- Jesteś zajęta ?
- Planowałam właśnie gdzieś wyjść bo umieram z nudy - obróciłam się w jej kierunku.
- A nie byłabyś tak miła i pojechała po zakupy? Ojciec ma dziś spotkanie biznesowe i obiecałam, że przygotuję kolację, ale nie zbyt mam czasu na jeżdżenie po mieście, bo muszę jeszcze ogarnąć dom.
- Jasne, za chwilę będę gotowa.
- Nawet nie wiesz jak wielką przysługę mi wyświadczasz - przyłożyła dłoń do serca. - Proszę tu jest lista zakupów - podała mi karteczkę zapisaną od góry do dołu i kartę kredytową. Skinęłam jedynie głową i odłożyłam to na biurko. Otworzyłam drzwi od mojej garderoby i weszłam do środka nie mając kompletnie głowy do myślenia o stroju. Po długich rozmyślaniach postanowiłam ubrać sukienkę, do tego kurtka skórzana i botki. Do torebki wrzuciłam telefon, listę, kartę i kilka potrzebnych rzeczy. Zabrałam jeszcze kluczyki z półki i wyszłam na zewnątrz. Chwilę później włączyłam się do ruchu ulicznego i byłam w drodze do miasta. Dziś były wyjątkowe korki, włączyłam więc radio i zaczęłam podśpiewywać lecącą piosenkę Beyoncé. Kiedy po dłużącej się drodze i szukaniu miejsca, zaparkowałam auto i udałam się w stronę najbliższych stoisk targowych. U mnie w rodzinie nie toleruje się mięsa czy warzyw kupowanych w marketach. Wolimy świeże, pewne od osób, które powiedzą skąd one pochodzą - najczęściej z domowych hodowli co jest ogromnym plusem. Zakupiłam wszystkie potrzebne produkty z listy i z pełnymi torbami wróciłam do auta, którym przebyłam kolejne 5 minut drogi by udać się do większego sklepu po resztę rzeczy. Wzięłam wózek i przechadzając się wokół stoisk zgarniałam potrzebne artykuły.
- Masło, mleko. Jest - mruknęłam, odhaczając je na liście. Zostały jedynie pomidory z puszki - pomyślałam w myślach. Na moje nieszczęście stały na najwyższej półce, no a ja, cóż... Nie należę do wysokich. Stawałam na palcach jak mogłam.
- No dalej ! Wiem, że dasz radę - mówiłam do siebie, prawie je mając, kiedy rozproszył mnie czyjś chichot. Obróciłam się by zobaczyć Justina ledwo powstrzymującego śmiech, w czasie gdy z moich oczu strzelały pioruny. Nie on jest wciąż taki sam...
- Potrzebujesz pomocy ? - zapytał.
- Z chęcią, ale nie widzę tu żadnych dżentelmenów. A ty ? - spytałam sarkastycznie.
- Czy nie możemy rozmawiać normalnie tak jak to było dwa dni temu ?
- Widocznie nie - wzruszyłam ramionami.
- Nie rozumiem co takiego ci zrobiłem.
- I tu jest problem...
- Nie rozumiem.
- Ujmę to tak. Nie jestem w twoim typie.
- Czyli myślisz że chodzi mi tylko o to ?
- O jednorazowy sex? Tak właśnie tak myślę. Wykorzystujesz te naiwne dziewczyny, a czy pomyślałeś kiedykolwiek jak one się czują, kiedy robisz im nadzieję, a potem tak po prostu wywalasz na zbity pysk ?
- Od kiedy to martwisz się o nie ?
- Nie jestem bezduszna.
- Ale mnie jakoś od razu odstawiłaś.
- Może mam swoje powody ?
- Jeżeli się zmienię, zmienisz swój stosunek do mnie ?
- Czemu ci aż tak na tym zależy ?
- Nieważne - odpowiedział i już miał mnie wyminąć, ale go zatrzymałam.
- Odpowiedz mi.
- Odkąd pojawiłaś się w mieście, zaczęłaś grać niedostępną, a to jest cholera takie seksowne - przygryzł swoją wargę - ale wracając do tematu, minęły dwa tygodnie od czasu kiedy ostatni raz pieprzyłem się z inną, a to wszytko bo wiem, że ona to nie ty.
- J-justin - szepnęłam - czy, czy ty coś do mnie czujesz ? - zapytałam zdziwiona, zaraz po tym kiedy dokładnie przeanalizowałam słowa.
- Nie umiem tego określić, ale to mnie zżera. Nie wiem co się ze mną dzieje i cholera uznaj mnie za psychopatę, ale nie mogę przestać o tobie myśleć, kiedy ciebie widzę od razu się uśmiecham. Fakt marzę o tym by zrobić to z tobą, ale to nie jest już moim priorytetem. Jedyne czego pragnę to myśl, że między nami wszytko będzie w porządku i skończymy tą dziecinną grę - skończył. Dobra zamurowało mnie, a Was ? On nie może nic do mnie czuć ! On jest Justin, Justin Bieber. Ja sama nie wiem co o tym myśleć.
- Powiesz coś ? - spytał wyrywając mnie z zamyśleń.
- Problem w tym, że nie wiem co - odpowiedziałam zmieszana.
- Może, zaczniemy od nowa ?
- Victoria - wystawiłam dłoń ku niemu.
- Justin - uścisnął ją delikatnie i ucałował nie spuszczając wzroku z moich oczu.
- Miło mi, ale muszę już iść. Odezwę się, muszę to przemyśleć - powiedziałam odchodzą w stronę kas.
- Zaczekaj ! - zawołał. Zatrzymałam się, a chwilę później chłopak był obok mnie wkładając do mojego wózka puszkę pomidorów.
- Dziękuję - posłałam mu uśmiech.
- Do zobaczenia - pocałował mnie w policzek i odszedł.
Dzisiejszy dzień zdecydowanie należy do najbardziej zakręconych. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Jus chce abyśmy traktowali się normalnie, czuję że oczekuje czegoś więcej, ale ja nie jestem jeszcze na to gotowa. Przyznaję jest cholernie seksowny, ale nie zmienia to faktu, że jest apodyktycznym dupkiem. Szanse są zawsze, dlaczego nie miałabym mu jej dać ? Może zmieni się, tak jak zrobił to dotychczas z sypianiem z każdą laską? Dwa tygodnie - dobry wynik. A wszystko dzięki mnie, jak pięknie... Chciałabym pojechać teraz do Nicole, wygadać się, ale wiem że jedynie mnie wyśmieje i będzie miała powód do żartów przez najbliższy miesiąc. Gdyby tak go poznać nie jest złym chłopakiem, kilka razy udało mi się nawet usłyszeć parę miłych słów, ale nie wiadomo skąd pojawia się nagle jego druga strona Bad Ass'a.
♥ ♥ ♥
Kończyłam właśnie przyozdabianie stołu, w czasie kiedy Ariana z mamą pichciły coś w kuchni. Wolałam się w to nie angażować. Nigdy nie byłam dobra w te sztuczki, zawsze kiedy staram się coś ugotować kończy się to zbitym talerzem czy kubkiem, więc wole ich oszczędzić. Ustawiłam ostatnie dwie świece, miałam jeszcze dobrą godzinę. Postanowiłam wziąć szybki prysznic, następnie przebrałam się w nieco szykowniejsze ciuchy, zrobiłam fryzurę, poprawiłam makijaż i zeszłam na dół z dzwonkiem roznoszącym się po całym domu.
- Dobry wieczór, zapraszam - powitałam z uśmiechem gości, chwilę później przy moim boku pojawił się tata ponowił moją czynność, a następnie przedstawił nasze rodziny.
- Kochani poznajcie się to jest Kate i Josh oraz ich syn Louis - dopiero teraz dostrzegłam chłopaka. Znakomicie ułożone włosy, ciemne oczy, piękny uśmiech i jego niczego sobie outfit.Na mojej twarzy od razu urósł uśmiech.
- Kate, Josh, Louis to Jennifer, Ariana i Victoria - zwrócił się tym razem do gości wskazując na nas kolejno. Widziałam jak moja siostra ślini się na jego widok. Zaraz, zaraz... Ari ?! Przecież dopiero co była taką cichą i wrażliwą dziewczyną, nie to że się nie cieszę. To miłe zaskoczenie.
Wymieniliśmy uściski dłoni i zasiedliśmy do stołu, gdzie moja macocha podała danie.
- Słynna Victoria - zwrócił się do mnie Lou, który siedział obok.
- Aż taki szum dzieje się wokół mnie ? - zaśmiałam się.
- Krążą plotki o tobie i...
- Nie kończ - przerwałam mu. Nie chce póki co zawracać sobie myśli Jego osobą, od czasu zakupów do teraz moje myśli krążyły wokół niego. Muszę skupić się na czymś innym, bo zwariuję.
- Przepraszam, że zapytam, ale czy wy macie się ku sobie?
- Zbyt skomplikowane - odpowiedziałam połykając purée ziemniaczane.
- Nie wiem jakie są twoje uczucia do niego, ale widzę, że mu zależy.
- A ty co jakiś radar ? - zaśmiałam się.
- Powiedzmy, że mam wprawę - spojrzałam na niego niezrozumiale - jestem gejem - dokończył.
- Cholera - przeklełam pod nosem na co on zachichotał - a miałam ochotę na flirty - udałam oburzoną.
- Myślę, że Justin nie byłby z tego zadowolony.
- A czy widzisz gdzieś tu Justina ? - rozejrzałam się dookoła nieco zirytowana jego zachowaniem. - Patrz nie ma go, więc skończmy już jego temat! - powiedziałam nieco głośniej niż zamierzałam, przez co wzrok wszystkich padł na mnie. Moje policzki przybrały różowego koloru, spuściłam wzrok i wróciłam do jedzenia, a reszta mi zawtórała.
- Przepraszam - szepnął jedynie chłopak.
- Dlaczego tak ci zależy ? - zapytałam w końcu, kiedy skończyliśmy jedzenie, ja z Lou poszliśmy na taras a reszta pozostała w środku.
- Nie rozumiem - odpowiedział szybko nawet na mnie na patrząc.
- Dlaczego tak bardzo starasz się wyciągnąć jakiekolwiek informacje na temat Justina?
- Bez celu - spuścił wzrok.
- Kłamiesz - wytknęłam mu podchodząc bliżej.
- Nie kłamię - bronił się.
- Przestań grać i powiedz mi co jest grane ! Myślisz, że nie widzę? Coś jest na rzeczy, a ja chcę wiedzieć co.
- Nie mogę...
- Spójrz mi w oczy i powiedz - nalegałam - tchórzysz? - zakpiłam.
- Chodzi o Justina. Prosił mnie, żebym wyciągnął od ciebie nieco informacji. Grasz niedostępną, stara się podejść z każdej strony, ale jesteś jak sejf ! - wydusił z siebie reszcie. Nie mogłam uwierzyć w prawdziwość jego słów. Czy Justin byłby na tyle zdesperowany, żeby to zrobić? Czułam się źle, wykorzystał mnie. Myślałam, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić, chciałam dać szansę Jusowi, ale teraz nie widzę sensu. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy. Kręciłam głową z niedowierzania, usiadłam na leżaku chowając głowę w dłoniach. Jeszcze nikt nigdy mnie tak nie potraktował.
- Nie chciałem, żeby tak wyszło. Przykro mi ... - szepną chłopak.
- Myślałam, że jesteś inny, cóż myliłam się - wstałam do wyjścia, jednak w progu odwróciłam się by dokończyć - Powiedz mu, że właśnie stracił swoją ostatnią szansę - i wyszłam udając się do swojego pokoju. Zegarek wskazywał dopiero 21, ale nie miałam ochoty na siedzenie. Wzięłam szybki prysznic, uczesałam włosy i przebrałam się w pidżamę. Byłam zła, byłam cholernie zła, nie tylko na Justina, ale i Louisa nie podejrzewałabym go o to. Nie ten typ człowieka. Chciałam usunąć ten wieczór, cały dzisiejszy dzień z głowy. Położyłam się w łóżku i otworzyłam książkę na ostatnio skończonej stronie i zatraciłam się w czytaniu.
- Dobry wieczór, zapraszam - powitałam z uśmiechem gości, chwilę później przy moim boku pojawił się tata ponowił moją czynność, a następnie przedstawił nasze rodziny.
- Kochani poznajcie się to jest Kate i Josh oraz ich syn Louis - dopiero teraz dostrzegłam chłopaka. Znakomicie ułożone włosy, ciemne oczy, piękny uśmiech i jego niczego sobie outfit.Na mojej twarzy od razu urósł uśmiech.
- Kate, Josh, Louis to Jennifer, Ariana i Victoria - zwrócił się tym razem do gości wskazując na nas kolejno. Widziałam jak moja siostra ślini się na jego widok. Zaraz, zaraz... Ari ?! Przecież dopiero co była taką cichą i wrażliwą dziewczyną, nie to że się nie cieszę. To miłe zaskoczenie.
Wymieniliśmy uściski dłoni i zasiedliśmy do stołu, gdzie moja macocha podała danie.
- Słynna Victoria - zwrócił się do mnie Lou, który siedział obok.
- Aż taki szum dzieje się wokół mnie ? - zaśmiałam się.
- Krążą plotki o tobie i...
- Nie kończ - przerwałam mu. Nie chce póki co zawracać sobie myśli Jego osobą, od czasu zakupów do teraz moje myśli krążyły wokół niego. Muszę skupić się na czymś innym, bo zwariuję.
- Przepraszam, że zapytam, ale czy wy macie się ku sobie?
- Zbyt skomplikowane - odpowiedziałam połykając purée ziemniaczane.
- Nie wiem jakie są twoje uczucia do niego, ale widzę, że mu zależy.
- A ty co jakiś radar ? - zaśmiałam się.
- Powiedzmy, że mam wprawę - spojrzałam na niego niezrozumiale - jestem gejem - dokończył.
- Cholera - przeklełam pod nosem na co on zachichotał - a miałam ochotę na flirty - udałam oburzoną.
- Myślę, że Justin nie byłby z tego zadowolony.
- A czy widzisz gdzieś tu Justina ? - rozejrzałam się dookoła nieco zirytowana jego zachowaniem. - Patrz nie ma go, więc skończmy już jego temat! - powiedziałam nieco głośniej niż zamierzałam, przez co wzrok wszystkich padł na mnie. Moje policzki przybrały różowego koloru, spuściłam wzrok i wróciłam do jedzenia, a reszta mi zawtórała.
- Przepraszam - szepnął jedynie chłopak.
- Dlaczego tak ci zależy ? - zapytałam w końcu, kiedy skończyliśmy jedzenie, ja z Lou poszliśmy na taras a reszta pozostała w środku.
- Nie rozumiem - odpowiedział szybko nawet na mnie na patrząc.
- Dlaczego tak bardzo starasz się wyciągnąć jakiekolwiek informacje na temat Justina?
- Bez celu - spuścił wzrok.
- Kłamiesz - wytknęłam mu podchodząc bliżej.
- Nie kłamię - bronił się.
- Przestań grać i powiedz mi co jest grane ! Myślisz, że nie widzę? Coś jest na rzeczy, a ja chcę wiedzieć co.
- Nie mogę...
- Spójrz mi w oczy i powiedz - nalegałam - tchórzysz? - zakpiłam.
- Chodzi o Justina. Prosił mnie, żebym wyciągnął od ciebie nieco informacji. Grasz niedostępną, stara się podejść z każdej strony, ale jesteś jak sejf ! - wydusił z siebie reszcie. Nie mogłam uwierzyć w prawdziwość jego słów. Czy Justin byłby na tyle zdesperowany, żeby to zrobić? Czułam się źle, wykorzystał mnie. Myślałam, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić, chciałam dać szansę Jusowi, ale teraz nie widzę sensu. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy. Kręciłam głową z niedowierzania, usiadłam na leżaku chowając głowę w dłoniach. Jeszcze nikt nigdy mnie tak nie potraktował.
- Nie chciałem, żeby tak wyszło. Przykro mi ... - szepną chłopak.
- Myślałam, że jesteś inny, cóż myliłam się - wstałam do wyjścia, jednak w progu odwróciłam się by dokończyć - Powiedz mu, że właśnie stracił swoją ostatnią szansę - i wyszłam udając się do swojego pokoju. Zegarek wskazywał dopiero 21, ale nie miałam ochoty na siedzenie. Wzięłam szybki prysznic, uczesałam włosy i przebrałam się w pidżamę. Byłam zła, byłam cholernie zła, nie tylko na Justina, ale i Louisa nie podejrzewałabym go o to. Nie ten typ człowieka. Chciałam usunąć ten wieczór, cały dzisiejszy dzień z głowy. Położyłam się w łóżku i otworzyłam książkę na ostatnio skończonej stronie i zatraciłam się w czytaniu.
__________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam ! Zrozumcie, przygotowania, bal, po balu, a teraz zasuwać, bo testy tuż tuż....
Mam nadzieję, że rozdział się podoba, komentarze mile widziane ! :)
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam ! Zrozumcie, przygotowania, bal, po balu, a teraz zasuwać, bo testy tuż tuż....
Mam nadzieję, że rozdział się podoba, komentarze mile widziane ! :)
Wspaniałe !
OdpowiedzUsuń