- Przepraszam.
Nie powiem, wymyślenie tego słowa naprawdę musiało trwać wieki - zakpiłam w myślach. Tylko na tyle go stać? A gdzie się podziała druga strona cześć jestem Justin mega boski, który niczego się nie boi Bieber? Czekałam aż rozwinie swoją wypowiedź - moje niedoczekanie.
- Tylko tyle masz do powiedzenia ? - spytałam krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- A co mam niby powiedzieć ? - podniósł swój głos o oktawę wyżej. - Zraniłem cię, wiem, płakałaś przez mnie, wiem, zachowałem się jak dupek a teraz nie wiem nawet co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła.
- Może po prostu zapomnijmy o tym że kiedykolwiek się poznaliśmy?
- Tego chcesz?
- Myślę, że to jedyne wyjście z tej sytuacji.
- Czyli chcesz się poddać?
- W pewnym sensie - wzruszyłam ramionami. - Podaj mi chociaż jeden konkretny powód dlaczego miałabym tego nie zrobić? Dostałeś szansę, potrzebowałam po prostu czasu, byłam gotowa zacząć wszystko od nowa, a ty najzwyczajniej w świecie zwaliłeś sprawę.
- Chciałem cię poznać, staram się to robić, ale ty ciągle zamykasz się przed mną.
- O ile dobrze pamiętam człowieka poznaje się osobiście, a nie poprzez interwencję osób trzecich. Myślałeś że mnie oszukasz ? Myślisz, że jestem bez mózgu jak te wszystkie twoje panienki na jedną noc?
- Nigdy nie przeszło mi to nawet przez myśl - bronił się. - Proszę, zrobię wszystko żebyś mi wybaczyła.
- Na zaufanie trzeba sobie zapracować.
- Ja się tak łatwo nie poddaje. Zależy mi na tobie, zmieniłaś mnie i nie ustanę, do czasu aż mi wybaczysz - powiedział ze smutkiem w oczach i wyszedł zostawiając wcześniej na stoliku róże.
Usiadłam na łóżku chowając głowę w dłoniach. Mam totalny mętlik w głowie, nie wiem co się właśnie wydarzyło. Dlaczego mu tak zależy? Powiedział mi wczoraj, że coś do mnie czuje, dziś mówi, że go zmieniłam, cholera o co w tym wszystkim chodzi ? Praktycznie się nie znamy, dobra gadaliśmy parę razy, ale ja zbyt wiele o nim nie wiem. W sumie jestem pod wrażeniem, że tak walczy o swoje. Kwiaty, odwaga jaką zdobył, żeby tu przyjść. Może powinnam dać mu szansę? Tak wiem, że ją stracił, ale nie mieliście tak, że ostatecznie decydowaliście się dać osobie jeszcze jedną? Daje mu dwa tygodnie, to czas w którym ma mi udowodnić, że naprawdę jest tego wart i dobrze postąpiłam wybaczając mu...
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu, spojrzałam na ekran i odebrałam.
- Halo?
- O 19 będę czekał pod twoim domem, ubierz coś ładnego, idziemy na imprezę - poinformował mnie Fabe.
- U kogo?
- Nie mam pojęcia, jakiś gościu ze skateparku.
- Mhmm, dobra. Będę gotowa - powiedziałam obojętnie.
- Mam do ciebie przyjść ? - zapytał mnie.
- Dlaczego?
- Słyszę że coś się stało...
- Nie, nie nic się nie stało - starałam się szukać wymówki, przecież nie mogę mu powiedzieć o Justinie bo by mu nogi z dupy powyrywał. - Trochę przymulam i tyle...
- Powiedzmy, że ci wierzę. Do zobaczenia.
- Tak, do zobaczenia - odpowiedziałam tym samy i się rozłączyłam.
* * *
Zegarek wskazywał godzinę 17:30. Pora się szykować - pomyślałam i wstałam z kanapy, na której rodzinnie siedzieliśmy i oglądaliśmy film.
- Ari idziesz na imprezę?
- Nie dzięki, już się umówiłam - powiedziała nie odrywając wzroku od ekranu.
- Okej - mruknęłam i wyszłam.
Poszperałam trochę w szafie i znalazłam sukienkę, wzięłam ją ze sobą do łazienki i odłożyłam na półkę razem ze świeżą bielizną. Rozebrałam się wrzucając dzisiejsze ciuchy do kosza na pranie i weszłam pod prysznic Umyłam ciało żelem brzoskwiniowym, wytarłam się do sucha i nałożyłam balsam, następnie bieliznę. Włosy rozpuściłam i pozostawiłam delikatne naturalne fale, natomiast mój makijaż był dziś nieco ostrzejszy. Na sam koniec nałożyłam wcześniej wybraną sukienkę, psiuknęłam się perfumami, nałożyłam czarne szpilki i byłam gotowa do wyjścia.
- Tylko się nie upij - ostrzegł mnie tata gdy zmierzałam ku wyjściu.
- Nie mogę ci tego zagwarantować - odkrzyknęłam i wyszłam. Na zewnątrz panował ciepły, przyjemny wieczór. Przywitałam się z przyjacielem i ruszyliśmy w kierunku miejsca imprezy.
- Powiesz mi teraz co się gryzie?
- Babskie sprawy...
- Ale wiesz, że cokolwiek by się nie działo...
- ...mam ci powiedzieć - dokończyłam za niego. - Tak wiem, pamiętam i dziękuje za to, ale tym razem muszę się uporać z tym sama.
- Czyli się nie dowiem?
- Bez szans - posłałam mu uśmieszek i dalej szliśmy w przyjemnej ciszy, do czasu kiedy zza zakrętu można usłyszeć było ciche odgłosy muzyki, które z krokiem rosły, aż doszliśmy do celu. W środku było pełno ludzi, zapach alkoholu i marihuany wypełnił moje nozdrza. Fabian położył rękę na moich plecach i kierował mnie, by dojść do grupy jego znajomych. Przywitałam się, choć niezbyt lubiłam większość z nich, ale jednak chwilę z nimi pogadałam. Wiedziałam jedno - dziś chciałam się upić, może to pomoże mi się nieco odstresować.
- Idę do barku - poinformowałam przyjaciela, który zatracił się w rozmowie z Jakiem. Kiwną jedynie głową na znak zrozumienia, a ja odeszłam do miejsca, przy którym spędzę dzisiaj chyba całą noc.
- Kieliszek wódki - zaleciłam barmanowi - albo najlepiej zostaw całą - powiadomiłam go na co ten się zaśmiał i wypiłam pierwszy łyk napoju, który podrażnił moje gardło, następnie przynosząc czystą rozkosz. Cóż przynajmniej Nicole się świetnie bawi - pomyślałam pijąc drugi kieliszek.
W pewnym momencie zauważyłam chłopaka zmierzającego w moim kierunku, na moment nasze spojrzenia się spotkały, ale on upuścił wzrok, ja jednak podążałam za nim. Podszedł do barmana zamawiając piwo nawet nie kłopocząc się by na mnie spojrzeć.
- Myślałam, że ci zależy - powiedziałam do niego.
- Myślałem, że się do mnie nie odzywasz - powiedział tym samym głosem co ja. Wziął swoje piwo i upił jego łyk. - Nie musisz się martwić, zrozumiałem - dopowiedział i już zmierzał, żeby odejść kiedy go zatrzymałam.
- Chcę dać ci szansę...
- Mówisz jakbyś robiła to z łaski - prychnął - nie jestem dzieckiem, nie potrzebuje litości.
- Dziś rano niemalże błagałeś o to, a teraz ?
- Chcesz tego ?
- Tak - odpowiedziałam szczerze.
- Dlaczego ? Skąd ta zmiana?
- Bo nie jestem bez serca, a każdy zasługuje na tę drugą szansę - powiedziałam moją stałą zasadę.
- Zależy ci ?
- Nie chcę później żałować swoich decyzji. Co jeśli okażesz się znakomitym przyjacielem?
- Uważasz, że moglibyśmy być przyjaciółmi ? - spytał z nutą nadziei w głosie, a mały uśmiech wkradł się na jego usta.
- Zawrzyjmy umowę. Daje ci dwa tygodnie, pełne czternaście dni masz mi pokazać, że podjęłam dobrą decyzję.
- Nie będziesz żałować - powiedział i złapał mnie za rękę idąc na środek parkietu.
- Co ty robisz ? - krzyknęłam.
- O krok bliżej do bycia przyjaciółmi. Kiedyś trzeba zacząć, prawda ? - zapytał z chytrym uśmieszkiem i zaczął tańczyć w rytm muzyki, a ja za nim. Może ten wieczór nie jest taki najgorszy?
Tańczyliśmy w najlepsze, sporo przy tym rozmawiając i śmiejąc się.
- Nie wiedziałam, że potrafisz tak świetnie tańczyć - skomplementowałam chłopaka, kiedy usiedliśmy na barowych stołkach.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz - upił łyk nowo zamówionego napoju. W pewnym momencie Justin wybuchł niepohamowanym śmiechem, zwracając na siebie uwagę kilku osób. Fakt sporo wypił, ale żeby aż tak?
- Wszystko w porządku ? - zaśmiałam się. Cholera to zaraźliwe.
- Nie mam pojęcia - śmiał się dalej. Już chciał unieść kubek do ust, kiedy mu go zabrałam uzyskując jego grymas.
- Chyba na dziś wystarczy.
- Mamooo - udał głos dziecka, któremu właśnie zabrano lizaka.
- Nie synu koniec, teraz wstawaj i marsz do łóżka - palcem wskazałam na drzwi.
- Mmmm, szybka jesteś - zagruchał mi do ucha.
- Justin! - walnęłam go w ramię.
- Okej, okej - podniósł ręce w geście poddania i zmierzał do wyjścia, a ja za nim.
Było chwilę po 1, ale nie miałam już siły na dalszą zabawę. Noc jak to noc oblała nas chłodnym powietrzem, przez co na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Napisałam szybkiego sms do Fabe, że wracam do domu i chwilę później szłam z Justinem ramie w ramie.
- Wiesz, że nie musisz mnie odprowadzać?
- Czyżbyś narzekał na moje towarzystwo?
- Ja? Nie, w życiu - bronił się, na co się zaśmiałam, a kolejny dreszcz przeszedł przez moje ciało.
- Cholera - przeklną pod nosem i ściągnął z siebie swoją bluzę, następnie zarzucając mi ja na ramiona. - Przepraszam, nie pomyślałem o tym wcześniej.
- Nic się nie stało, poza tym weź to - oddałam mu ją - nie chcę, żebyś się przeziębił z mojego powodu.
- Teraz ja ustalam warunki - powiedział i założył mi swoją bluzę ponownie.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego i szliśmy dalej.
- Wiesz to zabawne jak bipolarni możemy być. Jeszcze dziś rano syczeliśmy w swoim kierunku, a teraz jak gdyby nigdy nic idziemy jako dwoje znajomych.
- Wiesz jak to mówią. Z wiekiem stajemy się mądrzejsi - wzruszyłam ramionami.
- Tak masz rację.Te 8 godzin całkiem zmieniło mój tok myślenia i nastawienie do życia - zaśmiał się, przez co oberwał w ramie. - Ałłł, a za co to ?
- Nabijasz się ze mnie.
- Nie
- Tak
- Nie
- Tak
- Nie, czekaj o czym my gadaliśmy ?
- O twojej idealnie ułożonej fryzurze - palnęłam.
- Uważasz, że jest idealna? - zapytał ostrożnie.
- Wiem do czego zmierzasz, a skoro poruszyliśmy ten temat to powiem prosto z mostu. Nigdy nie powiedziałam, że nie jesteś przystojny, bo tak naprawdę jesteś obiektem westchnień wielu dziewczyn, ale ja patrzę również na charakter...
- A co powiedziałabyś teraz?
- Zadaj to pytanie za tydzień, wtedy odpowiem.
- Trzymam cię za słowo - odpowiedział z podwyższonym mniemaniem o sobie. I takim oto sposobem dotarliśmy pod mój dom.
- Czekaj to ja tu mieszkam, mieliśmy ciebie odprowadzić.
- To ja tu jestem mężczyzną, Kotku - powiedział to, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
- Co?
- Lubię gdy to mówisz...
- W takim razie od dziś jesteś moim kotkiem - uśmiechnął się, a ja przytaknęłam.
- Poradzisz sobie?
- Mam 18 lat. Wiem jak wrócić do domu - zaśmiał się.
- Ale jesteś wstawiony, kto wie czy nie zrobisz czegoś głupiego.
- Martwisz się?
- Tak - odpowiedziałam szczerze, na co chłopak uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- Dobranoc - puścił mi oczko i odszedł.
- Tak, dobranoc - powiedziałam bardziej do siebie niż do niego i weszłam na palcach do domu, gdzie wszyscy już spali. Ten dzień zdecydowanie jest jednym z moich ulubionych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz