czwartek, 6 lutego 2014

#7

Resztę dnia spędziłam na komponowaniu muzyki, przy moim pianinie. Pomimo bólu, złych wspomnień otwartych na nowo, smutku, byłam uśmiechnięta. Czy to możliwe, żeby towarzystwo Justina tak na mnie wpłynęło ? Uwierzcie lub nie, ale to nie jest ten sam chłopak jakiego poznałam. Dziś opowiedział mi o swojej historii, a także strachu i nieufności wobec innych. Z jednej strony cieszyłam się, że właśnie mi odważył się zwierzyć i zaufać, ale z drugiej strony byłam na niego zła. Byłam zła ponieważ przez swoje wyłączenie emocji staje się właśnie takim bezuczuciowym dupkiem, jakiego zna całe miasto. Śmierć jest to niewątpliwie najgorszy koszmar jaki może nam się przydarzyć, zwłaszcza gdy ta osoba była dla nas najważniejsza, ale na tym polega życie. Ludzie przychodzą i odchodzą, a my musimy się z tym pogodzić. Żeby to zrozumieć potrzebowałam czasu, ale teraz wiem, że mojej mamie jest lepiej tam na górze, w niebie.

* * *

Obudziłam się z myślą na lepszy dzień, niestety na taki się nie zapowiada. Ból brzucha nie ustępuje, do tego jestem umówiona dziś z Nicole, pewnie zahaczymy o skatepark czego wolałabym nie robić, bo szczerze boję się spotkania z Justinem. Będzie tak... Dziwnie ? Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 9:03. Wyszłam z łóżka i udałam się od razu do łazienki w celu ogarnięcia się. Przebrana i uczesana, zbiegłam do kuchni za zapachem.
- Dzień dobry ! - przywitałam się z rodzinką.
- Dzień dobry, dzień dobry - przywitała mnie całusem Jenn, gdy tylko zasiadłam do stołu. Postawiła przed mną jajka z bekonem. Tak to dobry początek dnia ! Ale chwila...
- Jajka i bekon ? - spytałam podchwytliwie. - Tu jest coś grane - stwierdziłam na co oboje się zaśmieli. Zawsze kiedy dostaje to danie, ktoś ma mi do przekazania wiadomość. Jest to moje ulubione danie, przez co łatwo mnie zamotać. Kiedy zauważyłam, że Ariana zajada gofry z bitą śmietaną byłam pewna że coś jest na rzeczy.
- Właściwie to tak - macocha podeszła do mojego ojca i stanęła za nim opierając jedną rękę na jego ramieniu. Patrzyli to na mnie to na siostrę, a mnie coraz bardziej zżerała ciekawość.
- Dowiemy się wreszcie ? - spytała Ari przerywając długa, niezręczną ciszę. Mój ojciec odchrząknął lekko, a następnie wymienił z żoną spojrzenie.
- Wiem, że to może być dla was trudne - zaczął - wiele się zmieni, będzie to całkiem nowa przygoda. Ale jesteśmy w Australii, czy nie po to przyjechaliśmy żeby zacząć żyć na nowo? Nie chcę, żebyście zbyt szybko oceniały sytuację, zwłaszcza ty Victoria...
- Dowiemy się wreszcie o co chodzi ? - wybuchłam dłużej nie wytrzymując.
- Jestem w ciąży. Będziecie miały rodzeństwo - odważyła się powiedzieć matka. Wszystko wszystkim, ale takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. W ciąży ? Jak? Po co ? Dlaczego ? Przecież oni mają po 40 lat ! Dziecka im się zachciało ? Czy już im nie wystarczamy? Tyle pytań, na które nie chciałam znać odpowiedzi. Mój wzrok poleciał na siostrę, która chwilowo była w szoku, a następnie rzuciła się z gratulacjami. W moim przypadku było odwrotnie. Odeszłam od stołu i wyszłam czym prędzej z domu. Rozumiem, że się kochają i pragnął mieć ze sobą dziecko, ale nie w tym wieku. Co pomyślą ludzie i tak wystarczająco mało czasu dla nas poświęcają, a ono będzie kolejnym "problemem". Nie jestem osobą, która łatwo przyzwyczaja się od innych i umie pokochać, wiem, że to nie Jego wina. Jeszcze nie wiem jak to dalej się potoczy, na pewno będzie to ciężki okres...
Nawet nie wiedząc kiedy dotarłam do domu przyjaciółki, bez wahania zadzwoniłam dzwonkiem, a chwilę później szłam z nią ramię w ramię opowiadając o newsach dnia.


Justin
Dzisiejszy dzień planowałem spędzić z moją małą królewną - Jazzy. Nie miałem ochoty na wyjście do znajomych, nadal byłem w rozterce w związku z wczorajszą datą. Chociaż muszę przyznać, że znacznie lżej to przeżyłem. Rozmowa z Victorią znacznie polepszyła mój humor. Nigdy bym się nie spodziewał, że i ona straciła ważną osobę. Sporo rozmawialiśmy, tak rozmawialiśmy, to nie były docinki czy syknięcia. Dużo opowiedziała mi o sobie, była taka... inna. Nie to że nie podoba mi się sposób w jaki próbuje grać niedostępną, bo jest to cholernie seksowne, ale jej druga strona ma coś w sobie magicznego. Muszę tylko odkryć jak to działa, czy tylko dołujące dni zmieniają ją o 180 stopni ?
Moje przemyślenia przerwała wpadająca z hukiem Jazmyn, wskoczyła na łóżko  i zaczęła po nim skakać.
- Justin, wstawaj ! Justin ! Idziemy do miasteczka ! - krzyczała radośnie. Chwyciłem ją za nogę tak by straciła równowagę i upadła na materac, następnie zacząłem ją łaskotać, śmiejąc się razem z nią. Gdy aż się zachodziła i wręcz błagała bym przestał nastawiłem policzek, w którego dostałem soczystego buziaka.
- Idziemy ? - spytała.
- Za chwilę, muszę się ubrać. Chyba że wolisz, żebym poszedł w samych dresach, hmm?
- Mi pasuje - wzruszyła ramionami na co się zaśmiałem.
- Leć pooglądaj bajki, zaraz do ciebie przyjdę - pogoniłem ją i zniknąłem w łazience. Przemyłem twarz wodą, a następnie wziąłem się za układanie włosów. Lekko je pod żelowałem i postawiłem do góry, przebrałem się i zszedłem do kuchni. Rodzice właśnie wychodzili, mama w biegu poinformowała mnie o godzinie ich powrotu, co gdzie mamy i innych zbędnych rzeczach. Zjadłem szybkie śniadanie i 10 minut później byliśmy w drodze do Luna Parku, który był niecałe 20 minut drogi stąd.


Victoria
- Coś się stało ? - rozbrzmiał głos Fabiana, a ja ocknęłam się i wróciłam na ziemię. Odkąd znalazłam się w skateparku moje myśli cały czas krążą wokół Justina, zważając na to iż jest godzina 15 to całkiem spory odcinek czasu. Teraz w mojej głowie rodziły się nowe pytania. Dlaczego go nie było ? Czy jest na mnie zły, że wiem o jego rodzinnym dramacie? Czy... Chwila! Dlaczego ja w ogóle o tym myślę?
- Victoria ? - ponownie głos przyjaciela przywrócił mnie do rzeczywistości. Tym razem jednak postaram się nie odpłynąć.
- Przepraszam - szepnęłam idąc z nim ramie w ramię.
- Powiesz mi co się dzieje?
- Nic po prostu, zły dzień - wzruszyłam ramionami, chcąc brzmieć wiarygodnie. Fabe jest moim przyjacielem, wie o mnie wiele rzeczy, zawsze mogę na nim polegać, ale nie mogę przecież poruszyć tego tematu przy nim. Wyśmiałby mnie, zważając na jego zawiść do osoby Justina. Podobnie jest z Nicole. Czyli zostałam sama.
- Tylko tyle ?
- Tak. Jakiś problem?
- Jesteś nieobecna, założę się, że nie słyszałaś połowy co do ciebie mówiłem - tu mnie ma.
- Przepraszam - zrobiłam skruszoną minę.
- Wiesz, że nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić, prawda ? - zapytał na co przytaknęłam - cokolwiek by się nie działo masz mi powiedzieć, obiecujesz ?
- Jesteś najlepszy - wtuliłam się w przyjaciela.
- Dokończymy jutro, twój ojciec właśnie przeszywa mnie wzrokiem - zaśmiał się. Obróciłam się by zobaczyć, że stoję pod furtką swojego domu, a zza okna wygląda mój tato i pilnie nam się przygląda. Przewróciłam na to oczami i zwróciłam się do chłopaka.
- Dziękuję. Za wszystko - szepnęłam, obróciłam się by nacisnąć klamkę i całe ciało przeją strach. Paraliż ! Nie mogłam się ruszyć.
- Wszystko w porządku ? - spytał zdezorientowany Fabian.
- Ja nie potrafię - z oczy poleciały mi łzy, a chwilę później byłam w jego objęciach. - Oni na pewno mnie nie nawiedzą, zachowałam się jak idiotka, totalna egoistka.
- Cśśś - uspokajał mnie, gładząc dłonią moje plecy.
- Nie chcę tam wracać. B-boję się - jąkałam się, zachłystując się płaczem.
- Dlaczego mieliby cię nienawidzić? Kochają cie nie ważne co zrobiłaś. Dla swojego taty jesteś oczkiem w głowie, on nig...
- Jennifer jest w ciąży - przerwałam mu, na co go zamurowało. - Dowiedziałam się o tym rano i najnormalniej w świecie wyszłam. Boję się co o mnie właśnie myślą, ale jestem tak cholernie zazdrosna, o to że mój ojciec będzie miał inne, nowe dziecko. Już nie będę jego królewną.
- Ty zawsze będziesz moją królewną - usłyszałam głos taty, na co instynktownie obróciłam się a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Nie jesteś zły ?
- To nowe doświadczenie, zarówno ty jak i ja będziemy musieli się przyzwyczaić, ale jeden za wszystkich...

- Wszyscy za jednego - dokończyłam i objęłam tatę - Kocham Cię
- Ja ciebie też słońce, ja ciebie też. Chodź do domu - pociągną mnie w stronę drzwi. Obróciłam się by zobaczyć uśmiechniętego Fabe, zawtórowałam mu i bezgłośnie powiedziałam dziękuję. Skiną jedynie głową, obrócił się na pięcie i poszedł do domu.


Po tym jak porozmawiałam z rodzicami i przeprosiłam za moje zachowanie udałam się do pokoju. Za 10 minut ma być obiad, więc mam jeszcze chwilę. Postanowiłam przebrać się w coś nieco wygodniejszego, włosy związałam w koczka i zeszłam na posiłek. Później pomogłam Jenn posprzątać, wiem, że teraz jeszcze może wykonywać niektóre prace, ale wkrótce będzie znacznie ograniczona. Ja? - Potrzebuję czasu, kocham małe dzieci, więc to jako moje rodzeństwo pokocham jeszcze bardziej. Chyba...
Nie miałam na nic ochoty, byłam zmęczona, chociaż nie chciało mi się spać ani trochę. Wzięłam moją gitarę i wyszłam z nią na balkon. Usiadłam pod ścianą i zaczęłam grać, dodając do tego śpiew. Nie wstydzę się tego, że ktoś właśnie mnie może podsłuchiwać, w zasadzie uwielbiam to. Od małego byłam artystką, scena, przeróżne konkursy, publiczność to takie moje miejsce na ziemi gdzie jest mi dobrze.

___________________________________________________
Dodaję, chociaż nie było nawet dwóch komentarzy, przez co mi przykro. Liczę, że Wam się spodoba i będzie ich nieco więcej ? ;]

2 komentarze:

  1. Świetny ! Boże przez większośc płakałam :') czekam na nn :) / @kidrauhl12339

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały rozdział :* Z niecierpliwością czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń