piątek, 3 stycznia 2014

#1

Obudziły mnie promienie słońca lądujące prosto na moje powieki, jęknęłam czując, że pora wstawać. Leniwie przeciągnęłam się na łóżku i podniosłam się do pozycji siedzącej. Wokół mnie stały porozstawiane kartony, dwie walizki i torba, jak się domyślacie - przeprowadzka. Odkąd moja mama umarła, tata popadł w depresje, co ciągnęło za sobą wiele kłopotów, jednym z nich było nadużycie alkoholu, przez co znęcał się nade mną za nic. Na szczęście poznał Jennifer, moją obecną macochę, pomogła mu wyjść z dołka i stawić czoła problemom. Kolejnym etapem w naszym życiu, zaraz po stworzeniu nowej rodziny była wyprowadzka, właśnie tutaj do Australii. Początkowo byłam przeciwna, niby czemu miałabym opuszczać mój ukochany kraj, gdzie się urodziłam i wychowałam, gdzie miałam masę przyjaciół, najlepsze wspomnienia i najważniejsze miejsce dla mnie - cmentarz, gdzie pochowana jest moja mama? Odpowiedź jest prosta, zazdrość Jenn jest na tyle duża, że chce nas od tego odciągnąć. Cóż, niewykonalne - powiedziałam do siebie w myślach. Powróciłam myślami do chwili obecnej i westchnęłam na samą myśl o kolejnym męczącym dniu, mianowicie - czas się rozpakować i nieco urządzić tą dziurę. Na początek udałam się do łazienki, gdzie wzięłam długi relaksujący prysznic, wczoraj byłam na tyle padnięta, że nawet nie zmyłam makijażu, co w moim przypadku jest rzeczą niepojętą, lecz wybaczam sobie na myśl o 20h w podróży samolotem i dwóch przesiadkach po drodze. Po odświeżeniu się wyszłam z łazienki, której na szczęście nie muszę z nikim dzielić, zaczęłam szukać stroju na dzisiejszy dzień, niespodziewanie drzwi się otworzyły, a ja aż podskoczyłam z przerażenia, zważając na fakt, że jestem obecnie w samym ręczniku, a Bóg wie kogo tu niesie. Na szczęście była to Ariana, moja przyszywana siostra. Staram się z nią zaprzyjaźnić, ale jest coś co mnie od niej odpycha, może to jej nieśmiałość i brak życia towarzyskiego ? Myślę, że to jej główne cechy, ale kim bym była gdybym jej nie pomogła ? Może zmiana otoczenia nieco wpłynie na nią?
- Um, przepraszam - powiedziała speszona i cofnęła się ku wyjściu.
- Nie, Ari zaczekaj ! - krzyknęłam za nią, na co się zatrzymała i popatrzyła na mnie. - Co jest?
- Mama przygotowała śniadanie.
- Dzięki, zaraz zejdę - uśmiechnęłam się do niej, dodając jej przy tym nieco pewności. To dziwne, że znamy się od ponad 3 lat, a nadal krępuje się w moim towarzystwie. Olałabym to, gdyby nie mój tata. Prosił mnie bym pomogła jej się z tym uporać w ramach wdzięczności za pomoc jej matki w stosunku do nas. Moje zdanie było takie, iż każda kobieta pomogłaby ojcu wyjść z dołka dając mu siebie, miłość, zważając na stan majątkowy mojej rodziny, ale nie będę uprzykrzać mu życia moimi przemyśleniami. Cieszę się, że jest szczęśliwy, bo na tym głównie mi zależy, nie mogę przecież stracić i Jego. Kiedy drzwi się zamknęły, wróciłam do przeszukiwania jednej z walizek, wzięłam pierwsze lepsze ciuchy i zarzuciłam je na siebie, włosy zaczesałam w niechlujnego koczka i zeszłam na dół za zapachem wchodząc do kuchni, gdzie wszyscy już jedli naleśniki z syropem klonowym.
- Oh, wstałaś kochanie. Siadaj proszę już podaję dla ciebie porcję - powiedziała "słodko" Jennifer.
Gdyby nie wzrok wszystkich patrzących na mnie zwymiotowałabym z jej nędznej, jak dla mnie gry aktorskiej, ale mój ojciec to kupował. Zrobi wszystko by się mu podlizać, ale kiedy znika z pola widzenia staje się w stosunku mnie oziębłą suką. Wie, że nic nie powiem ojcu, ponieważ nie chcę go skrzywić, ale wszystko ma swoje granice, które dobrze zna. Zajęłam wolne miejsce przy stole i podziękowałam za posiłek.
- Dobrze, skoro jesteśmy wszyscy w komplecie, czas omówić kilka spraw - zaczął tata, biorąc łyk kawy - po pierwsze, zmiana numeru na australijski - podał nam nowe karty - kolejna rzecz - rozdał nam klucze do domu - mieszkamy przy Gordon St 165a, później wbuduję wam łatwy tymczasowy proces korzystania z GPS i prostej drogi do domu z miejsca gdzie się znajdujecie. Co do prawa jazdy musimy stawić się w urzędzie, aby przerobiono nam dokumenty. Myślę, że to na razie tyle jeśli chodzi o sprawy organizacyjne. Jakieś pytania?
- Co ze szkołą ? - spytałam połykając ostatni kęs.
- Dobrze wiecie jakie jest nasze zdanie, dajemy wam wolną rękę, wierzymy, że jesteście rozsądne i mądrze podejmiecie wybór - skomentował tata.
- Postanowiłam pójść do Riverina Institute - posłałam wszystkim szeroki uśmiech. To szkoła moich marzeń, zawsze chciałam pójść co college'u o profilu artystycznym. Kocham śpiewać, to moja pasja i czuję, że naprawdę mam talent, szkoda tylko, że mój tato nie może tego zrozumieć.
- Victoria, już o tym rozmawialiśmy - westchnął mój ojciec.
- Zaczekaj czy to nie ty dosłownie minutę temu powiedziałeś, cytuję "dajemy wam wolną rękę" ? - spytałam oburzona.
- Nie chcę, abyś popełniła błąd.
- Nie zamierzam skończyć jak te wszystkie sekretarki w burach, tonące od stert papieru. Dlaczego miałabym robić to co ty chcesz ? Dlaczego nigdy mi na nic nie pozwalasz ? Mam już 18 lat i potrafię o sobie zadecydować. To już postanowione idę do Riverina Institute.
- To nie tak jak myślisz.
- To mi wytłumacz - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Szansa, że staniesz się wielką piosenkarką jest jak jedna na milion, nie chcę, abyś później żałowała tego wyboru. Jesteś moją córeczką i zawsze stanę za tobą, choćby nie wiem co, chcę abyś to jeszcze przemyślała.
- Pamiętasz co mówiłeś mi, kiedy uczyłam się pierwszy raz jeździć na rowerze ?  - spytałam wracając myślami paręnaście lat wstecz. - Kto nie próbuje...
-... ten nie zyskuje - dokończył za mnie z uśmiechem. - Mam nadzieję, że wiesz co robisz...
- To znaczy tak ? - spytałam uradowana.
- Widzę w tobie przyszłość, masz to czego cię uczyłem. Dążenie do celu i nie poddawanie się...
- To znaczy tak ?  - powtórzyłam pytanie.
- Tak - przytaknął na co aż podskoczyłam z radości i rzuciłam się ojcu w objęcia.
- Jesteś najlepszym tatą pod słońcem, nie to, że nie poszłabym tam gdybyś mi nawet nie pozwolił, ale i tak cie kocham !
- Pierwsza część za tobą, ale dobrze wiesz jak ciężko dostać się do tej szkoły, pomimo twojego ogromnego talentu... - wtrąciła Jenn.
- O to już nie musimy się martwić - uśmiechnęłam się.
- Jak to ?
- Chciałam zostawić to, aby pochwalić się przy rodzinnej kolacji, ale skoro już okazja się nadarzyła - pobiegłam do pokoju i wyciągnęłam z torby sporą kopertę, w której znajdował się list gratulacyjny z Riverina Institute. - Proszę - położyłam ją na stole. Ojciec sięgnął po nią pierwszy, a uśmiech wkradł się na jego twarz, pomimo, iż był temu przeciwny widziałam tę radość i dumę w jego oczach.
- Moja mała córeczka - przytulił mnie szczerze. Przyjęłam gratulacje od pozostałych i udałam się do siebie ponownie, by urządzić się tu nieco.
Po bitych 5 godzinach, muszę przyznać, że mój pokój wyglądał całkiem nieźle. Na zegarku widniała godzina 16:15. Postanowiłam nieco poznać okolicę, dlatego przebrałam się w komplet, rozpuściłam włosy i podmalowałam się nieco, zabrałam jeszcze ze sobą telefon i już mnie nie było.

♥  ♥  ♥ 
____________________________________________________________________________________
Mamy pierwszy rozdział ! Zapraszam do czytania i komentowania.
W razie pytań jesteśmy również na TT.

1 komentarz: