poniedziałek, 10 marca 2014

#11

Minął równy tydzień od czasu, kiedy postanowiłam dać jeszcze jedną szansę. Kiedyś wyśmiałabym się za pomyślenie chociażby o tym, dziś jestem w pełni świadoma mojego wyboru i stwierdzenia, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Zmienił się, nawet Nicole mi to powiedziała, szkoda tylko, że nie wie jeszcze o naszej relacji, no może tylko urywki, które kieruje Elysandra, choć przyjaciółka uważa iż ja dalej gram, a ona jest po prostu zazdrosna. Nie mogę jej przecież powiedzieć prawdy, nie teraz. Muszę ją do tego przygotować, a będzie to trudne...
Leniwie wygramoliłam się z łóżka i udałam się na śniadanie. W kuchni zastałam tatę pijącego kawę i czytającego gazetę.
- Hej - mruknęłam ziewając.
- Hej słońce, wyspałaś się? - spytał spoglądając na mnie znad gazety.
- Można tak powiedzieć - zaśmiałam się i wyciągnęłam potrzebne składniki na gofry, które jedynie umiałam robić. - Jadłeś coś?
- Tak dziękuję - uśmiechnął się i wrócił do poprzedniej czynności, ja zaś do gotowania. Kiedy już wszystko było gotowe posypałam je cukrem pudrem i postawiłam na stole przed sobą i zabrałam się za jedzenie.
- Victoria - zaczął niepewnie mój ojciec.
- Hmm? - mruknęłam z pełną buzią.
- Jest taka sprawa, bo... nie musisz się godzić, to tylko propozycja, nie chcę, żebyś reagowała zbyt impulsywnie...
- O co chodzi? - przerwałam mu.
- Mój szef ma córkę w wieku siedmiu lat, no i tak rozmawialiśmy razem o naszych dzieciach i wyszło, że masz talent do śpiewu i gry na pianinie. I tak się nam rozmowa kleiła i prosił mnie, żebym zapytał ciebie czy nie chciałabyś dać jego córce kilku lekcji oczywiście za opłatą. Zawsze chciała się nauczyć, ale nikt nie potrafi jej przekazać wiedzy. Może ty byś spróbowała?
- Że niby mam się bawić w nauczycielkę ? - zaśmiałam się przez co cukier puder zsypał się z mojego gofra na blat stołu.
- To dla ciebie szansa na rozwój, a dla mnie na lepsze relacje i podwyżkę - uśmiechnął się.
- Połowa jest moja...
- Czyli się zgadzasz?
- Mam inne wyjście?
- Nie - zaśmiał się - dziękuję ci.
- Dla ciebie wszystko - skomentowałam i dokończyłam jedzenie. Może nie będzie tak źle? Udałam się do swojego pokoju, przebrałam się, umalowałam i rozczesałam włosy. Pierwszy miesiąc wakacji prawie się kończy, a tydzień przed rozpoczęciem szkoły mam przesłuchania, do której klasy mam trafić. Może i jestem odważną osobą, ale boję się, że zawalę, dlatego wzięłam się do pracy. Postanowiłam im przedstawić utwór Whitney Houston - I Have Nothing, jest to ciężka piosenka do wykonania, ale na moje siły, a  trzeba pokazać się z jak najlepszej strony. Prawda ? Podłączyłam mikrofon do głośników, włączyłam podkład i chwilę później zatraciłam się w śpiewaniu tuż po krótkiej rozgrzewce.

* * * 

Usłyszałam pukanie do drzwi, za pauzowałam karaoke i krzyknęłam krótkie proszę. Do pokoju wszedł tata.
- Vicks mogłabyś zejść na dół? Przyszła córka mojego szefa z bratem, mówiłem ci dziś rano.
- Teraz ? - spytałam oszołomiona ich tempem - Ale nie jestem gotowa, co jak źle wypadnę - panikowałam.
- Po prostu bądź sobą - zachęcił mnie i zeszliśmy do salonu , gdzie czekali nasi goście, a mnie aż odebrało mowę.
- Justin ? - wydukałam siebie zdziwiona jego obecnością, a mały uśmiech pojawił się na mojej twarzy - co ty tu robisz?
- Słyszałem, że masz uczyć moją siostrę grać. Zaoferowałem się, że z nią pójdę.
- Mogłeś mnie ostrzec, że przyjdziesz...
- Nie, to niespodzianka - puścił mi oczko, po czym przeszedł do przedstawiania swojej siostry.
- Hej, Jazzy jestem Victoria - kucnęłam przed małą, która chowała głowę w bok nogi Justina.
- Ooo, Jazz się wstydzi ? - skierował słowa do małej, a następnie zniżył się do jej poziomu. - Rozmawialiśmy o tym przecież, polubisz Victorię, tak ?
- Tak - kiwnęłam główką po czym wyciągnęła rączkę w moją stronę, którą chwyciłam i udałyśmy się do mojego pokoju.
- Przykro mi ale to indywidualne lekcje - zatrzymałam chłopaka ręką, gdy tylko chciał przejść przez próg mojego pokoju.
- Dla mnie nie zrobisz wyjątku? - zrobił minę zbitego psiaka.
- Długo na tym nie przetrzymasz - pokręciłam głową i wpuściłam go do środka. Usiadłyśmy z Jazmyn przed instrumentem, natomiast Jus szwendał się wkoło oglądając wszystko co mu wpadło w ręce.
Po dobrej godzinie i krótkiej przerwie na soczek wróciłyśmy do nauki. Muszę powiedzieć, że nawet nieźle jej szło. Jeszcze niektóre dźwięki jej się myliły, ale jestem pełna nadziei, że jeszcze kilka lekcji i zaczniemy uczyć się melodii na pamięć, może dodamy do tego śpiew?
- Okej teraz zagramy to - zmieniłam nuty. Na początek zagrałam to, by jej pokazać jak to brzmi, następnie mala zabrała się do gry. Poczułam, że ktoś bawi się moimi włosami, kto inny jak nie sam Justin?
- Mógłbyś przestać? Rozpraszasz mnie.
- Tak działam na kobiety - szepnął mi do ucha, na co przewróciłam oczami. Chwilę później poczułam uderzenie w bok, spojrzałam na przyjaciela, który starał się zmieścić na ławeczce.
- Musisz wszędzie pchać ten twój chudy tyłek ?
- Nudzi mi się, nic na to nie poradzę - marmolił.
- Przeszkadzasz nam, następnym razem zostajesz na dole.
- Popieram - wtrąciła Jazz.
- Ty też przeciwko mnie ? - udał oburzonego przez co się zaśmiałyśmy. Mała skończyła grać, uznałam że na dziś wystarczy, pochwaliłam ją i odprowadziłam ich do wyjścia.
- Na nas pora, podziękuj ładnie Victorii.
- Dziękuję - przytuliła mnie.
- Proszę bardzo, zapraszam kiedy tylko będziesz chciała - pstryknęłam ją w nos na co się zaśmiała.
- Ile ? - zapytał chłopak wyjmując portfel z kieszeni.
- Nie żartuj sobie - gestem ręki zatrzymałam go.
- Nie ma mowy - wyciągnął w moim kierunku 20 euro.
- Przestań Justin, proszę cię nie wezmę tych pieniędzy i tyle - kłóciłam się z nim.
- W takim razie bądź gotowa o 17, zabieram cię do kina. O i ja stawiam - postawił warunek na co westchnęłam, ale się zgodziłam nie mając zbytnio wyjścia, ponieważ jego mina mówiła sama za siebie.
- Naprawdę myślę, że to nie potrzebne, ale dla świętego spokoju pozwolę ci ten jeden raz zapłacić za mnie.
- W takim razie do zobaczenia - powiedział z dumą, po czym pocałował mnie w policzek. No co? Od kilku dni to nasza norma...
- Paa Victoria - pomachała mi Jazzmyn.
- Pa, pa - odmachałam jej. Już miałam zamykać drzwi, kiedy zauważyłam Nicole skręcającą na ścieżkę prowadzącą do mojego domu. Super, teraz się tłumacz - pomyślałam.
- Hej - cmoknęłam ją w policzek.
- Hej, hej - odpowiedziała i skierowałyśmy się do mojego pokoju. Od razu usiadła na łóżku i czekała na wyjaśnienia - widzę, że gra się rozkręca - poruszała znacząco brwiami.
Gdybyś tylko znała prawdę...
- To nie tak - usiadłam obok - uczę jego siostrę grać na pianinie. Jego ojciec jest szefem mojego, prosił mnie. To dla niego szansa na podwyżkę i lepsze stanowisko, sama rozumiesz.
- Mmm, ale w tym czasie spędzasz również nim czas - stwierdziła. - Jak wasza "relacja" - udała w powietrzu cudzysłów na ostatnie słowo.
- Nie chcę zapeszać - zaśmiałam się nieszczerze. Czułam się źle okłamując ją, Fabe, a także przed samym Justinem. To wygląda tak jakbym się jego wstydziła, ale przecież nie powiem mu, że to wszystko była gra, a teraz nagle stał się moim przyjacielem.
- Rozumiem, rozumiem...
- Lepiej powiedz jak z Chrisem - zmieniłam szybko temat, jej oczy aż zabłyszczały na wzmiankę o nim.
- Mówię ci jest jeszcze bardziej przystojniejszy niż był wcześniej - pisnęła - na szczęście nikogo nie ma, więc moje flirty nie były bez celu - zrobiła pauzę - umówił się ze mną ! - Krzyknęła, skacząc z radości. Cieszyłam się razem z nią, może jak znajdzie sobie kogoś, będzie bardziej łagodna na informację, którą chcę jej przekazać. To wymaga czasu, ale przecież nie możemy się wiecznie ukrywać.

* * * 

Zmieniłam moje ciuchy, polokowałam lekko włosy, poprawiłam makijaż i byłam gotowa do wyjścia. Do torebki włożyłam jeszcze telefon, błyszczyk, chusteczki i zeszłam na dół. Zegar wskazywał 16:57, postanowiłam wyjść przed dom i poczekać na schodkach. Trzy minuty później co do sekundy pojawiło się czarne maserati. Szczęka opadła mi do samej ziemi, cholera ten samochód jest wart około 125 tysięcy euro! Skąd to wiem? Kiedyś mój wuj zabierał mnie na przejażdżki, ponieważ dostał je w spadku. Podgrzewane i jakże wygodne siedzenia, internet, laptop wbudowany w deskę rozdzielczą, znakomite basy, telewizorki na oparciach przednich siedzeń i wiele innych bajerów. Nie chcę nic mówić, ale to tylko i wyłącznie auto dla bogaczy. Samo jego utrzymanie również kosztuje. Otrząsnęłam się i podeszłam do auta, pociągnęłam za klamkę najdelikatniej jak umiałam, bojąc się, że coś zniszczę. Kiedy już wsiadłam i równie powoli zamknęłam drzwi, chłopak zachichotał.
- Spokojnie nic się nie stanie...
- Wolę nie ryzykować - oznajmiłam. - Nie wiem jak wiele twój ojciec zarabia, ale ja też chcę takie auto.
- Musiałem się nieźle nastarać, żeby je zdobyć. W końcu nadeszły moje 18 urodziny i oto jest ! - powiedział radośnie i ruszył.
- Ja nie wiem jak wiele będę musiała się starać i tak  nie dostanę prezentu nawet za jedną piątą wartości tego auta. Nawet na osiemnastkę - oburzyłam się.
- Wszystko jest możliwe - uśmiechnął się lekko w moim kierunku. - Tak w ogóle to myślałem, że masz już skończone osiemnaście lat...
- Aż tak staro wyglądam? - zrobiłam skwaszoną minę.
- Nie, nie - zaśmiał się - wszystkim mówisz, że masz osiemnaście więc myślałem, że pełne.
- A co mam mówić? Hej jestem Victoria, mam siedemnaście lat, jedenaście miesięcy i 27 dni? - powiedziałam sarkastycznie.
- A więc masz urodziny za cztery dni ? - przerwał mi, nieco zmieniając temat.
- Tak - skinęłam głową.
- Szykuje się impreza - zaśpiewał pod nosem.
- A kto powiedział, że dostaniesz zaproszenie?
- Nawet bez niego bym przyszedł - wzruszył ramionami i puścił mi oczko.
W galerii od razu skierowaliśmy się do kina. Po długich dyskusjach wybraliśmy horror -
Paranormal Activity: The Marked Ones. Lubię je, choć połowy scen nie widzę, a przez następne kilka miesięcy mam pierdla, pomimo to często na nie chadzam. Kupiliśmy colę, nachos i popcorn. Nie wiem po co, aż tyle tego, ale Jus się uparł niech ma. Za 10 minut zaczyna się seans, dlatego pracownicy kina wpuszczali już na sale, gdzie się skierowaliśmy.

___________________________________________________________
#11 już za nami ! Podoba się ? Liczę na komentarz ! ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz