażądała. Po 5 minutach staliśmy przed ladą wybierając tort.
- Co powiesz na tamten - wskazałem palcem na torcik.
- Idealny - klasnęła w dłonie. Zaśmiałem się z jej podekscytowania, przez co zmroziła mnie wzrokiem. Kupiliśmy go i udaliśmy się do domu Elysandry.
- Gotowa ? - spytałem. Kiedy przytaknęła zadzwoniłem dzwonkiem, a chwilę później w drzwiach pojawiła się sama Ely.
- Wszystkiego Najlepszego ! - krzyknęliśmy radośnie. Dziewczyna patrzyła na nas zdziwiona, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Victoria, Justin? Co wy tu robicie?
- Składamy ci życzenia - Vicks odpowiedziała jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Dlaczego?
- Bo wczoraj były twoje urodziny...
- Powinnaś być na mnie zła za to że próbowałam ci zepsuć przyjęcie, a ty tymczasem przychodzisz do mojego domu z tortem jakby nigdy nic?
- Czułam się źle, przez wczorajszy incydent. To było nasze święto, a w taki dzień nikt nie powinien być sam. Choć wczoraj nasza szansa przepadła, świętujmy dziś!
- Naprawdę nie wiem co mam powiedzieć - pokręciła głową.
- Dziękuję wystarczy - zaproponowałem.
- To na pewno - zaśmiała się - proszę, zapraszam - gestem ręki wpuściła nas do środka. Udaliśmy się do salonu, gdzie zjedliśmy po kawałku tortu dużo przy tym rozmawiając, właściwie to dziewczyny nadawały ja jedynie byłem osobą towarzyszącą. Musze powiedzieć, że całkiem nieźle się dogadywały, ale chyba każda dziewczyna rozmawiając o ciuchach i kosmetykach nie potrafi umilknąć. Widziałem radość na ich twarzach, zwłaszcza na Ely, może ma status laski na jedną noc, z czego nie raz skorzystałem, ale mimo to fajnie się z nią gada, gdy jesteśmy sam na sam, gdzie nie musi nikomu imponować. Znamy się długi czas i niejako zależy mi na niej, dlatego jestem szczęśliwy, kiedy widzę jej szczery uśmiech.
Zbliżała się 21:30, rozmowa dziewczyn nie miała końca. Szturchnąłem lekko dziewczynę, ale nie zareagowała, zrobiłem to ponownie wypowiadając jej imię zyskując jej uwagę.
- Myślę, że powinniśmy się zbierać - wskazałem na zegarek.
- Już ta godzina ? - jej oczy niemalże wyszły z orbit. - Miło było z tobą porozmawiać, musimy to powtórzyć.
- Z pewnością i jeszcze raz bardzo wam dziękuję - przytuliła każdego z nas.
- Powinnaś skończyć udawać kogoś kim nie jesteś, bo naprawdę wiele na tym zyskasz - dodała Victoria i pomachała na pożegnanie, a ja zamknąłem drzwi.
- Dziękuję - powiedziałem.
- Za co ?
- Wiesz Ely to niejako moja przyjaciółka, a to co dziś zrobiłaś dla niej... widziałem jej radość, ale taką prawdziwą. Dziękuję, że mnie na to namówiłaś.
- Nie sądziłam, że to powiem, ale jest naprawdę fajną dziewczyną, która boi się pokazać swoje prawdziwe ja.
- Jesteś niesamowita - przytuliłem ją. Resztę drogi przeszliśmy w przyjemnej ciszy. Odstawiłem ją pod drzwi domu i czule pocałowałem na pożegnanie.
- Do jutra?
- Tak - przytaknęła. Poczekałem aż wejdzie do domu i sam ruszyłem do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz