czwartek, 20 marca 2014

#14

Następnie dni mijały tak samo. Wstać, przeżyć, pójść spać. Nie miałam siły, ani ochoty na nic. Cały czas miałam nadzieję, że któreś z nich odbierze telefon ode mnie lub choćby odpisze na wiadomość, jednak bez skutku. Jak co wieczór położyłam się z myślą na lepsze jutro, choć wiedziałam, że ten dzień będzie jeszcze gorszy zważając na datę 31 lipca - moje urodziny.

Happy birthday to you, Happy birthday to you, Happy birthday dear Victoria, Happy birthday to you. Obudziłam się by zobaczyć moją rodzinkę z wielkim uśmiechem przyklejonym do twarzy i tortem w ręku. Uśmiechnęłam się i zdmuchnęłam świeczki, myśląc wcześniej życzenie.
- Dziękuję wam bardzo - przytuliłam każdego z osobna. Postanowiłam chociaż dla nich udawać radosną. Dali mi chwilę czasu, żebym mogła się nieco ogarnąć. Nałożyłam podkład, żeby ukryć lekko podpuchnięte oczy, pomalowałam rzęsy, włosy pozostawiłam rozpuszczone i przebrałam się z piżamy. Udałam się do salonu, gdzie na mnie czekano z kawałkiem toru, który niemalże pochłonęłam. Tak uwielbiam słodycze!
- Gotowa? - spytał tata odstawiając talerzyk.
- Na co?
- Na prezent - powiedział, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Mówiłam, że nie chce prezentów. Wy nim jesteście...
- Chodź spodoba ci się - Jenn zaciągnęła mnie za rękę do wyjścia. Przed domem zobaczyłam piękny biały cabriolet z kokardą na masce z przodu.
- To... to dla mnie ? - spytałam zszokowana.
- Wszystkiego najlepszego - wręczył mi kluczyki.
- Kocham je! Was ! Aaaa, to najlepszy prezent. Dziękuję - rzuciłam się im w ramiona i pobiegłam oglądać auto. - Jest idealne, ale nie musieliście wydawać, aż tyle pieniędzy drugi tort też byłby w porządku - zaśmiałam się.
- Cieszę się, że ci się podoba - powiedział tata o wiele radośniej widząc, że nawet zażartowałam bez 

przymusu.
Po 20 minutowym przeglądzie samochodu wróciliśmy do domu, ja nie mogłam się nacieszyć, a także nagadać słowa dziękuję. Chyba mieli go dość...
- Idę do siebie, Ari idziesz ze mną? - spojrzałam na dziewczynę, która przytaknęła.
- O 14 obiad - poinformowała nas mama, kiedy byłyśmy już na ostatnim schodku. Usiadłam na swoim łóżku natomiast siostra zaczęła szperać w mojej garderobie.
- Co ty robisz ?
- Szukam odpowiedniego stroju na imprezę.
- A tak jasne pożyczaj - położyłam się na łóżko wpatrując w sufit.
- Szukam odpowiedniego stroju na imprezę dla ciebie - poprawiła się.
- Co ? Nigdzie nie idę - protestowałam.
- Serio chcesz przesiedzieć dzisiejszy wieczór w domu z rodzicami ? - spojrzała na mnie.
- Podoba mi się twoje nowe ja - przyznałam. - Ale nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.
- Daj spokój, czego się boisz ?
- W sumie, wszyscy będą na imprezie u Elysandry także jest małe prawdopodobieństwo, że spotkam kogoś ze skateparku, gdzie pewnie każdy już wie...
- Taa - mruknęła pod nosem i szperała dalej.
- Zaczekaj pomogę ci - podeszłam do niej. Wspólnymi siłami wybrałyśmy odpowiednią sukienkę i dodatki zarówno dla mnie jak i dla niej.
- Umm, Ari. Chciałabym ci podziękować za to, że jesteś ze mną i mnie wspierasz. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Jeżeli już cię wkurzam to może po prostu mi to powiedzieć i wyjść, ale naprawdę dziękuję. Nie wiem jak bym sobie poradziła bez ciebie - podeszłam do niej i przytuliłam ją najmocniej jak umiałam.
- Jesteśmy rodziną, to nasz obowiązek, prawda ? - zaśmiała się.


* * *

- Jesteś gotowa? - krzyknęła z drugiego pokoju siostra, kiedy kończyłam moją fryzurę.
- Minutkę ! - przejrzałam się w lustrze i dłonią poprawiłam moją sukienkę. Muszę przyznać że wyglądam całkiem ładnie. Na koniec perfumy, kilka drobiazgów do torebeczki i byłam gotowa do wyjścia.

- Miłej zabawy i jeszcze raz wszystkiego najlepszego - krzyknął tata przez szybę w samochodzie. Pomachałam mu na pożegnanie i ruszyłam z siostrą do wejścia.
- Jesteś pewna, że ten klub jest otwarty?
- Jestem święcie o tym przekonana, dopiero co go otworzyli i ma niezłą opinie, więc myślę, że ci się spodoba.
- Nadal nie jestem pewna, jest za cicho.
- Po prostu chodź - wzięła mnie za rękę, a ja poddałam się jej i ruszyłam za nią. Przeszłyśmy przez drzwi, by zobaczyć ciemność.
- Mówiłam ci, że...
- Niespodzianka ! - w tym momencie rozbłysły światła, muzyka, a ludzie wiwatowali i bili brawo. Oniemiałam z wrażenia. Co oni wszyscy tu robią? Zakryłam usta ręką, a łzy szczęścia pojawiły się w moich oczach.
- Ty to zrobiłaś ? - spojrzała na Ari.
- Z małą pomocą - skinęła głową, a ja zobaczyłam Nicole i Justina zbliżających się w moim kierunku. Na mojej twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech.
- Dziękuję - cmoknęłam ją w policzek i biegiem zeszłam ze schodków, na których się znajdowałam i podeszłam do przyjaciół. Bez słowa zamknęli mnie w uścisku i nie puszczali.
- Wszystkiego najlepszego - powiedzieli równocześnie.
- Nie zasługuję na to - pokręciłam głową, kiedy już się od siebie odsunęliśmy.
- Temat skończony. Wszystko sobie wyjaśniliśmy, obiecaj nam, że więcej nas nie okłamiesz - zwrócił się do mnie Juss.
- Nigdy, przepraszam, że byłam taką idiotką. Ale nadal...
- Nie ma, ale! Nie wiem czy znasz słowa pewnej Victorii Fezzoli, cytuję każdy zasługuję na drugą szansę - powtórzył moją życiową formułkę na co się zaśmiałam.
- Zapomnijmy o tym i bawmy się - wtrąciła Nicks i podała mi kubeczek z alkoholem.
- Uwielbiam was - ponownie ich przytuliłam i wypiłam zawartość czerwonego kubeczka. I impreza się rozpoczęła, a ja nadal nie mogłam wyjść z wrażenia. Dobrze wiem, że to wszystko zasługa Ariany, będę jej dłużna do końca życia!
- To ja was zostawię - Nicki poklepała Justina po ramieniu i odeszła z uśmiechem.
- Czy ja nie wiem czegoś o waszej dwójce? - spytałam podejrzliwie.
- Zawarliśmy rozejm, ale postawiła mi jeden warunek.
- To znaczy ?
Chłopak zaśmiał się, ale odpowiedział - jeżeli cię skrzywdzę odetnie mi jaja.
- Ona co? - wybuchłam śmiechem. Tak cała Nicole, mówiłam już że ją kocham ?
- Chodź - pociągnął mnie na środek parkietu i zatraciliśmy się w tańcu.
- Umm, Justin ?
- Hmm ? - spojrzał mi w oczy, cały czas obejmując mnie w talii i poruszając się.
- Skoro wszyscy są tutaj to kto jest na imprezie u Elysandy ? - widziałam zmieszanie w jego oczach na wspomnienie o niej, spuścił głowę i odpowiedział szybkie nie wiem, nie przestając tańczyć.
- Dlaczego mam wrażenie, że mi czegoś nie mówisz ? - przerwałam wreszcie, bo to uczucie nie dawało mi spokoju. Westchnął jedynie i zabrał mnie do bardziej ustronnego miejsca, gdzie było nieco ciszej.
- Nie chciałem rozpoczynać tego tematu dziś bo są twoje urodziny, ale to mi nie daje spokoju - nerwowo chodził po pomieszczeniu. - Po naszej kłótni ja, ja byłem cholernie zły, nie wiedziałem co się ze mną dzieje, a moje auto samo zaprowadziło mnie do domu Ely. Prawie, podkreślam prawie doszło do stosunku, ale przerwałem to i wyszedłem. Nie mogłem tego zrobić, pomimo tego co mi zrobiłaś, wiedziałem że będę tego żałował, nie mogłem cię tak zranić. Przepraszam...
Nic nie odpowiedziałam, po prostu podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
- Nie jesteś zła?
- Nie mogę decydować o tym co i z kim robisz prawda ? Cieszę się, że jednak tego nie zrobiliście bo zależy mi na tobie, ale gdyby nawet nie byłabym zła na ciebie tylko na siebie, bo to wszystko byłaby moja zasługa.
- Jesteś najlepsza, Kotku - cmoknął mnie w policzek. - A skoro już o tym, mam coś dla ciebie - wyciągnął przed siebie małe czerwone pudełeczko z firmy Apart - Wszystkiego Najlepszego.
- Justin, nie trzeba było. Samo to, że tu jesteś dla mnie dużo znaczy - szepnęłam.
- Spodoba ci się - włożył je w moje dłonie. Posłałam mu uśmiech i otworzyłam je. W środku zobaczyłam złotą bransoletkę charms z przywieszką do koloru w kształcie kotka. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy.
- To.. to jest piękne. Dziękuję - przytuliłam go po raz nie wiem który.
- Wiedziałem, że ci się spodoba - wyciągną ją ze środka. - Mogę ? - spytał, a ja przytaknęłam i wyciągnęłam dłoń ku niemu a by ją zapiął. Nie należała do najlżejszych, jak i zapewne do najtańszych. Po chwili w mojej głowie pojawiła się zielona lampka.
- Czy to jest prawdziwe?
- Złoto ? Tak - powiedział dumnie.
- Ściągnij to, nie mogę tego przyjąć - panikowałam - nie możesz wydawać na mnie tyle pieniędzy.
- Shhh - uciszył mnie przykładając palec do moich ust, a nasze twarze dzieliły centymetry.
- Taka królewna jak ty zasługuje na wszystko co najlepsze - dodał patrząc mi w oczy.
- Zabrzmi to głupio, gdy powiem, że chcę cię pocałować ? - spytałam nieśmiało nie spuszczając wzroku. Na jego twarzy pojawiło się zmieszanie, a następnie sama radość. Bez wahania przyległ swoimi wargami do moich, oddałam się mu. Jego ręce spoczywały na moich biodrach, moje zaś na jego karku przyciągając go bliżej. Odsunęliśmy się od siebie by złapać oddech, cały czas stykając się czołami i patrząc sobie w oczy.
- To zdecydowanie najlepsze urodziny w moim życiu - szepnęłam i ponownie cmoknęłam go z usta.
- Czy to oznacza, że zostaniesz moją dziewczyną ?
- Znamy się krótko, ale jeszcze nigdy nie czułam takiego uczucia do żadnego z moich chłopaków.
- Uznam to jako komplement - zamknął mnie w uścisku. - Chodź, wróćmy na salę pewnie cię szukają - wyciągnął swoją dłoń w moją stronę. Wsunęłam tam swoją, łącząc nasze palce razem. Idealnie do siebie pasowały, jakby właśnie do tego zostały stworzone. Popatrzyłam na nie z uśmiechem, następnie na mojego chłopaka i udaliśmy się na główną salę.


* * * 

Przyjęcie trwa w najlepsze, było dopiero nieco po 21. Na scenę wyszedł zespół, nie znałam ich, ale ponoć o ludzie z okolicy. Życzyli mi sto lat i zaczęli grać. Bawiliśmy się, tańczyliśmy i mnóstwo piliśmy do czasu aż muzyka została urwana. Wszyscy spojrzeliśmy na scenę by zobaczyć Ely z jej dwoma kompankami stojącą z kablem od wzmacniacza w ręku. Chwyciła mikrofon i zaczęła.
- Victoria Fezzoli to wredna suka, która dobiera się do cudzych chłopaków - uzyskała nic innego jak tylko buczenie publiczności. Podeszłam do niej bliżej.
- Nie możesz odpuścić chociaż dziś? Przestań wreszcie wrzucać na mnie fałszywe oskarżenia i zacznij żyć !
- Czyli nie powiesz mi, że nie starasz się okręcić Justina wokół palca? Muszę cię zasmucić, ale to on był u mnie trzy dni temu by uprawiać ze mną sex, a jak się nie mylę tobie jeszcze się to nie udało.
- Nie jestem uliczną dziwką jak ty - zakpiłam.
- Cóż zobaczymy, którą wybierze. Justin ? - spojrzała na chłopaka, który podszedł do mnie.
- Jesteś tylko pustą blondynką bez przyszłości - prychnął i objął mnie ramieniem.
- Więc wybierasz tą lafiryndę ?
- Jedyną lafiryndą jesteś ty, Justin woli prawdziwe dziewczyny - wtrąciła Nicole i podeszła do niej wyciągając zza jej sukienki dwa push up, którymi wypychała sobie piersi. Na sali rozległy się wiwaty, a ona rzuciła je w kierunku ludzi. Elysandra uciekła z piskiem, a my ponownie wróciliśmy do zabawy.
- To zdecydowanie najbardziej szalona noc w moim życiu - powiedziałam do przyjaciół i zatraciliśmy się w tańcu.


_______________________________________________________
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Naprawdę bardzo mi zależy na komentarzu, byle jakim, abym tylko wiedziała, że mam dla kogo pisać. Proszę polecajcie znajomym, na swoim tt czy fanpage. Z góry dziękuję ! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz