niedziela, 26 stycznia 2014

#6

Dzisiejszy dzień zdecydowanie nie będzie należał do najlepszych, otóż to obudziłam się z potwornym bólem podbrzusza. Wiedziałam co się szykuje. Szybko udałam się do ubikacji, by potwierdzić moją tezę - okres. Wzięłam szybki prysznic, a brudną piżamę wrzuciłam do pralki i nastawiłam ją. Przebrałam się, rozczesałam włosy i umalowałam jedynie rzęsy tuszem. W kuchennej szafce znalazłam tabletki przeciwbólowe, które popiłam wodą i wyszłam z domu. W przeciwieństwie do innych dziewczyn nie wyleguję się całe dnie w łóżku i nie staje się potworną jędzą. Staram się rozchodzić skurcze, przy okazji będąc smutna i przymulona przez najbliższe dni. Potrzebowałam chwili samotności, dlatego obrałam znakomite miejsce - niezaludniona, kamienista plaża. To miejsce niespełna kilometr od mojego domu, odkryłam je całkiem przypadkiem. Nie jest to najlepszy odcinek, przeznaczony do rekreacji, ale znakomity na spacer czy chwilę wyciszenia. Kiedy doszłam usiadłam na brzegu niespełna 2 metrowej skały, zostawiają jedną nogę ugiętą, a drugą zwisającą w dół. Patrzyłam w dal, pustym wzrokiem na morze. Wspominałam moich przyjaciół, wspólne chwile z rodzinną, zabawy i wszystko nagle odeszło. Nim się zorientowałam wyczułam łzy na moich policzkach, wierzchem dłoni otarłam je i uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Bo najważniejsze są wspomnienia - szepnęłam. Wyciągnęłam z torby mój notatnik, w którym starałam się przerzucić moje przeżycia na papier, w formie piosenki i długopis.

Justin
14 lipca - obiło się echo w mojej głowie, a fala wspomnień uderzyła we mnie niczym tsunami.

*RETROSPEKCJA*
"- Zobacz mamo co potrafię ! - krzyknął mój 6 letni brat Jaxon do mojej rodzicielki. Kiedy tylko uzyskał uwagę rodzicielki zaczął  popisywać się wszelkimi trikami na desce tak jak go uczyłem.
Moja krew - pomyślałem.
- Brawo Jax, jestem z ciebie dumna - pochwaliła go.
- Justin mnie nauczył. Patrz co jeszcze ! - powiedział radosny. Właśnie przygotowywał się do kolejnego pokazu, kiedy ni z tąd ni z owąd na osiedlowej uliczce pojawiło się pędzące auto, ale kiedy ktokolwiek z nas zdążył zareagować było już za późno.
- Jaxon! - pisnęła moja mama. Bez zastanowienia pobiegłem w jego kierunku, aby móc zobaczyć bezsilne, małe ciałko leżące w kałuży krwi wydobywającej się z jego głowy. Momentalnie emocje we mnie wybuchy, byłem zły, smutny, nienawidziłem faceta, który spowodował wypadek, nienawidziłem siebie, za to że nauczyłem go tego, gdyby nie to nie bawiłby się teraz na ulicy, a chwilę później - nie czułem nic. Spojrzałem na przerażoną twarz kierowcy, który powtarzał w koło "tak mi przykro, przepraszam, co ja zrobiłem, to się nie dzieje naprawdę", w trakcie dzwoniąc na pogotowie. Wiedziałem, że na nic próby ratowania, choć chciałem być pełen nadziei - nie mogłem. Nie wyczułem pulsu, nie było oddechu, zbyt duże uderzenie, by przeżył je nawet dorosły, a co dopiero dziecko. Klęczałem dalej na ulicy, nawet kiedy odebrali mi już brata. łzy niepohamowanie płynęły. Chciałbym to ja być teraz na jego miejscu, chcę by to mnie się przytrafiło. Nie może go zabraknąć ! Byłem w rozsypce, ale wiedziałem, że muszę pozostać silny dla rodziców i mojej księżniczki - Jazzy. Od dziś będzie ona moim oczkiem w głowie, nigdy nie pozwolę jej tknąć!"

*KONIEC RETROSPEKCJI*

Wyłączyłem silnik, gdy tylko podjechałem pod dom. Potrzebowałem samotności, minęło dopiero 2 lata od wypadku, zbyt świeża sprawa, nowo nacięte rany, który nigdy się nie zagoją.
- Idę się przejść - poinformowałem moją rodzinę, z którą dopiero co wróciłem z cmentarza. W odpowiedzi uzyskałem ciche "okej". Miałem ochotę się upić, zapomnieć, ale wiem, że to mi nie pomoże. Nie mogę tego zrobić, dziś jest dzień wyłącznie poświęcony Jaxon'owi i on się tylko liczy. Nim się spostrzegłem dotarłem na plażę, moją plażę. Lubię ją tak nazywać, być może dlatego, że nigdy nie udało mi się tu nikogo spotkać, ponieważ przejście tu wymagało nieco trudu i pokonania zagęszcza paproci. Zauważyłem, że mam towarzyszkę, co mnie nieco wkurzyło bo nie miałem ochoty na czyjekolwiek towarzystwo, potrzebowałem samotności, ale nie jestem w nastroju na sprzeczki. Pogodziłem się z jej obecnością i usiadłem obok niej. Zauważyłem, że w ręce trzyma długopis i notatnik, popisany, miejscami pokreślony. Spojrzałem w górę na nią, a jej osoba mnie zszokowała. Victoria ? Nie nie mam zwid, dobrze widzę - mówiłem do siebie. Wpatrywała się przed siebie, nie zwracając uwagi na moją obecność. Po jej policzkach płynęły łzy, a po stanie jej oczu mogę stwierdzić, że robi to już dłuższy czas. Nie znałem powodu jej smutku, ale mogłem to wyczytać z jej pustego wzroku, potrzebowała wsparcia. Nie potrafię być czułą osobą, od czasu incydentu ciężko mi zaufać ludziom, wyłączyłem emocje, ale cholera, chyba wróciły. Zrobiło mi się jej szkoda, bez żadnego słowa objąłem ją ramieniem i przytuliłem do siebie na co ona się wzdrygnęła.
- J-justin ? - szepnęła, wyrywając się z mojego uścisku. - Jak długo tu jesteś ? - spytała ocierając łzy.
- Minutę, może dwie - wzruszyłem ramionami.
- Co ty tu robisz? Śledziłeś mnie?
- Woah, spokojnie. Po pierwsze to nie poinformowałaś mnie o odwiedzinach i to ty się będziesz tłumaczyć, a po drugie, chcę wiedzieć dlaczego płaczesz - starałem się grać moje "codzienne ja".
- Odwiedzinach ? O czym ty mówisz ?
- To miejsce jest moje, ale wybaczę ci ze względu na to kim jesteś.
- Słuchaj, nie wiem o czym ty do mnie mówisz. Ale nie mam dziś humoru na dogryzanie, więc lepiej już pójdę - powiedziała powoli wstając.
- Nie. Zostań. Przepraszam - zwróciłem się do niej. - Dziś jest ciężki dzień, po prostu zapomnijmy o naszej nienawiści dziś i bądźmy jak normalni znajomi, stoi ? - wyciągnąłem dłoń ku niej, na co ona niepewnie przytaknęła i uścisnęła ją.
- Co masz na myśli mówiąc ciężki dzień ? - spytała nadal będąc myślami gdzie indziej, ale nie miałem jej tego za złe. Po długiej ciszy i rozmyślaniu postanowiłem przełamać się i opowiedzieć jej historię sprzed dwóch lat. Kiedy skończyłem, rzuciła mi się w objęcia, pocieszając mnie ze łzami w oczach.
- Doskonale wiem jak to jest stracić bliską osobę. Starasz się żyć normalnie, ale codzienność staje się twoim koszmarem - pokręciła głową. - Pewnie zastanawiasz się nad moimi słowami - spojrzała na mnie, na co przytaknąłem. - Straciłam mamę, miałam wtedy niespełna 13 lat. Była chora, cierpiała, rak rozprzestrzeniał się w zawrotnym tempie. Żadne pieniądze nie pomagały, starała się ukryć ból, chodź wiedziałam jakie to dla niej trudne. Kiedy odeszła, odeszło z nią cierpienie. Byłam, ba jestem z nią mocno związana, wiem, że to się może wydać dziwne, ale była moja najlepszą przyjaciółką. Zanim przeprowadziłam się tutaj, bywałam na jej grobie w każdą niedzielę, święto czy zwykłą chęć wygadania. Ludzie uznawali mnie za głupią, patrząc na dziewczynę mówiącą do nagrobka, ale ja czułam jej obecność przy sobie, wyobrażam sobie jej uśmiech, zrozumienie. Brakuje mi tego, minęło już sześć lat, a ja nadal czuję się jakby to było wczoraj. Sytuacja jak maszyna wskazująca życie, zaczyna wariować a fala na monitorze staje się prosta i wszystko ucichło - dokończyła szeptem. Spojrzała na mnie z załzawionymi oczami. - Przepraszam, to dołujące.
- Cieszę się, że mi to powiedziałaś - objąłem ją ramieniem, na co ona oparła głową o mój tors.
- Czy to nie dziwne? - spytała, przerywając długą ciszę. - Jeszcze wczoraj strzelaliśmy do siebie piorunami, a dziś siedzę w twoich objęciach.
- Myślę, że oboje potrzebujemy wsparcia, a nikt cię tak dobrze nie zrozumie jak osoba, która przeszła to samo.


Victoria
Pomachałam Justinowi na pożegnanie i zamknęłam za sobą drzwi wejściowe. Uśmiechnęłam się sama do siebie z myślą, że udało mi się poznać go lepiej. Dziś był zupełnie innym chłopakiem. Opowiedział mi sporo o swoim życiu, z wzajemnością. Otworzył się, był szczery, zaoferował nawet odprowadzenie do domu i taki właśnie mi się podoba. Wiem, że to nie potrwa długo, bo nim wzejdzie słońce stanie się ponownie Bad Ass'em. Miałam tylko nadzieję, że zachowa dla siebie dzisiejszy dzień i nasze spotkanie. Już dość plotek się nasłuchałam.



____________________________________
 Jak wrażenia ?
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Następny rozdział przy minimum 3 komentarzach!
To nie jest szantaż, chcę po prostu sprawdzić czy mam dla kogo pisać...

1 komentarz:

  1. O M B ! Tak, no takie słodkości to są, że aż się rozpływam ! Wspaniale piszesz czekam na 7 ;*

    OdpowiedzUsuń